Ludność Belgradu euforycznie wyszła na ulice jesienią 1991 roku by obsypać kwiatami żołnierzy i czołgi armii jugosłowiańskiej wyruszającej w kierunku Vukovaru w Chorwacji. Miasto zostało następnie zburzone i ogłoszono zwycięstwo.
4 listopada 19 lat później prezydent Serbii Boris Tadić przybył do Vukovaru i złożył wieniec pod pomnikiem w Ovcarze, który upamiętnia 260 Chorwatów zamordowanych tam przez siły serbskie. Większość z nich stanowili ludzie wyciągnięci ze zniszczonego szpitala i straceni.
Tadić powiedział, że przyjechał by "złożyć ofiarom wyrazy szacunku" i "raz jeszcze zaoferować słowa przeprosin i żalu." Tadić i jego chorwacki odpowiednik Ivo Josipović złożyli też wieńce w pobliskiej wsi Paulin Dvor, gdzie 19 cywilów, Serbów za wyjątkiem jednego, zostało zabitych przez siły chorwackie w 1991 roku.
Według sondaży 60% mieszkańców Vukovaru poparło wizytę Tadicia. Ton doniesień mediów zarówno w Chorwacji jak i Serbii także przyczynił się do ocieplenia stosunków między oboma państwami.
Seria przeprosin
Ostatnia seria przeprosin na Bałkanach nie jest ograniczona do Serbii i Chorwacji. W zeszłym tygodniu Bakir Izetbegović, nowo wybrany bośniacki członek trójstronnej prezydencji Bośni i Hercegowiny, przeprosił za "każdego niewinnego człowieka zabitego przez armię bośniacką."
Ten trend zaczął się w 2000 roku, kiedy prezydent Czarnogóry Milan Djukanović przeprosił za rolę jego kraju w ostrzale chorwackiego Dubrownika w 1991 roku. Od tego momentu przeprosinami wymienili się prezydenci Serbii i Chorwacji, a Tadić w 2004 roku przeprosił mieszkańców bośniackiej stolicy, Sarajewa za popełnione tam serbskie zbrodnie. Serbski przywódca wyraził podobne przeprosiny w chorwackiej stolicy, Zagrzebiu w 2007 roku. Chorwacki prezydent także zaoferował przeprosiny na miejscu obozu koncentracyjnego Jasenovać, gdzie dziesiątki tysięcy ludzi, wśród nich wielu Serbów, zostało zabitych podczas II Wojny Światowej.
Oprócz przeprosin były też pojednawcze działania polityczne i sądownicze. Serbski parlament przyjął rezolucję w sprawie masakry w Srebrenicy w 1995 roku. Chorwacja zaproponowała Serbii pomoc w jej staraniach o wstąpienie do Unii Europejskiej.
Bałkańskie sirocco
Pomimo tego szlachetnego cyklu, czegoś wciąż brakuje na Bałkanach. Gdy serbski prezydent składa wieniec dla 260 Chorwatów, musi szybko zrobić to samo dla 19 serbskich ofiar. Gdy serbski parlament przyjmuje rezolucję w sprawie ludobójstwa w Srebrenicy, musi szybko przyjąć kolejną w sprawie zbrodni popełnionych na Serbach.
W przeddzień wizyty Tadicia w Vukovarze jego minister spraw zagranicznych Vuk Jeremić udał się do Banja Luki by zademonstrować poparcie dla Republiki Serbskiej, jednostki politycznej Bośniackich Serbów. Oficjalnie Belgrad mówi, że popiera suwerenność Bośni, ale jednocześnie wspiera premiera Republiki Serbskiej Milorada Dodika, który wydaje się zdeterminowany do tego, żeby podzielić ten kraj.
Te łagodne bałkańskie "sirocco" jest oczywiście mile widziane. Cieplejsze stosunki mogą tylko przynieść korzyści wszystkim państwom bałkańskim. Ale wszystkie wieńce i słowa nie rekompensują tak naprawdę kwiatów na ulicach Belgradu w 1991 roku.
Faktem jest, że ogólna liczba serbskich cywilów zabitych przez siły bośniackie podczas 4 lat wojny jest niższa niż liczba Bośniaków zabitych przez serbskie siły w Srebrenicy w zaledwie 1 godzinę. Serbia nie może bez końca chować się za oświadczeniami w stylu "wszyscy jesteśmy winni", które Belgrad preferuje - po prostu dlatego, że nie jesteśmy. Odpowiedzialność nie jest taka sama.
Akcja przeprosin
Łatwo jest przeprosić w Vukovarze. Trudniej jest - ale jest to ważniejsze - aresztować Gorana Hadzicia, który został oskarżony o zbrodnie wojenne za rolę w tych zabójstwach, i ekstradytować go do Hagi, czego Belgrad albo nie jest w stanie albo nie chce zrobić.
Łatwo jest budować lepsze stosunki z sąsiadami. Ale bardziej znaczące byłoby pociągnąć do prawnej odpowiedzialności ludzi, których zbrodnie popsuły te stosunki.
Łatwo jest organizować procesy o zbrodnie wojenne w Serbii dla tych, którzy pociągali za spust. Ale prawdziwe pojednanie nie będzie możliwe dopóki na ławie oskarżonych nie zasiądą ci, którzy wydali rozkazy.
15 lat minęło od zakończenia wojny, a Serbia najwyraźniej nie jest jeszcze gotowa przyjąć takie podejście. Ponadto są wciąż jedne przeprosiny, które region musi od Serbii usłyszeć - dla ludzi Kosowa - które będą najtrudniejszymi dla Belgradu do wypowiedzenia.
Serbia wciąż nie ma swojego Willy'ego Brandta. Tadić w Vukovarze 4 listopada 2010 roku reprezentuje umiarkowaną Serbię, która uznaje odpowiedzialność za wojny. Jeremić w Banja Luce w przeddzień wizyty Tadicia reprezentuje Serbię, która rozpoczęła te wojny.
Te 2 Serbie wciąż maszerują równolegle i ta umiarkowana być może wysuwa się w chwili obecnej do przodu. Bałkańskie sirocco jest wciąż słabe - ale przynajmniej tam jest.
Nenad Pejic to associate director of broadcasting w RFE/RL. Poglądy wyrażone w tym komentarzu są poglądami autora i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy RFE/RL.
Copyright (c) 2010. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/The_Weight_Of_Wreaths_And_Words/2211082.html