Od czasu nierozstrzygniętej wojny z Hezbollahem latem 2006 roku trwa pobrzękiwanie szabelką między Izraelem, Hezbollahem i Syrią. Po śmierci Imada Mughniyeha, dowódcy wojskowego Hezbollahu, Israel oświadczył, że uzna Liban odpowiedzialnym za ewentualny odwet Hezbollahu w przyszłości.
Oprócz dostarczania Hezbollahowi broni dalekiego zasięgu takiej jak rakiety M-600 i Scud, Syria według doniesień ostatnio weszła z Hezbollahem w sojusz wojskowy, przewidujący wspólną kwaterę główną, która przejęłaby kontrolę w przypadku wojny z Izraelem. W odpowiedzi izraelski minister spraw zagranicznych Avigdor Lieberman ostrzegł w lutym, że "Assad powinien wiedzieć, że jeśli zaatakuje, to nie tylko przegra wojnę, ani on ani jego rodzina nie pozostaną u władzy". Biorąc pod uwagę wzmożone napięcia, możliwość syryjskiego udziału w przyszłej wojnie między Izraelem a Hezbollahem uzasadnia bliższe przyjrzenie się sprawie.
Dyplomatyczne odstraszanie
Chociaż ewidentnie pozostaje możliwość, że Izrael zaatakowałby cele libańskie podczas przyszłego spięcia z Hezbollahem, wątpliwe jest, że ochoczo rozciągnąłby wojnę na Syrię. Jest tak nawet w przypadku gdyby Izrael miałby wyznaczyć sobie ambitny (i nierealistyczny) cel wyeliminowania Hezbollahu.
Izrael nieuchronnie spotkałby się z potępieniem z wszystkich stron społeczności międzynarodowej, ze strony sojuszników, nawet USA, i byłby pod wielką presją by uzyskać aprobatę Waszyngtonu, chcącego zaangażowania Syrii i obawiającego się o zdolność Syrii do utrudniania życia wojskom w sąsiednim Iraku. Atak izraelski i brak poparcia USA sprawiłyby, że prawdopodobieństwo nadzwyczajnego spotkania Rady Bezpieczeństwa ONZ stałoby się niemalże gwarancją, ograniczając Izraelowi czas i możliwości przeprowadzenia autentycznej i skutecznej operacji przeciwko Syrii.
W rzeczy samej, poszerzenie zakresu wojny przeciw Hezbollahowi faktycznie zapewniłoby izolację międzynarodową Izraela. Idąc za przykładem USA, Europa, Kanada i Australia wyraźnie potępiłyby działania Izraela w najostrzejszym możliwym tonie i dolałyby oliwy do ognia ruchu "bojkotu Izraela". Blisko swojego podwórka, Izrael stanąłby w obliczu zamieszek nie tylko na terytoriach palestyńskich, ale też w arabskich dzielnicach na północy Izraela. Egipt, Jordania i Turcja odwołałyby swoich ambasadorów (zakładając, że ambasador Turcji wkrótce powróci na swoje stanowisko w Tel Awiwie) i napotkałyby ostre publiczne żądania by zrewidować przyszłe stosunki z Izraelem.
Dalej, gniew na ulicach skłoniłby członków Ligi Arabskiej do potępienia Izraela w najostrzejszych słowach. W przeciwieństwie do cichej satysfakcji, która wypływała z pewnych kręgów podczas wojny Izraela przeciwko Hezbollahowi w 2006 roku, atak przeciwko Syrii, czyli członkowi Ligi Arabskiej, nie zostałby poparty przez państwa arabskie, których reżimom groziłaby wewnętrzna furia w przypadku braku reakcji.
Puszka Pandory
W takich trudnych okolicznościach dyplomatycznych jest wysoce wątpliwe by Izrael miał wystarczającą ilość czasu by skoncentrować wysiłki na Syrii. Dwa ostatnie konflikty Izraela - wojna z Hezbollahem w 2006 roku i Operacja Płynny Ołów, tj. wojna przeciwko Hamasowi w Gazie w 2008 roku - trwały ledwie miesiąc. Ograniczony czas Izraela byłby najlepiej zagospodarowany skoncentrowaniem wysiłków na Hezbollahu, a nie poszerzaniem konfliktu by włączyć do niego Syrię, co uczyniłoby go całkowicie inną wojną - konwencjonalną, stawiającą państwo przeciwko państwu.
Ale zakładając, że jak prognozował Lieberman Izrael jednak wszcząłby wojnę przeciwko Syrii, atakując syryjskie cele i niszcząc jej siły powietrzne oraz reżim Assada, pilną kwestią stałaby się sukcesja po Assadzie. Jest bardzo wątpliwe, że Izrael chciałby otworzyć taką puszkę Pandory. Pomimo retoryki, przybierania poz i obaw o więzi Syrii z Iranem i Hezbollahem, Izrael korzystał z ponad 2 dekad względnego spokoju na swoim froncie syryjskim.
