Współpraca obronna między Indiami a Stanami Zjednoczonymi rozwija się. Ale zahamować ją mogą opóźnienia przy 2 umowach wojskowych.
Kiedy US Navy i siły indyjskie przeprowadziły swoje coroczne morsko-desantowe manewry ćwiczebne pod koniec września, nie zwróciło to większej uwagi mediów międzynarodowych. Były to, jak by nie patrzeć, względnie małe, sztabowe ćwiczenia pomiędzy oboma państwami.
Ale interesującą rzeczą w manewrach Habu Nag nie było ani to, że zostały przeprowadzone, ani też ich rozmiary. Znaczenie miała wyłącznie lokalizacja – na wodach koło japońskiej Okinawy, w chwili gdy napięcia chińsko-japońskie narastały w związku z morskim sporem terytorialnym.
Faktycznie, to że kwestia Chin górowała tak wyraźnie nad tymi ćwiczeniami bardzo do nich pasowało, ponieważ to chińska krytyka w minionych kilku latach odwiodła Indie od pełnego związania się ze Stanami Zjednoczonymi w ten sposób.
Habu Nag to tylko jedne z 35 wspólnych manewrów przeprowadzonych przez indyjskie i amerykańskie siły zbrojne w ciągu ostatnich 5 lat. Ale stanowiły one wyraźną zmianę nawet w stosunku do zeszłego roku, kiedy indyjskie ministerstwo obrony odmówiło wydania zgody na podobne uczestnictwo indyjskiego kontyngentu w manewrach ze Stanami Zjednoczonymi.
Wahania Indii w 2009 roku wynikały po części z bardzo głośnych protestów Pekinu w 2007 roku, po tym jak marynarki USA, Indii, Australii, Japonii i Singapuru przeprowadziły bezprecedensowe ćwiczenia Malabar w Zatoce Bengalskiej, które to manewry zostały uznane przez Chiny za część prób ich okrążania.
Ale jako że Indie w tym roku postanowiły odłożyć na bok takie zmartwienia, Habu Nag objęły tygodniowe szkolenie z udziałem zaczepnej jednostki morsko-desantowej USS Essex (LHD 2). W ramach manewrów oficerowie z jedynej brygady morsko-desantowej indyjskiej armii i z indyjskiej marynarki zostali zabrani na pokład statku by obserwować w akcji Korpus Piechoty Morskiej USA, zmierzając do usprawnienia wzajemnej interoperacyjności, w tym w zakresie wsparcia humanitarnego i reagowania na katastrofy, między oficerami amerykańskimi i indyjskimi.
„Kluczowym aspektem jest to, że USA ma Marines przydzielonych do personelu marynarki, wykonujących dla marynarki zadania, które są zorientowane na Korpus Piechoty i wice wersa”, powiedzieć miał podpułkownik Evan Holt, oficer łącznikowy amerykańskiej Piechoty Morskiej, który współpracował z indyjskimi oficerami. „Chcemy zademonstrować jak dwie różne służby z dwoma różnymi celami zazębiają swoje operacje i personel by wypełnić te cele.” Komandor Gagan Kaushal z indyjskiej marynarki podkreślił ze swej strony, że manewry dały Indiom szansę zobaczenia samemu z bliska jak działa amerykańskie wojsko.
Więc co sprawiło, że Indie zmieniły swoją decyzję w tym roku?
Po pierwsze, Pekin i New Delhi nie są w chwili obecnej w najlepszych stosunkach, pomimo niezwykle szybko rosnącego handlu dwustronnego między nimi. Wymiana wojskowa między oboma państwami jest obecnie wstrzymana po odmowie przez Pekin pozwolenia czołowemu indyjskiemu generałowi armii na złożenie wizyty w Chinach; Pekin powołał się na jego stacjonowanie w Dżammu i Kaszmirze, obszarze uważanym przez Chiny za sporne terytorium między Indiami a Pakistanem, jako powód swojej decyzji. Tymczasem Chiny odmawiają też porzucenia swojej polityki wydawania papierowych wiz mieszkańcom Dżammu i Kaszmiru, pomimo stanowczych protestów indyjskich.
W tle pozostaje fakt, że długa granica między oboma państwami pozostaje nierozstrzygnięta i podatna na nieporozumienia, incydenty i próby sił. Lecz ewentualna konfrontacja między Indiami a Chinami prawdopodobnie nie odbędzie się na lądzie – dużo bardziej możliwe jest, że dojdzie do niej w regionie Oceanu Indyjskiego i na Morzu Południowochińskim. Jest tak ponieważ, podczas gdy Pekin wydaje się nie akceptować nawet indyjskiego prymatu w regionie Oceanu Indyjskiego, New Delhi ze swej strony wpycha się do Ciesniny Malakka i na Morze Południowochińskie – obszar uważany przez Pekin za jego kluczowy interes.
Zrozumienie napięć chińsko-indyjskich jest nieodzowne przy próbach pojęcia sensu indyjsko-amerykańskich więzi obronnych. Waszyngton, wciąż dominująca potęga morska w regionie Azji i Pacyfiku, rozumie że jego supremacja zostanie prędzej czy później podważona przez coraz bardziej asertywne Chiny. Stany Zjednoczone patrzą zatem na rosnące Indie jak na stabilnego, pewnego partnera dla zapewnienia równowagi strategicznej w Azji.
