Słowa te byłyby wystarczająco zjadliwe gdyby były wymierzone w jednego z wrogów Iranu. Ale państwem, na którym prezydent Mahmud Ahmadinejad nie zostawił suchej nitki jako pomagierze Szatana była sama Rosja, od dawna uważana przez Zachód za lojalnego rzecznika i głównego obrońcę islamskiej republiki.
"Niektórzy ludzie, którzy są pod wpływem Szatana, myśleli że jeśli jednostronnie i nielegalnie unieważnią pewne porozumienia obronne jakie mają z nami, to zaszkodzi to irańskiemu narodowi", powiedział Ahmadinejad 3 listopada na wiecu w Bojnourd w północno-wschodnim Iranie. "Chcę im powiedzieć w waszym imieniu, że wciąż uważamy tę umowę za obowiązującą. Powinni ją wykonać. Jeśli nie, irański naród będzie dochodził swoich praw, strat i kar za nią."
"Umowa" do której się odniósł była opiewającym na 800 milionów dolarów kontraktem dla Rosji na sprzedaż Iranowi rakiet przeciwlotniczych dalekiego zasięgu S-300. Transakcja ta - uzgodniona w 2005 roku, ale wielokrotnie odkładana przez Rosję z powodu problemów "technicznych" - w końcu została anulowana we wrześniu przez prezydenta Dmitrija Miedwiediewa dekretem formalnie zakazującym dostaw rakiet i innej broni do Iranu. Decyzja ta nastąpiła po długim okresie dyplomatycznej gry w kotka i myszkę, podczas której Moskwa wysyłała różne sygnały i była obiektem intensywnego lobbyingu ze strony Stanów Zjednoczonych i Izraela, domagających się by kontraktu nie zrealizowano.
To nie był pierwszy raz kiedy Iran poczuł się zlekceważony przez Rosję, pomimo domniemanej zażyłości obu państw. Reaktor jądrowy w Bushehr został w końcu ukończony przez rosyjskich kontraktorów dopiero w sierpniu, po latach opóźnień, które Moskwa tłumaczyła nieokreślonymi problemami z płatnościami, ale które Teheran potępiał jako zwykłe ociąganie się.
Jednak anulowanie kontraktu rakietowego sprawiło, że irański gniew osiągnął stan gorączkowy, ponieważ oznacza to pozostawienie instalacji nuklearnych tego kraju wystawionymi na ataki militarne, jak mówi Mark Fitzpatrick, specjalista od nieproliferacji w londyńskim Międzynarodowym Instytucie Studiów Strategicznych (IISS). "Bez S-300 naziemne obiekty nuklearne Iranu są mniej więcej kaczkami na wodzie wobec zaawansowanych zdolności ofensywnych państw takich jak Izrael", mówi Fitzpatrick. "Podziemny obiekt w Natanz jest raczej dobrze chroniony warstwami betonu i gleby. Ale nawet on może być trafiony przez wyrafinowane izraelskie uderzenia z powietrza, które mogą precyzyjnie namierzyć lokalizację i kolejnymi atakami wyżłobić dziurę i potem ponownie uderzyć w dno tej dziury aby wstrząsnąć podziemnym obiektem." Według Fitzpatricka S-300 "byłby dobrą obroną przeciw takim zdolnościom izraelskim, ale bez niego Iran jest zdecydowanie słabszy."
Moskwa już wyraziła swój brak pochwały dla poprzednich komentarzy Ahmadinejada krytykujących Rosję za poparcie czwartej rundy sankcji ONZ przeciw Iranowi w związku z jego programem wzbogacania uranu. W lipcu ministerstwo spraw zagranicznych Rosji oskarżyło Ahmadinejada o czynienie "kategorycznie niedopuszczalnych" uwag po tym jak oskarżył on Miedwiediewa, że stał się "tubą propagandową wrogów Iranu" w reakcji na słowa rosyjskiego przywódcy ostrzegające, że Iran posiada potencjał do budowy bomby atomowej, co było odejściem od poprzedniego, wymijającego stanowiska Moskwy, że nie było na to dowodów.
Tradycyjna opinia o Rosji
Ta retoryczna sprzeczka może stanowić zaskoczenie dla zachodnich obserwatorów przyzwyczajonych do postrzegania Rosji jako irańskiego sojusznika po latach przyglądania się jak stosowała ona prawo weta w Radzie Bezpieczeństwa ONZ by zablokować i osłabić sankcje dotyczące programu nuklearnego Teheranu.
Ale takie działania nie zrobiły wielkiego wrażenia w Teheranie, gdzie poparcie Moskwy dla sankcji - jakkolwiek słabe by one nie były - jest uważane za zdradę i typowy przykład rzekomego rosyjskiego oportunizmu. A dłuższy przegląd historyczny relacji pomiędzy oboma państwami sugeruje, że ostatnie zadrażnienia są powrotem do stanu normalnego.
Irańscy decydenci od dawna traktowali Moskwę z mieszanką wrogości i nieufności, podsycaną przez urazę wynikającą z rosyjskiej aneksji irańskiego terytorium w trakcie XIX wieku i nieudanych prób dalszego rozczłonkowania w wieku XX. Związek Radziecki, z którym Iran dzielił długą granicę, był nazywany "mniejszym Szatanem" (w przeciwieństwie do etykiety "Wielkiego Szatana" przypiętej Stanom Zjednoczonym) przez nieżyjącego ajatollaha Ruhollaha Chomeiniego po rewolucji islamskiej 1979 roku. Oziębłe stosunki Iran-Rosja ociepliły się dopiero po wycofaniu się wojsk radzieckich z Afganistanu w 1989 roku - w roku śmierci Chomeiniego - i późniejszym rozpadzie Związku Radzieckiego.
