Jak Chiny rozgrywają Wielką Grę
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Jak Chiny rozgrywają Wielką Grę
Madhav Nalapat The Diplomat 2010-10-17 22:52:22

Wygraną dla Chin jest wyrzucenie USA z Azji. Ich największa szansa? Porażka NATO w Afganistanie.


Jednym z powodów dlaczego Stany Zjednoczone i ich sojusznicy z NATO tracą do Chin dystans w globalnym wyścigu geopolitycznym jest przekonanie o trwałości tradycji i precedensu w sprawach światowych - i to w epoce, kiedy zmiany paradygmatów mają miejsce w przyspieszonym tempie, i kiedy nawet najbardziej podstawowe realia mogą zmienić się nie do poznania w ciągu dekady.

Nie ma lepszego przykładu tego trendu niż sama Chińska Republika Ludowa, która przepoczwarzyła się kilkakrotnie od czasu jej założenia w 1949 roku. W rzeczy samej, żeby lepiej zrozumieć dzisiejsze Chiny i odpowiednio dostosować politykę niektórzy zachodni analitycy mogą potrzebować odstawienia fundamentalnych założeń jakie przyjęli badając ewolucję Chin. Ponieważ faktem jest, że wiele z nich nie jest już aktualnych.

Mówiąc ogólnie, każda dekada po 1949 roku przynosiła zmiany w formie i szerzeniu postępu gospodarczego i ewolucji społecznej w Chinach. W pierwszej nastąpiła konsolidacja władzy Chińskiej Partii Komunistycznej (CCP).W kolejnej, w latach 1959-69, nastąpiło ustanowienie osobistej dyktatury Mao Zedonga nad partią. Trzecia, lata 1969-79, odzwierciedlała starania przywództwa o wypracowanie strategii zapewniającej Chinom globalny sukces, nawet jeśli oznaczało to sprzymierzenie się ze Stanami Zjednoczonymi. Okres od 1979 do 1989 roku stanowił odwrócenie stagnacji gospodarczej poprzednich 3 stuleci.

Lecz jeśli lata 90-te były okresem eksperymentowania z kulturą zachodnią i możliwymi sojuszami strategicznymi, kolejna dekada przyniosła wzrost nacjonalizmu Hanów, mającego za swój podstawowy cel przywrócenie Chinom od dawna upragnionego statusu czołowego państwa świata. Znalazło to odzwierciedlenie w pogłębiającej się niezależności technologicznej jak również geopolitycznej ofensywie by odebrać prymat Stanom Zjednoczonym - najpierw w Azji i Afryce, potem kierując się ku Ameryce Południowej i w końcu Europie.

Ponieważ Chiny okazały się poważnym rywalem dla amerykańskiej dominacji, nie jest zaskoczeniem, że jedną z aren konfrontacji jest Afganistan. Jeśli rywalizacja ta nie otrzymała należnej uwagi, jest więcej niż prawdopodobne, że jest tak ponieważ Chiny w typowy dla siebie sposób próbują osiągnąć tam swoje cele w najbardziej "cichy" sposób jak to możliwe (co pozostaje w jaskrawym kontraście ze Stanami Zjednoczonymi, które zazwyczaj reklamują swoje zaangażowanie i konfrontację, po części w celu umocnienia percepcji globalnego prymatu USA).

Wielu z tych, którzy na swoje nieszczęście wciąż pamiętają słowa Rudyarda Kiplinga wierzą, że obecna sytuacja afgańska przypomina jego "Wielką Grę", która była rozgrywana między imperiami brytyjskimi i rosyjskimi o panowanie nad Azją Środkową. Ale podczas gdy obecne wydarzenia w Afganistanie rzeczywiście podążają już udeptaną ścieżką, jest ona mniej XIX-wieczna, a bardziej XX-wieczna - a konkretnie jak z lat 1980-tych. W tej epoce przyspieszonych zmian historia rzadko się powtarza poza cyklem 20-letnim (który to cykl prawdopodobnie będzie się dalej skracał).

To co dzieje się w Afganistanie pod wieloma względami jest powtórką tego, co miało miejsce gdy Stany Zjednoczone i Arabia Saudyjska wykorzystały armię Pakistanu do prowadzenia niekonwencjonalnej wojny przeciw Sowietom. Dziś ta sama armia (jedyna na świecie mająca dżihad za swoje oficjalne motto) jest wykorzystywana przez Chiny by napisać scenariusz upokorzenia supermocarstwa uważanego przez niektórych za wyczerpane - Stanów Zjednoczonych.