Chociaż Syria nie stanowi poważnego zagrożenia dla Izraela na polu bitwy, wystrzelenie wielu pocisków z Syrii na Izrael jest ryzykiem, które Izrael podjąłby bardzo niechętnie. Blisko milion Izraelczyków opuściło swoje domy na północy podczas wojny z Hezbollahem w 2006 roku, a Syria posiadająca rakiety dalekiego zasięgu zdolne do rażenia centrów populacji i strategicznych lokalizacji na całym terytorium Izraela stanowi wystarczające zagrożenie dla izraelskich cywilów by odstraszać od poważnego ataku izraelskiego. Chociaż jest to tylko marginalna możliwość, eskalacja przeciwko Syrii mogłaby też wciągnąć do konfliktu Iran. Taka wojna na dużą skalę jest czymś, z czym Izrael pogodziłby się tylko w ostateczności.
Strategiczne imperatywy Syrii
Jeśli chodzi o Izrael i Liban, Syria jest w dość silnej pozycji. Poprzez Hezbollah Assad utrzymuje wpływ na sprawy libańskie. To status quo prawdopodobnie będzie utrzymywać się w najbliższej przyszłości. Nawet potencjalne konsekwencje przyszłych wydarzeń, takich jak zakończenie śledztwa w sprawie Rafika Haririego, które najprawdopodobniej obciąży Hezbollah winą za śmierć byłego premiera, zapewne nie zaszkodzą syryjskim wpływom w poważniejszym stopniu.
Jednak stojąc na uboczu izraelskiego ataku na cele libańskie w wojnie, która niewątpliwie byłaby wywołana przez agenta Syrii, tj. Hezbollah, Syria nie przypodobałaby się libańskiej publice ani kręgom politycznym. I to dlatego Syria nie będzie zachęcać Hezbollahu do sprowokowania Izraela w bliskiej przyszłości. Nawet gdyby jej się to nie powiodło i doszłoby do wojny Izrael-Hezbollah, być może z poparciem Iranu, drugiego sponsora Hezbollahu, Assad byłby bardzo niechętny włączeniu się do konfliktu. Tak naprawdę, pomimo żywotnych interesów Syrii w Libanie, Hezbollahu i sojuszu z Iranem, Assad nie zaryzykowałby swoim reżimem.
To nie oznacza, że nie ma szansy na izraelski atak przeciwko Syrii w przypadku wojny z Hezbollahem. Jednak gdyby takie działania miały mieć miejsce, byłyby izolowane i bardzo ograniczone - np. uderzenia przeciw rychłym transferom broni, które mogłyby przechylić równowagę strategiczną, a nie żadne walki na pełną skalę. Wszelkie takie operacje, chociaż bardzo zawstydzające dla Assada, nie oznaczałyby końca jego reżimu. A zatem, nawet jeśli Izrael miałby poszerzyć ofensywę tak by obejmowała dużej skali ataki na libańską infrastrukturę - a nawet gdyby Hezbollah został tak pobity, że jego egzystencja byłaby zagrożona - możliwość zaatakowania Izraela przez Syrię pozostaje niewielka. Syria chciałaby uniknąć dania Izraelowi casus belli do przeprowadzenia ataku, który zaskutkowałby końcem reżimu Assada.
Mało prawdopodobna wojna, nieprzewidywalna sytuacja
Przyszła wojna między Izraelem a Hezbollahem prawdopodobnie odbędzie się bez udziału Syrii, a jeśli doszłoby do jakiegokolwiek starcia, byłoby ono na małą skalę - najprawdopodobniej Izrael zaatakowałby transfer uzbrojenia zmieniającego równowagę sił. Gdyby Izrael miał zaatakować Syrię bez solidnego casus belli, spotkałby się z bezprecedensową izolacją dyplomatyczną, jak również tysiącami rakiet wymierzonych w jego centra populacji i cele wojskowe. Assad natomiast ryzykowałby utratą swojej władzy gdyby wdał się w konflikt z Izraelem na dużą skalę. Obie strony mają przekonujące powody by chcieć uniknąć takiej ewentualności. Nie ma jednak powodu do spoczywania na laurach. Na granicy, na której grodzenie drzew może doprowadzić do śmiertelnej wymiany ognia, a irańskie ambicje nuklearne mogą sprowokować atak izraelski, nieprzewidywalność pozostaje najlepszym założeniem.
Simon A Waldman is Lecturer in Middle East and Mediterranean Studies at King's College London.
Copyright International Relations and Security Network
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.isn.ethz.ch/isn/Current-Affairs/ISN-Insights/Detail?lng=en&ots627=fce62fe0-528d-4884-9cdf-283c282cf0b2&id=123204&contextid734=123204&contextid735=123196&tabid=123196123204
Opis stosunków Syria-Izrael na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Syria,stosunki_dwustronne,Izrael
FOTO: Flickr user RonAlmog