Oznaki współpracy między Indiami a Stanami Zjednoczonymi, zarówno w chwili obecnej jak i w przyszłości, są coraz wyraźniejsze. Obecnie ponad 100 oficerów z Indii szkoli się corocznie w różnych wyższych instytucjach obronnych w Stanach Zjednoczonych, natomiast USA zwyczajowo wysyłają wielu oficerów do Indii by zapoznać się z indyjską filozofią operacyjną i strategią kontrpartyzancką.
Przez pół ostatniej dekady sławna indyjska Szkoła Kontrpartyzantki i Walki w Dżungli (Counter-Insurgency and Jungle Warfare School – CIJW) była ulubionym przystankiem dla różnych amerykańskich batalionów piechoty udających się na operacje w Afganistanie, a wcześniej w Iraku. Indie, które mają ponad 50-letnie doświadczenie w zwalczaniu wewnętrznych partyzantek, mają wiele do zaoferowania pod względem doradztwa taktycznego.
Ale współpraca obronna rozszerza się poza ćwiczenia i gry wojenne. Gigantyczny kompleks wojskowo-przemysłowy w Stanach Zjednoczonych, aktywnie wspierany przez Pentagon, agresywnie próbuje sprzedać indyjskim siłom zbrojnym szereg nowych i nie tak nowych platform wojskowych.
USS Trenton, rozpadający się statek morsko-desantowy, był pierwszą taką platformą zakupioną przez indyjską marynarkę w 2007 roku, za „śmieszną” cenę 50 milionów dolarów. Ale to był tylko początek.
W minionych 3 latach Indie złożyły zamówienia na 6 ciężkich samolotów transportowych C-130J, z których pierwsze mają zostać przekazane indyjskim siłom powietrznym w przyszłym miesiącu. Ponadto Indie zawarły też z Boeingiem kontrakt na dostawę 8 morskich samolotów patrolowych dalekiego zasięgu P-8i Poseidon, pochodzących od pasażerskiego B-737. Umowa ta, zawarta w styczniu 2009 roku, była początkowo warta 2,1 miliarda dolarów.
A teraz, w chwili wizyty prezydenta Baracka Obamy w Indiach, Waszyngton naciska by Indie zakupiły amerykański sprzęt wojskowy warty przeszło 13 miliardów dolarów. To, kto zgarnie kawałek tego indyjskiego ciasta będzie głównie zależeć od tego, który samolot myśliwski postanowią kupić indyjskie siły powietrzne by wzmocnić swoją szybko zmniejszającą się siłę bojową – amerykańskie firmy Lockheed Martin i Boeing są wśród 6 zagranicznych firm, które ubiegają się o umowę na dostawę tych myśliwców, wartą 11 miliardów dolarów.
Kolejną umową o niewiadomym losie jest warty 3,5 miliarda dolarów zakup 10 samolotów C-17 Globemaster dla indyjskich sił powietrznych. Spośród przetargu na samoloty bojowe i oferty na C-17 ta druga prawdopodobnie zostanie zawarta szybciej, jako że indyjski minister obrony AK Antony podobno preferuje międzyrządową sprzedaż sprzętu wojskowego na mocy programu „Foreign Military Sales”, który USA często oferują zaprzyjaźnionym państwom. Wiadomo że Antony, ostrożny polityk z obsesją uczciwości, woli tę ścieżkę by uniknąć jakichkolwiek sugestii na temat korupcji, która tak często jest zasadniczym składnikiem wielofirmowych przetargów na duże kontrakty wojskowe.
To powiedziawszy, Antony jak dotąd odpierał amerykańską presję by podpisać 2 porozumienia nazywane przez Amerykanów „udrażniającymi”: Communication Interoperability and Security Memorandum of Agreement (CISMOA) oraz Logistics Support Agreement (LSA). CISMOA pociąga za sobą sporzadzenie protokołów interoperacyjności i zapewnienie bezpieczeństwa komunikacji pomiędzy siłami zbrojnymi obu państw, natomiast LSA pozwoliłoby siłom zbrojnym obu państw na wzajemny zakup paliwa i zaopatrzenia. Odmowa ich podpisania przez Indie jest stałym powodem frustracji Amerykanów, zaś Indie irytuje to, że niezawarcie ich oznaczałoby, iż platformy te musiałyby zostać pozbawione najnowocześniejszej elektroniki.
Pytanie brzmi teraz czy wizyta Obamy będzie w stanie pomóc w rozwiązaniu tych „drobnych”, w sensie strategicznym, irytantów w indyjsko-amerykańskiej współpracy obronnej. Jeśli znaleziona zostanie jakaś ścieżka do rozwiązania, pozwoli to obu państwom na pogłębianie przyjaźni w dziedzinie obronnej jaką same wskrzesiły oraz zapewniłoby im pole do tworzenia efektywnej przeciwwagi dla coraz bardziej asertywnych Chin.
Nitin Gokhale jest redaktorem spraw bezpieczeństwa i strategicznych w NDTV, jednym z czołowych nadawców Indii.
Copyright The Diplomat.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://the-diplomat.com/2010/11/05/china-fears-spark-indo-us-courting/
Opis stosunków Indie-USA na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Indie,stosunki_dwustronne,USA
FOTO: Flickr user
Commander, U.S. Pacific Fleet