Ale być może najbardziej interesującą rzeczą w tej nowej Wielkiej Grze jest to, że może ona odbywać się bez udziału kilku organów władzy państwowej w Chinach. Faktycznie zdecydowanie wygląda jak gdyby była przygotowywana prawie całkowicie przez jeden podmiot - Chińską Armię Ludowo-Wyzwoleńczą (PLA) - która dziś stała się niemal autonomicznym graczem wewnątrz chińskiej struktury zarządzania.

Jest to znacząca zmiana. Zarówno Mao Zedong jak i Deng Xiaoping krótko trzymali PLA - ten pierwszy czyniąc ją wspólnikiem w niszczeniu tych elementów w CCP które uważał za wrogów, ten drugi skutecznie wypychając ją poza pole widzenia. Jednak kiedy Jiang Zemin przejął kontrolę nad Chińską Partią Komunistyczną w latach 90-tych zaczął dogadzać PLA i proces ten nie został jeszcze odwrócony przez jego następcę.

Po części może to wynikać z faktu, że Jiang ustanowił możliwy precedens, w ramach którego sekretarz generalny CCP mógł przedłużyć swój okres formalnej władzy i znaczenia w kształtowaniu polityki poprzez ciągłe piastowanie funkcji przewodniczącego Centralnej Komisji Wojskowej (CMC) po ustąpieniu z funkcji sekretarza generalnego CCP (jak było w przypadku Jianga przez 20 miesięcy po przekazanu partyjnej pałeczki Hu Jintao w 2002 roku).

Biorąc pod uwagę jego zorientowaną na Azję wizję geopolityczną i pragnienie zapewnienia, że CCP będzie reagować na ludowe sentymenty a nie polegać na przymusie, Hu prawdopodobnie będzie chciał dalej być szefem CMC nawet po ustąpieniu z funkcji szefa partii w 2012 roku. Z tego powodu przyjął on też pojednawczą linię wobec PLA, tak jak Jiang, w konsekwencji pozwalając jej na kształtowanie polityki w szeregu kluczowych teatrów, w tym Indii, Pakistanu i Afganistanu. W każdym z powyższych polityka przyjęta przez trzon CCP odzwierciedla percepcje i wąskie potrzeby PLA, a nie szerzej rozumianego państwa.

W ciągu minionych 15 lat kontrola "partii nad bronią" uległa erozji, a jedną z konsekwencji jest to, że dochodzi do pokazów muskułów sprzecznych z filozofią Denga by "mówić gładko" nawet podczas noszenia wielkiego kija. Jednym z oczywistych przykładów był pokaz wojskowego gniewu w Cieśninie Tajwańskiej w latach 90-tych. Ostatnio mamy aktualny impas z Indiami wokół statusu Kaszmiru i napięcia z państwami Azji Południowo-Wschodniej co do zakresu ich roszczeń do wód terytorialnych na Morzu Południowochińskim.

W polityce zagranicznej PLA stała się autonomicznym graczem w panteonie CCP i nie jest już ograniczana polityką wyznaczaną przez Radę Państwa. Z tego powodu pojawił się pewien rozdźwięk między wizją sekretarza generalnego Hu bliskiego sojuszu Chin z Indiami, a faktycznym kierunkiem polityki. PLA, jak by nie było, ma swoje własne priorytety, widząc w armii pakistańskiej swojego najbliższego sojusznika w Azji po siłach zbrojnych Korei Północnej i Birmy. Konsekwencją jest polityka wobec Indii, która została ukierunkowana w sposób podobny do tej, jaką przyjęli Nixon i Kissinger na początku lat 70-tych.

Tymczasem, podczas gdy sekretarz obrony USA publicznie fantazjuje na temat lojalności i wiarygodności pakistańskiej armii, rzeczywistość jest taka, iż od początku wojny afgańskiej w 2001 roku i okupacji Iraku w 2003 roku coraz więcej członków pakistańskiego korpusu oficerskiego staje się wrogich Stanom Zjednoczonym (który to sentyment najwyraźniej nie jest ukrywany przy batalionowych stołach jadalnych).

Powód, dla którego taki zwrot w opiniach jest istotny można znaleźć w fakcie, że następcy Zia ul-Haq na stanowisku szefa sztabu pakistańskiej armii potrzebują poparcia kluczowych dowódców korpusów aby zachować władzę nad siłami zbrojnymi jako całością. W pewien sposób ta zależność od równych sobie jest podobna do sytuacji niegdyś wszechmocnego sekretarza generalnego CCP, który potrzebował mieć poparcie Politbiura by mieć pewność, że nie pójdzie śladem Hua Guofenga, Hu Yaobanga i Zhao Ziyanga - którzy wszyscy zostali unieszkodliwieni przez opozycję wewnątrz Stałego Komitetu Politbiura.

Dziś pakistańscy dowódcy korpusów widzą w Pekinie dużo bardziej naturalnego partnera niż w Waszyngtonie i w rezultacie reagują na sygnały raczej stamtąd niż z Pentagonu. Ale nawet gdyby szef sztabu armii, generał P.A. Kayani chciał realizować agendę NATO w Afganistanie (samo w sobie nieprawdopodobne), nie byłby w stanie tego zrobić, biorąc pod uwagę potrzebę by mieć starszych dowódców po swojej stronie w bezustannych próbach zapewnienia prymatu wojska nad cywilnym establishmentem w Pakistanie.

Lecz chociaż indyjska społeczność strategiczna uważa najludniejszą demokrację świata za będącą celem ekspansji zdolności PLA na obszarze Oceanu Indyjskiego, rzeczywistość jest taka, że Indie odgrywają tylko drugorzędną rolę w rozważaniach PLA. Faktycznie PLA uważa amerykańskie siły zbrojne za swojego głównego rywala i reaguje na Indie tylko w takim zakresie, w jakim postrzega Delhi za współtowarzysza Stanów Zjednoczonych.

Nie jest wielką tajemnicą, że PLA chciałaby by amerykańska armia opuściła Azję, a jaki jest lepszy sposób na przyspieszenie tego niż zapewnienie, że NATO zostanie pokonane w Afganistanie, w taki sam sposób jak armia ZSRR? Najlepszy sposób na osiągnięcie tego celu wiedzie przez armię Pakistanu, która doprowadziła do mistrzostwa umiejętność deklarowania stosowania się do poleceń USA, a zarazem ewidentnego robienia bardzo mało w celu ich wykonywania. Faktycznie wykazuje ona znaczne zdolności robienia czegoś zupełnie przeciwnego, sabotując amerykańskie interesy za pomocą "emerytowanego" i "urlopowanego" personelu, tak aby można było utrzymać zdolność do wyparcia się wszystkiego. Zarówno armia Pakistanu jak i PLA ewidentnie wierzą, że zwycięstwo USA w Afganistanie spowodowałoby umocnienie sił amerykańskich w tym kraju, zaś porażka - ich odesłanie do domu, czyniąc to państwo nisko wiszącym owocem, łatwym do zdominowania przez ten nieustraszony duet.

Nic dziwnego więc, że wiele "operacji" przeciw Talibom, które są prowadzone przez armię pakistańską wydaje się przynosić zero sukcesu w powstrzymywaniu postępu tej zbieraniny bandytów, i to pomimo faktu, że - w przeciwieństwie do lat 1994-95 - Talibowie wzbudzają strach i odrazę u przeważającej większości Pasztunów. To dlatego PLA jest nawet skłonna zrobić z Indii wroga - drażniąc Delhi w kwestii Kaszmiru, w tym odrzucając wydanie wiz indyjskim dowódcom armii, których sami zaprosili do złożenia wizyty i rozmieszczając tysiące umundurowanego personelu w kontrolowanej przez Pakistan części Kaszmiru, pod pretekstem budowy dróg.

Więc czym byłaby wygrana gdyby Chiny miały wziąć górę w tej XXI-wiecznej wersji Wielkiej Gry? Nie byłoby to nic innego jak zastąpienie Stanów Zjednoczonych przez Chiny w charakterze dominującej potęgi wojskowej w Azji. Faktycznie wyglądałoby to bardzo podobnie do porażki Sowietów w 1988 roku, co ostatecznie doprowadziło do przyćmienia Moskwy przez Waszyngton na całym świecie.

 

Copyright The Diplomat.

Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:

http://the-diplomat.com/2010/10/07/how-china-plays-the-great-game/

 

Opis stosunków Chiny-USA na naszej stronie:

http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Chiny,stosunki_dwustronne,USA

 

FOTO: Flickr user StrudelMonkey


Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów