Jeśli chodzi o politykę zagraniczną i bezpieczeństwa, republikański przypływ w Kongresie USA w 2011 roku - szczególnie jeśli sprawi on, że GOP (Partia Republikańska) będzie kontrolowała jedną lub obie izby - będzie oznaczać twardszą retorykę i szereg zmian w polityce i finansowaniu.
Wybory z 2 listopada prawdopodobnie przyniosą GOP zyski w Senacie i być może przejęcie Izby Reprezentantów kiedy nowy Kongres zbierze się w styczniu 2011 roku. Jeśli Republikanie rzeczywiście przejmą Izbę Reprezentantów, jest niemal pewne, że kierownictwo Komisji Służb Zbrojnych (House Armed Services Committee) przypadnie Howardowi P "Buckowi" McKeonowi z Kalifornii - byłemu biznesmenowi i zagorzałemu rzecznikowi wysokiego poziomu wydatków na obronność, który nieufnie patrzy na rozbudowę armii chińskiej. Panel ds. finansów na obronność przypadłby CW "Billowi" Youngowi z Florydy, wieloletniemu kongresmenowi i przyjacielowi Pentagonu. Zaś pierwsze miejsce w Komisji Spraw Zagranicznych Izby Reprezentantów (House Foreign Affairs Committee) bez wątpienia trafiłoby do Ileany Ros-Lehtinen z Florydy, radykalnej konserwatystki w większości spraw, zwłaszcza jeśli chodzi o popieranie Izraela i potępianie Kuby.
W Senacie tymczasem szanse Republikanów na przejęcie kontroli są mniejsze. Bardziej prawdopodobne jest, że Republikanie zwiększą swoją liczebność bez zapewnienia sobie większości. Ale i tak oddaliłoby to Demokratów jeszcze bardziej od 60 głosów potrzebnych do wyeliminowania filibusterów -blokującej taktyki stosowanej z coraz większą regularnością przez Republikanów. Jeśli tak rzeczywiście się stanie, listopadowe wybory stworzą Senat, którego żadna z partii nie będzie w pełni kontrolować i który będzie się wyróżniał głównie impasem.
Gdyby Republikanom miało powieść się lepiej - i zdobyliby większość w Senacie - oznaczałoby to zmiany u steru kluczowych komisji nadzorujących politykę obronną i zagraniczną USA. John McCain z Arizony, przegrany kandydat partii w wyborach prezydenckich w 2008 roku, kierowałby Komisją Służb Zbrojnych. Thad Cochran z Mississippi, rzecznik stoczniowców, objąłby ster panelu ds. wydatków obronnych. A Richard G Lugar z Indiany, gładko mówiący i łebski przedstawiciel umiarkowanych, który jest bliski prezydentowi Barackowi Obamie i wiceprezydentowi Josephowi R Bidenowi, przejąłby kierownictwo nad Komisją Spraw Zagranicznych.
"Broniąc obrony"
W rękach tych Republikanów wiele zmieniłoby się w Waszyngtonie. Niewątpliwie gotowość kongresmenów do zmuszania prezydenta do działania w kwestiach dotyczących bezpieczeństwa i dyplomacji jest ograniczona. Zwłaszcza od II Wojny Światowej amerykańskiemu "głównodowodzącemu" daje się coraz większą swobodę w tej sferze. Jednak republikańska większość bez wątpienia skierowałaby uwagę na działania administracji Obamy - stosując przesłuchania, dochodzenia i selektywne przecieki do prasy. W szczególności gdyby jedna lub obie izby przypadły Republikanom, mogłoby to zaskutkować szeregiem zmian w budżetach i polityce.
Weźmy kwestię obronności. W październiku grupa 3 konserwatywnych amerykańskich think-tanków wydała raport wzywający do wyższych wydatków na obronę. Tytuł ich raportu - "Broniąc Obrony", z sugestią, że skarbiec Pentagonu jest w stanie oblężenia - wystarczał za komentarz. Zwracając się do reporterów, autorzy z żalem przyznali, że presja na powstrzymanie wydatków na obronność się wzmaga i jej źródłem nie jest tylko lewe skrzydło, ale też, w mniejszym stopniu, aktywiści "partii herbacianej" (tea party) na prawicy.
Faktycznie, przy deficycie USA wynoszącym w 2010 roku 1,3 biliona dolarów i nawarstwiającym się zadłużeniu skumulowanym, narastający niesmak do rosnących budżetów może skłonić Republikanów do porzucenia ich tradycyjnego wezwania do wyższych wydatków na obronność i zamiast tego zadowolenia się tylko trzymaniem linii przeciwko cięciom. Ale i tak będzie to więcej niż na co prawdopodobnie pozwoliliby Demokraci. Niemniej, gdyby wydatki na obronę ani nie wzrosły ani nie spadły znacząco za Republikanów, w ramach tej stałej sumy ogólnej GOP będzie sprzyjała przyspieszeniu niektórych programów - szczególnie systemów antyrakietowych, tradycyjnego faworyta GOP od czasów prezydenta Ronalda Reagana. Podejrzliwie patrząc na Chiny, Republikanie są gotowi dodać fundusze na systemy sił powietrznych i marynarki wojennej, które mogą być użyte do zagwarantowania amerykańskiemu wojsku dostępu morskiego do wód azjatyckich - począwszy od okrętów przez samoloty bombowe po samoloty bezzałogowe.
