Zarówno krajowy jak i międzynarodowy kontekst drugiej oficjalnej wizyty Obamy w Azji były zupełnie inne niż pierwszej - podkreślając zmieniające się realia strategiczne dla USA w regionie. Dobrze więc, że jego podróż do Indii przyniosła parę sukcesów, zawężając widoczny ostatnio dystans w stosunkach indyjsko-amerykańskich.
Kiedy prezydent USA Barack Obama odwiedził Chiny w listopadzie 2009 roku, był u szczytu swojej potęgi na arenie krajowej. Dyktował zarysy swojej krajowej agendy politycznej, opozycja była słaba i rozproszona. Jego administracja miała pomysły na temat Chin jako podpory stabilności w Azji i Pacyfiku. Rosnące wpływy gospodarcze i polityczne Chin zmuszały administrację Obamy w jej wczesnej fazie do rozważania pomysłu G-2, globalnego kondominium USA i Chin, w którym od Chin oczekiwanoby pilnowania i "zarządzania" Azją i Pacyfikiem. Administracja Obamy sygnalizowała jednakże, że była bardziej zainteresowana powstrzymywaniem upadku Ameryki niż utrzymywaniem jej dominacji w ładzie światowym. Nie było wizji strategicznej względem Azji, oprócz nadziei, że USA i Chiny mogłyby współdziałać w rozwikływaniu globalnych problemów.
Dzisiaj mamy całkiem inny scenariusz, w którym Chiny zaczęły mocniej niż przedtem zaznaczać swoje racje, i wybór 4 państw jakie Obama odwiedził - Indie, Koreę Południową, Indonezję i Japonię - zmierzał do przypomnienia Chinom, że USA wciąż zachowują swoją rolę głównej siły równoważącej w regionie. Wszystkie te 4 państwa obawiają się wzrostu Chin i ich prób forsownego zaznaczania swoich interesów w regionie, mających miejsce w niedawnej przeszłości. Są wołania o amerykańskie przywództwo w regionie, gdyż żadne z regionalnych państw nie chce by Chiny okazały się tam dominującym aktorem. Wszystkie z nich chcą silniejszej obecności USA w regionie, nadającej większą stabilność.
Sukces w Indiach
W tym kontekście, pierwsza część wizyty Obamy rzeczywiście może być uznana za sukces. Wzrost Indii w ostatnim czasie został określony przez Obamę jako będący w najlepszym interesie zarówno Indii jak i USA - jak również świata. Co interesujące, to w Indiach Obama musiał najbardziej się starać by przekonać Delhi, że USA poważnie traktują indyjskie interesy. Zrobił to popierając ideę Indii jako stałego członka rozszerzonej Rady Bezpieczeństwa ONZ - co było istotnym wsparciem rosnących aspiracji Indii do roli mocarstwa globalnego i gospodarczego. Ale dorzucił też parę dodatkowych uwag prosząc Indie o wzięcie części odpowiedzialności za rozwiązywanie kwestii takich jak Iran i Myanmar. Ponadto delikatnie obszedł się z kwestią Pakistanu jednoznacznie wyrażając amerykański sprzeciw wobec terrorystycznych sanktuariów w Pakistanie. Wykazał wrażliwość na fakt, że Indie uważają Kaszmir za bilateralną kwestię między Indiami a Pakistanem i stwierdził, że "jest w interesie Indii i Pakistanu by zredukować napięcia między nimi, a USA nie mogą narzucać rozwiązań tych problemów."
Podczas wizyty Obamy sektory korporacyjne obu państw podpisały ponad 20 umów wartych 10 miliardów dolarów. Obejmowały one sprzedaż wojskowych samolotów transportowych, samolotów cywilnych, wyposażenia górniczego i silników odrzutowych. Obama podniósł kwestię barier handlowych i infrastrukturalnych wąskich gardeł jako dwóch głównych obszarów przeszkadzających w przyciąganiu większych inwestycji amerykańskich.
Wśród innych kluczowych porozumień podpisanych przez Delhi i Waszyngton podczas wizyty Obamy był pakt o założeniu wspólnego centrum badawczo-rozwojowego czystej energii, memoranda zrozumienia w sprawie Globalnego Centrum na rzecz Partnerstwa Energii Nuklearnej i globalnego centrum ochrony przed chorobami oraz pakt o współpracy technicznej w badaniu monsunów. Indie i USA zgodziły się też blisko współpracować w rozwoju rolnictwa i zwiększaniu praw kobiet w Afganistanie, jak również w intensyfikacji wspólnych starań o promocję stabilnej infrastruktury informacyjno-komunikacyjnej, mających na celu wolny, sprawiedliwy i bezpieczny dostęp do cyberprzestrzeni.
