To brzmi jak moralitet emblematyczny dla nowoczesnej Turcji. W racjonalnym świecie zabójstwo Hranta Dinka - prominentnego ormiańskiego dziennikarza tureckiego i redaktora gazety, który został zastrzelony w 2007 roku - powinno być sygnałem alarmowym dla rzeczników demokracji w kraju, który podobno się reformuje by spełnić standardy członkostwa w Unii Europejskiej. Ale zamiast tego wywołało rozwijającą się sagę, która obrazuje w miniaturze zagrożenia dla życia i wolności, z jakimi zmagają się tureccy dziennikarze, którzy ośmielają się przyglądać postaciom z kręgu władzy.
Prawie 4 lata po zastrzeleniu Dinka w obecności świadków przed jego stambulskim biurem, nikt nie został skazany za to morderstwo. Proces 20 oskarżonych toczy się bez rozstrzygnięcia od 3 lat, a domniemanemu sprawcy grozi maksymalnie 20 lat więzienia. Kara ta i bezładna natura postępowania przeciwko domniemanym napastnikom kontrastuje z energicznym ściganiem przez władze przyjaciela zamordowanego dziennikarza, Nedima Senera, za napisanie kontrowersyjnej książki "Morderstwo Dinka i kłamstwa wywiadu", która sugeruje współsprawstwo czynników oficjalnych w tej zbrodni.
Szerszy oddźwięk
Do niedawna Senerowi - dziennikarzowi gazety "Milliyet" - groził możliwy wyrok 32 lat więzienia po tym jak oskarżono go o szereg występków, w tym publikowanie zastrzeżonych dokumentów i "atakowanie ludzi zaangażowanych w kampanie antyterrorystyczne." Pomimo uniewinnienia go od najcięższych zarzutów, Sener i tak może zostać skazany na 12 lat jeśli zostanie uznany winnym pozostałych zarutów. Mówi on, że jego sprawa ma szerszy oddźwięk. "Pokazuje [ograniczenia] wolności prasy w Turcji", mówi Sener. "Jest to dobry wskaźnik sytuacji tureckiej prasy."
W rzeczy samej, tarapaty Senera bledną w porównaniu z problemami, z jakimi zmaga się wielu innych dziennikarzy w Turcji. Według Międzynarodowego Instytutu Prasy (IPI), grupy monitorującej bazującej w Wiedniu, obecnie w więzieniach przebywa 48 tureckich dziennikarzy, zaś kolejnym 700 grożą długie wyroki w sprawach wytoczonych przez prokuratorów, którzy oskarżają ich o łamanie tureckich praw karnych, prasowych i antyterrorystycznych.
Jedne z najcięższych wyroków mogą być wydane dla dziennikarzy, którzy donosili na temat śledztw w sprawie domniemanych spisków, mających, jak mówi rząd zakorzenionej w islamizmie Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), zmierzać do pozbawienia jej władzy.
Nadgorliwi prokuratorzy?
Ismail Saymaz, reporter broniącej świeckości gazety "Radikal", może zostać skazany na łącznie 79 lat więzienia po oskarżeniu go o przestępstwa obejmujące "naruszenie tajemnicy śledztwa" w następstwie serii artykułów na temat domniemanej antyrządowej konspiracji znanej jako "Ergenekon", w którą zamieszane miały być setki oficerów armii, prawników, pisarzy i innych osób o świeckich poglądach.
Kolejny reporter, Helin Sahin - którego gazeta "Star" jest uważana za prorządową - może zostać uwięziony na nawet 57 lat za reportaże na temat "Ergenekon" i innego domniemanego planu przewrotu znanego jako "Sledgehammer" ("Młot"), podaje angielskojęzyczny "Hurriyet Daily News and Economic Review."
Tureccy dziennikarze przeważnie mówią, że są sądzeni za publikowanie dokumentów już będących w domenie publicznej i dostępnych w internecie. Wysocy rangą przedstawiciele AKP winę za ten wysyp spraw sądowych przypisują nadgorliwym prokuratorom i niedemokratycznym prawom przyjętym, jak mówią, po wojskowym zamachu stanu w 1980 roku.
Ale Ferai Tinc, rzecznik Tureckiego Komitetu Narodowego IPI, mówi że dziennikarze są ścigani i więzieni na mocy dużo świeższego ustawodawstwa, uchwalonego przez AKP i upozorowanego na część programu reform zmierzających do spełnienia kryteriów członkostwa w UE.
"Te wyroki więzienia dotyczące dziennikarzy zostały wprowadzone podczas tureckich reform, do których przeprowadzenia Turcja jest zobowiązana przez Unię Europejską", mówi Tinc. "Mamy problemy w kodeksie karnym, który został przygotowany przez poprzedni rząd, ale wprowadzony przez nasz rząd AKP, z prawem prasowym, które zostało wprowadzone przez rząd AKP, oraz z prawem antyterrorystycznym. W tych trzech ustawach mamy artykuły, które przewidują więzienie dziennikarzy i teraz mamy w Turcji dużo problemów związanych z tymi artykułami."
Trend autorytarny
Niektórzy widzą w tych procesach część niepokojącego trendu autorytarnego zainspirowanego przez charyzmatycznego premiera Turcji Recepa Tayyipa Erdogana, który często ostro atakuje krytycznych dziennikarzy. Rząd Erdogana został potępiony przez Departament Stanu USA, Komisję Europejską i Organizację Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) za nałożenie kary w wysokości 3 miliardów dolarów na największą w Turcji grupę medialną Dogan - której publikacje krytykowały politykę rządu - za rzekome uchylanie się od płacenia podatków. Premier Erdogan wcześniej wzywał swoich zwolenników do bojkotowania krytycznych gazet i według doniesień apelował też do wydawców o zwalnianie felietonistów za komentarze, które, jak powiedział, szkodziły tureckiej gospodarce.
Anthony Mills, press freedom manager w IPI, mówi że traktowanie dziennikarzy pogorszyło się za rządu Erdogana, pogłębiając ukrytą podejrzliwość wobec wolności słowa, od dawna obecną w tureckich kołach oficjalnych. "To rząd [Erdogana] ma kontrolę nad śledztwem w sprawie tak zwanego spisku Ergenekon, więc oczekiwalibyśmy pozwolenia przez rząd mediom na donoszenie o tych procesach, o czym informowanie jest bez żadnych wątpliwości w interesie publicznym", mówi Mills, "Myślę, iż uczciwie byłoby powiedzieć, że widzimy szereg kwestii, które wydają się być bezpośrednio powiązane z nim i obecnym rządem."
Sener, którego wysiłki przyniosły mu nagrodę World Press Freedom Hero IPI, zgadza się z tym. Mówi on, że Erdogan ma władzę by zmienić sytuację. "On jest premierem, on jest odpowiedzialny za wszystkie sprawy w Turcji", argumentuje Sener. "Kiedy prawo oskarża dziennikarzy, odpowiedzialny jest nasz premier i cały rząd. Może mogliby zmienić prawo o oskarżaniu dziennikarzy i może mogą [uchwalić] nowe prawo. Dziennikarzy którzy są w więzieniu mogą wypuścić z więzienia. Mogą uwolnić wszystkich dziennikarzy."
Dla AKP - która promuje się jako prozachodnia partia reformatorska, pomimo swoich korzeni w politycznym islamie - wolność prasy dotychczas nie była priorytetem. Pakiet popieranych przez rząd poprawek konstytucyjnych, przyjęty w referendum w zeszłym miesiącu, nie poruszał tej kwestii i koncentrował się zamiast tego na osłabieniu władzy sądowniczej i sił zbrojnych, poprzednio wszechmocnych bastionów sekularyzmu.
Jednak Huseyin Celik, wiceprzewodniczący AKP, utrzymuje że rząd dostrzega problem i planuje zająć się nim przez przyjęcie parlamentarnej poprawki przez następnymi wyborami powszechnymi zaplanowanymi na rok 2011. "Celem poprawki będzie zwiększenie swobody wypowiedzi, zwiększenie praw dziennikarzy i... uczynienie niemożliwym by dziennikarze szli do więzienia", mówi Celik.
Richard Howitt, brytyjski członek Parlamentu Europejskiego, mówi że poprawa traktowania dziennikarzy przez Turcję może zostać wynagrodzona postępem w negocjacjach członkowskich kraju z UE, które obecnie stoją w miejscu mimo niedawno minionej ich 5. rocznicy. "Dobrze zrobi ambicjom członkowskim Turcji jeśli dojdzie do reform, które zapewnią, że prawa człowieka będą w pełni respektowane", mówi Howitt, członek Wspólnego Komitetu Parlamentarnego UE i Turcji. "W długim okresie czasu, jeśli wolne, niezależne i pluralistyczne media zakorzenią się w Turcji, przybliży to europejskie ambicje Turcji i muszę powiedzieć, że jest to dobre dla samej Turcji jako demokracji."
Copyright (c) 2010. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/Outcry_Over_Rampant_Jailing_Of_Journalists_In_Turkey/2185995.html
FOTO: Flickr user onewmphoto