Mark Katz, specjalista od rosyjskiej polityki zagranicznej w George Mason University w Waszyngtonie, mówi że ostatnie wybuchy Ahmadinejada odzwierciedlają instynktowne antyrosyjskie uczucia, które podziela wielu Irańczyków i które są odczuwane w Rosji. Chociaż oba państwa się wzajemnie nie lubią, mówi Katz, każde obawia się zarazem, że to drugie zawrze sojusz z USA: "Z irańskiego punktu widzenia, oni po prostu traktują Rosję jak odwiecznego wroga. W irańskich komentarzach prasowych, nawet teraz, przytacza się rosyjskie podboje Południowego Kaukazu, odebranie Azerbejdżanu przez Rosję. Mówią o rosyjskiej interwencji w XX wieku w celu zdławienia rewolucji konstytucyjnej. Mówią o rosyjskiej i brytyjskiej okupacji podczas II Wojny Światowej. Mówią o radzieckim poparciu dla Saddama Husajna podczas wojny irańsko-irackiej. Wszystkie te rzeczy wciąż jak najbardziej są z nimi. Ale to czego Irańczycy się boją, to że Rosja i Ameryka sprzysięgną się przeciwko nim."
Przyjaciel czy wróg mojego wroga?
Te obawy sprawdziły się wraz z decyzją o S-300, uważa Katz - będącą najwyraźniej pokłosiem prowadzonej przez administrację Obamy polityki "resetowania" stosunków z Rosją po okresie wrogości podczas prezydentury George'a W. Busha. "W przeszłości typowe rosyjskie zachowanie było takie: sprzedamy wam coś, zapłaciliście nam, w porządku, ale są problemy techniczne. Innymi słowy, przedłużali to", tłumaczy Katz. "Teraz mówią tak: nie, nie dostarczymy tej broni. Dlaczego tak robią, ewidentnie bo administracja Obamy naciskała ich do tego. Z jakiegoś powodu Kreml postanowił na to przystać. Co Irańczycy mają myśleć? To jest ich koszmar. Żyli z rosyjsko-amerykańskiego podziału. To dawało im korzyści i jeśli Rosja i Ameryka nie są tak podzielone, wówczas Irańczycy nie są tacy szczęśliwi."
Niektórzy analitycy są sceptyczni co do nowej, twardej linii Moskwy wobec Teheranu i mówią, że stosunki między oboma państwami łatwo mogą się ocieplić. Rosja, twierdzą, czuje się mniej zagrożona niż Zachód perspektywą nuklearnego Iranu. Ma ona również tradycję wygrywania różnic między Teheranem a Waszyngtonem. Lecz atakując Rosję Ahmadinejad dopasowuje się do odczuć opozycji - co jest nieco ironiczne, biorąc pod uwagę powody niepopularności Moskwy u wielu Irańczyków w ostatnim czasie. Podczas zamętu do jakiego doszło po jego kontestowanej reelekcji w czerwcu 2009 roku, demonstranci z opozycyjnego Ruchu Zielonych skandowali "śmierć Rosji" w proteście przeciw jej postrzeganemu poparciu dla Ahmadinejada. Rosja była pierwszym państwem, które formalnie uznało zwycięstwo prezydenta, pomimo powszechnych oskarżeń, że wybory zostały sfałszowane.
Hushang Amirahmadi, prezydent działającej w USA American-Iranian Council i rzecznik zbliżenia między Waszyngtonem a Teheranem, mówi że ostatnie komentarze Ahmadinejada są zgodne z pospolitym w Iranie poglądem, który widzi w Rosji - a nie w Stanach Zjednoczonych - naturalnego wroga. "90 procent Irańczyków bez żadnego namysłu natychmiast powiedziałoby, że naszymi przyjaciółmi są Amerykanie, a naszymi wrogami sa Rosjanie", mówi Amirahmadi. "Takie jest nastawienie na ulicach Teheranu. Rządy są inne. Myślę, że nawet wewnątrz rządu absolutna większość chciałaby naprawić stosunki z USA. Irańczycy nie chcą być wrogami Rosjan, ale z pewnością wolą USA."
Tymczasem, uważa Amirahmadi, więzi między Teheranem a Moskwą pozostaną aktywne - choć pełne spięć - dopóki nie będzie rozwiązania długoletniego impasu amerykańsko-irańskiego: "To, co wydarzy się w stosunkach Iran-Rosja ma wiele wspólnego z tym, co wydarzy się w stosunkach USA-Iran. Myślę, że Irańczycy i Rosjanie będą taktycznie współdziałać ze sobą, czasami w milszy sposób, a czasami bardziej krytycznie. Ale będą kontynuować te stosunki dopóki problem ze Stanami Zjednoczonymi nie zostanie załatwiony. Kiedy te stosunki zostaną uregulowane, szczerze wierzę, że Irańczycy bliżej przyjrzą się Rosjanom i najprawdopodobniej odkręcą wiele z tego co obecnie robią z Rosją na korzyść Stanów Zjednoczonych."
Copyright (c) 2010. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/From_Russia_Without_Much_Love_/2220933.html
Opis stosunków Iran-Rosja na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Iran,stosunki_dwustronne,Rosja