Oba państwa postanowiły też wprowadzić czteroczęściowy program reform kontroli eksportu, obejmujący amerykańskie poparcie dla członkostwa Indii w wielostronnych reżimach kontroli eksportu, usunięcie indyjskich podmiotów obronnych i kosmicznych z amerykańskiej "Listy Podmiotów" (objętych ograniczeniami eksportowymi - SM.), zestrojenie polityki licencji eksportowych i współpracę w kontroli eksportu. Zgodnie z deklaracją Obamy, że Indie nie są już tylko wschodzącym mocarstwem, lecz "doszły" już do tego statusu, oba państwa ogłosiły dialog na temat Azji i Pacyfiku, który poszerzy obecne konsultacje by objęły one Azję Wschodnią, Azję Zachodnią i Azję Środkową.
Zamykanie luki między Indiami a Obamą
Wizyta Obamy doszła do skutku w chwili, gdy w korytarzach władzy w New Delhi i Waszyngtonie są realne obawy, że stosunki indyjsko-amerykańskie dryfowały. Nawet w 2 lata po nadzwyczajnym zwycięstwie wyborczym Obamy Indusi jeszcze nie czują się komfortowo z jego prezydenturą. Indie wciąż tęsknią za Georgem W. Bushem, który znacząco zmienił ton i treść więzi amerykańsko-indyjskich dając Indiom pakt o współpracy w zakresie cywilnej energii nuklearnej, redefinując w ten sposób globalną architekturę nuklearną i miejsce w niej Indii.
Rzeczywiście ciężkim zadaniem było dorównanie przez Obamę Bushowi jeśli chodzi o osiągnięcia względem Indii. Ponadto kontakty Obamy z Indiami zaczęły się na złą nutę. Indyjski premier Manmohan Singh podobno nie był na pierwszej liście przywódców, którzy otrzymali telefon od Obamy po jego zwycięstwie i indyjskie elity strategiczne, mające obsesję symboliki w dyplomacji międzynarodowej, odebrały to jako znak, że Indie nie były postrzegane jako ważne przez nową administrację w Waszyngtonie. Przynajmniej na początku jedynym kontekstem w jakim Obama mówił o Indiach była potrzeba rozwiązania kwestii Kaszmiru, tak aby znaleźć sposób na wydostanie Ameryki z jej kłopotów w Afganistanie. Dla administracji pochłoniętej wielorakimi kryzysami globalnymi i wewnętrznymi Indie po prostu nie były priorytetem. Chociaż w zeszłym roku Obama zaprosił Singha jako pierwszego państwowego gościa za jego prezydentury, niespecjalnie złagodziło to obawy w Delhi odnośnie trajektorii jego polityki wobec Azji Południowej.
Jednak w ostatnich kilku miesiącach administracja Obamy podjęła skoordynowane działania zmierzające do zjednania sobie New Delhi i jego wizyta była próbą uśmierzenia niektórych obaw Indii. Jak bardzo się to Obamie udało zależeć będzie od tego co Waszyngton postanowi zrobić w kolejnych miesiącach, zwłaszcza w Afganistanie i Pakistanie. Ale Obama na pewno zdołał utrwalić osiągnięcia swojego poprzednika budując partnerstwo między najstarszą i największą demokracją świata, które przetrwa test czasu.
Dr Harsh V Pant naucza w King's College London w Departamencie Studiów Obronności i jest Associate w King's Center of Science and Security Studies. Jego badania koncentrują się na kwestiach bezpieczeństwa Azji i Pacyfiku. Jego ostatnie książki to Contemporary Debates in Indian Foreign and Security Policy (Palgrave Macmillan, 2008) i Indian Foreign Policy in a Unipolar World (Routledge, 2009).
Copyright International Relations and Security Network
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.isn.ethz.ch/isn/Current-Affairs/ISN-Insights/Detail?lng=en&ots627=fce62fe0-528d-4884-9cdf-283c282cf0b2&id=123976&contextid734=123976&contextid735=123975&tabid=123975123976
Opis stosunków Indie-USA na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Indie,stosunki_dwustronne,USA