Gdzie Turcja może pomóc
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Gdzie Turcja może pomóc
James Kirchick RFE/RL 2010-11-11 22:48:07

Wiele mówi się o pretensji Turcji do bycia regionalnym, jeśli nie globalnym, mocarstwem. Biorąc pod uwagę islamistyczne korzenie rządzącej w Turcji Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), niektórych w zrozumiały sposób niepokoi widmo tureckiej potęgi i szydzą oni z aspiracji AKP jako funkcji "neo-ottomańskich" impulsów.

Przy staraniach kraju o członkostwo w Unii Europejskiej udaremnionych w dającej się przewidzieć przyszłości, Turcja spogląda na wschód, budując nowe stosunki z niegdysiejszymi wrogami takimi jak Iran i Syria. Tymczasem coraz bardziej wściekła, antyizraelska retoryka premiera Recepa Tayyipa Erdogana (który powiedział izraelskiemu prezydentowi Szimonowi Peresowi w zeszłym roku w Davos, że "jeśli chodzi o zabijanie, bardzo dobrze wiecie jak zabijać") nie przysporzyła mu względów u amerykańskich decydentów, którzy od dawna uważają państwo żydowskie za jedynego pewnego sojusznika Stanów Zjednoczonych w nieprzyjaznej okolicy.

A jednak Turcja ma wielu propagatorów w Stanach Zjednoczonych, którzy przekonują, że Waszyngton powinien z zadowoleniem przyjąć wschodzącą Turcję, która jak mówią mogłaby służyć za doskonałego mediatora między Zachodem a Wschodem uwzględniając jej status jako jednej z największych na świecie demokracji muzułmańskich i jej położenie geograficzne jako pomostu łączącego Europę ze światem arabskim. Takie jest przesłanie nowej książki byłego korespondenta "New York Times" Stephena Kinzera "Reset: Iran, Turkey, And America's Future", która wzywa Stany Zjednoczone do obniżenia rangi ich tradycyjnych sojuszy z Izraelem i Arabią Saudyjską na rzecz Iranu i Turcji.

Recepta Kinzera jest tyleż świetlana co nierealistyczna, biorąc pod uwagę wojowniczo antyamerykańską i teokratyczną ideologię irańskich mułłów i nieliberalne wartości wyrażane przez duże części tureckiego społeczeństwa, odrzucające oficjalnie świecki charakter kraju. Przy tym wiele z polityki zagranicznej Turcji za rządów AKP rzeczywiście było szkodliwe dla amerykańskich interesów. Spójrzmy na przykład na jej wielokrotne starania o osłabienie sankcji międzynarodowych przeciw kwitnącemu programowi nuklearnemu Iranu, albo też jej tegoroczna próba zawetowania powołania byłego premiera Danii Andersa Fogha Rasmussena na sekretarza generalnego NATO w związku z jego odmową przeproszenia za wizerunki proroka Mahometa autorstwa duńskiego karykaturzysty.

Nieomal zerwanie jej stosunków z Izraelem, niegdyś uważanych za ne plus ultra muzułmańsko-żydowskiej współpracy dyplomatycznej, przy jednoczesnym ocieplaniu relacji z państwami takimi jak Syria i Iran, jest także oznaką, że jej polityka zagraniczna posuwa się w niepokojącym kierunku (w zeszłym miesiącu dokument polityczny sporządzony przez turecką Radę Bezpieczeństwa Narodowego skreślił Syrię, Armenię i Iran z listy państw stanowiących zagrożenie, a dodał do niej Izrael).

Nic z powyższego nie ma świadczyć, że Turcja nie powinna odgrywać konstruktywnej roli w sprawach światowych, i że Stany Zjednoczone nie powinny pozytywnie odbierać jej wzrostu jako potęgi kulturowej i ekonomicznej. Chodzi tylko o to, że Turcja powinna zwrócić swoją uwagę gdzie indziej, na bardziej odległe regiony globu, gdzie może poszczycić się powiązaniami kulturowymi i etnicznymi. I wydaje się, że dokładnie to Turcja robi.

Rola Turcja jako pojednawcy

Spójrzmy na wydarzenie, którego cichym gospodarzem Turcja była w zeszłym miesiącu w Kirgistanie, arenie rewolucji i etnicznie motywowanych zamieszek w ciągu minionego roku. Na brzegach jeziora Issyk-Kuł Turcja zwołała "Konferencję w sprawie Interakcji i Środków Budowy Zaufania w Azji", na której razem zebrali się przywódcy społeczności kirgiskich i uzbeckich, z których ta druga skupiła na sobie główny ciężar czerwcowej przemocy prowadzącej do śmierci setek osób i wysiedlenia 400 tysięcy. W konferencji, której przewodniczył turecki minister spraw zagranicznych Ahmet Davutoglu, uczestniczyło też przywództwo polityczne Kirgistanu.