Plany wojenne
Ponadto Republikanie mówią, że planują baczniej przyglądać się planom wojennym Obamy. Zrobią wszystko co w ich mocy by zapewnić, że wycofywania wojsk z Iraku i Afganistanu będą miały błogosławieństwo dowódców, a nie wynikały z kalkulacji politycznych.
Przy republikańskiej kontroli kongresowej bez wątpienia szczególnie trudno byłoby Obamie wycofać znaczące ilości wojsk amerykańskich z Afganistanu począwszy od lipca przyszłego roku. W kwestii Iraku, gdzie pozostałe 50 tysięcy wojsk amerykańskich ma opuścić ten kraj do końca 2011 roku, kongresmen McKeon i inni Republikanie będą naciskać na prezydenta by zapewnić, że po wyjściu tych wojsk nie pozostanie niebezpieczna próżnia. GOP obiecuje też pełniejszą analizę długoterminowych stosunków bezpieczeństwa, gospodarczych i dyplomatycznych między Irakiem a USA, z myślą o zmniejszeniu wpływów irańskich. Zamierzają też oni nasilić swoje starania o zapobieżenie transferom osób podejrzanych o terroryzm do USA lub innych państw z wysokimi wskaźnikami recydywizmu oraz o zapewnienie, że przetrzymywani nie będą sądzeni przez sądy cywilne.
Oczywiście zwiększona liczebność Republikanów, zwłaszcza w Izbie Reprezentantów, uczyni mniej prawdopodobnym, jeśli nie niemożliwym, wykorzystanie przez Demokratów ustawy o obronności jako nośnika do uchwalania ustaw, które jak mówią Republikanie obejmują kwestie "społeczne", takie jak prawo z 2009 roku, które poszerzało zakres praw o przestępstwie podżegania do nienawiści rasowej, tak aby obejmowały też wykroczenia motywowane percepcją dotyczącą kwestii takich jak płeć i orientacja seksualna. Jednak wydaje się bardziej niż prawdopodobne, że Demokraci znajdą wystarczająco dużo republikańskich dezerterów by uchwalić do końca roku ustawę o budżecie obronnym (defense authorization bill), która znosiłaby prawo "nie pytaj, nie mów" z 1993 roku zabraniające służenia w wojsku osobom otwarcie homoseksualnym.
Polityka kończy się (poniekąd) na krawędzi wody
W kwestiach polityki zagranicznej republikańska przewaga w Kongresie na pewno będzie oznaczać twardszą retorykę. Na przykład kongresowi Republikanie mogą ostudzić plany Demokratów by dać Departamentowi Stanu większą władzę budżetową, tak aby cywile mogli odgrywać większą rolę w przeprowadzaniu powojennych operacji budowania narodu wraz z wojskiem. Politycy GOP prawdopodobnie nie będą też entuzjastami starań Demokratów, na czele których dotąd stał przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Izby Reprezentantów Howard L Berman z Kalifornii, by uczynić amerykańskie agencje pomocy zagranicznej prężniejszymi i skuteczniejszymi. Przeciwnie, pomoc zagraniczna może znaleźć się na celowniku obcinaczy budżetu z GOP.
Co więcej, republikańskie zyski wyborcze mogą też oznaczać kłopoty z ratyfikacją traktatu Nowy START z Rosją, który zredukowałby broń jądrową po obu stronach. Obama i liderzy Demokratów z Senatu uczynili priorytetem ratyfikację tego paktu zanim obecna sesja Kongresu zostanie zamknięta z końcem roku. Ale Republikanie mogą poskąpić swojego poparcia i raczej grać na zwłokę jeśli będą widzieć, że ich pozycja polityczna w Senacie ulegnie dalszemu wzmocnieniu w 2011 roku. Jeśli poprą ten układ, nie stanie się tak bez wymuszenia koncesji, być może w formie większych wydatków na modernizację broni jądrowej.
Republikanie przyjmą też twardszą linię na korzyść Izraela i przeciw programom broni jądrowej Iranu i Korei Północnej. Wzrost potęgi wojskowej Chin i pytania o ich ambicje na Pacyfiku wyjdą na pierwszy plan w zdominowanym przez GOP Kongresie. Rosja też będzie oceniana według bardziej wymagającego standardu za swoje zachowanie wobec Gruzji i w innych kwestiach. A starania Obamy o rozluźnienie restrykcji dotyczących podróży na Kubę najprawdopodobniej spotkają się z ostrą opozycją ze strony kongresmenki Ros-Lehtinen, Amerykanki kubańskiego pochodzenia, która stanowczo sprzeciwia się wszelkiemu złagodzeniu embarga jakim objęty jest reżim Fidela Castro.
John M Donnelly jest starszym pisarzem w Congressional Quarterly w Waszyngtonie, gdzie od 2004 roku zajmuje się polityką obronną i zagraniczną. Przez wcześniejszą dekadę był redaktorem i reporterem Defense Week i zebrał liczne nagrody za dziennikarstwo śledcze.
Copyright International Relations and Security Network
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.isn.ethz.ch/isn/Current-Affairs/ISN-Insights/Detail?lng=en&ots627=fce62fe0-528d-4884-9cdf-283c282cf0b2&id=123051&contextid734=123051&contextid735=123049&tabid=123049123051
Opis polityki zagranicznej USA na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,USA,polityka_zagraniczna
FOTO: Flickr user Rob Shenk