Pojednanie między etnicznymi Kirgizami a Uzbekami jest teraz najpilniejszym zadaniem w Kirgistanie, a także najtrudniejszym. Jedno spotkanie nie zagoi starych ran i animozji - tak silnych, że skutkują powszechnymi zbrodniami. Ale Turcja jest wyjątkowo dobrze usytuowana by sprzyjać dokładnie tego rodzaju dialogowi. Zarówno Kirgizowie jak i Uzbekowie pochodzeniem sięgają wstecz do mieszkańców tureckich stepów, a i kirgiski i uzbecki to języki tureckie. Tureckie produkty i kultura są wszechobecne na obu ziemiach, a Turcja jest powszechnie postrzegana jako neutralne, przyjazne państwo w przeciwieństwie do Rosji (byłego okupanta z czasów radzieckich) i Stanów Zjednoczonych (wprawiającego w zakłopotanie, niezdarnego outsidera).

Bałkany - które przed utworzeniem Jugosławii były częścią Imperium Ottomańskiego przez 5 stuleci - są kolejnym regionem, gdzie Turcja odgrywa pomocną rolę. Bodźcem dla inicjatywy dyplomatycznej Turcji, oprócz generalnego pragnienia poszerzenia swoich wpływów, było napięcie jakie jej poparcie dla niepodległości w 2008 roku zamieszkałego głównie przez muzułmanów Kosowa wywołało w Serbii, która stanowczo sprzeciwiała się temu, by jej była prowincja stała się suwerennym państwem. Od tej chwili Turcja była bardzo aktywna na Bałkanach, umożliwiając szczyty między przywódcami regionu.

W kwietniu prezydent Serbii Boris Tadić i jego bośniacki odpowiednik Haris Silajdzić uścisnęli sobie ręce po raz pierwszy pod auspicjami tureckiego prezydenta Abdullaha Gula na spotkaniu z Stambule. To na tym szczycie Tadić ogłosił zamiar wybrania się do bośniackiej wsi Srebrenica i wystosowania formalnych przeprosin w 15. rocznicę masakry, w której zamordowano 8 tysięcy bośniackich muzułmanów. Tadić ponadto ogłosił swoje poparcie dla wstąpienia Bośni do Unii Europejskiej i pogratulował jej otrzymania Planu Działań na rzecz Członkostwa w NATO. Większość z tego postępu oczywiście przypisać należy samemu Tadiciowi, który uczynił priorytetem integrację w kierunku zachodnim (weźmy na przykład jego poparcie dla zeszłomiesięcznego marszu na rzecz praw homoseksualistów w Belgradzie, jaki odbył się wśród gwałtownych zamieszek, które spowodowały straty na ponad milion dolarów).

Ale Turcja także zasługuje na słowa uznania. W prawosławnej Serbii Turcja odegrała kluczową rolę w zeszłym roku mediując w ostrym sporze między rywalizującymi muzułmańskimi frakcjami politycznymi w muzułmańskim regionie Sandżak w tym kraju. Według byłego urzędnika Biura Wysokiego Przedstawiciela (instytucji odpowiedzialnej za implementację porozumień z Dayton z 1995 roku) udzielającego wywiadu "The Wall Street Journal": "Jeśli porówna się solowe tureckie wysiłki dyplomatyczne do kogokolwiek innego w minionych 6 miesiącach, oni są jedynymi, którym w ogóle udało się cokolwiek zrobić."

Rola Turcji w budowaniu zrozumienia etnicznego na środkowoazjatyckiej prowincji może i nie przyniesie jej poklasku u muzułmańskiej ulicy, do czego zmierza bezustanne besztanie Izraela przez Erdogana i przymilanie się do Iranu i Syrii. Ale to właśnie jest rodzaj dyplomacji jaki Turcja biorąca na poważnie swoją rolę w świecie powinna prowadzić.


James Kirchick jest pisarzem pracującym dla Radio Free Europe/Radio Liberty. Poglądy wyrażone w tym komentarzu są poglądami autora i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy RFE/RL.

 

Copyright (c) 2010. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.

 

Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:

http://www.rferl.org/content/Where_Turkey_Can_Help/2209322.html


Opis polityki zagranicznej Turcji na naszej stronie:

http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Turcja,polityka_zagraniczna


FOTO: Flickr user Raindrop Turkish House


Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów