"Nie ufajcie WikiLeaks", powiedział ostatnio dziennikarzom premier Pakistanu Yousaf Raza Gilani omawiając poufne amerykańskie depesze dyplomatyczne opublikowane przez tę stronę internetową zwalczającą sekretność. Przecieki te, powiedział Gilani, są "obserwacjami niskiej rangi dyplomatów."
Ale próby bagatelizowania znaczenia rewelacji WikiLeaks czynione przez Gilaniego i innych w Pakistanie przeczą poruszeniu jakie depesze WikiLeaks wywołały. Dla niektórych przywódców politycznych i wojskowych depesze te są zawstydzające, ujawniając ostre kontrasty między tym co mówią prywatnie amerykańskim dyplomatom a poglądami jakie przedstawiają pakistańskiej publice. Publiczna wrzawa odbija się echem w telewizyjnych talk-showach i na pierwszych stronach gazet.
Publikacja jednej depeszy zaalarmowała najpotężniejszą instytucję pakistańską - wojsko. Depesza owa, od ówczesnej ambasador USA Anne W. Patterson z 2009 roku, mówiła że obecny szef wojska, generał Ashfaq Parvez Kayani "zasugerował, że mógłby, chociaż niechętnie, zostać zmuszonym do przekonania prezydenta Zardariego do rezygnacji jeśli sytuacja mocno się pogorszy."
Rewelacja ta skłoniła rzecznika armii, generała dywizji Athara Abbasa do zapewnienia o poparciu wojska dla demokracji. "Armia ma zademonstrowaną politykę popierania procesu politycznego w granicach konstytucji Pakistanu", powiedział Abbas w oświadczeniu z 4 grudnia, dodając że Kayani "darzy szacunkiem wszystkich przywódców narodowych."
Szkody polityczne?
Tymczasem starsi politycy pakistańscy zostali poddani intensywnej krytyce po tym jak depesze ujawniły ich prywatne dyskusje z dyplomatami amerykańskimi. W listopadzie 2007 roku Maulana Fazlur Rehman, czołowy polityk islamistyczny, którego partia polityczna Jamiat Ulam-e Islam jest publicznie antyzachodnia, poszukiwał poparcia Patterson dla swoich starań o objęcie funkcji premiera.
Jego zwolennicy stanowczo zaprzeczyli jakoby kiedykolwiek zwracano się z takimi prośbami. Abdul Jalil Jan, czołowy przywódca Jamiat Ulam-e Islam powiedział Radiu Mashaal RFE/RL, że w tym o czym donosiła depesza nie ma prawdy. "Kiedy utworzyliśmy rząd koalicyjny MMA [Muttahida Majlis-e Amal] w prowincji granicznej [teraz przemianowanej na Khyber Pakhtunkhwa] nie prosiliśmy nikogo o wsparcie. Prosiliśmy tylko o pomoc Allaha", powiedział Jan. "Kiedykolwiek większość ludzi głosuje na Jamiat Ulam-e Islam możemy domagać się stanowiska premiera. Wówczas USA nie byłyby w stanie powstrzymać nas od rządzenia."
Depesze sugerują głębokie wpływy Arabii Saudyjskiej w Pakistanie, z których duża część jest kupowana za petrodolary. Depesza z października 2008 roku rzekomo pochodząca z ambasady USA w Rijadzie mówi: "Pakistańczycy są przekonani, że saudyjski król Abdallah wolałby widzieć Pakistan pod rządami byłego premiera Nawasa (Nawaza) Sharifa i obcinali wsparcie dla Pakistanu by przyspieszyć taką ewentualność." Analiza ta, przypisywana wysokiemu rangą pakistańskiemu dyplomacie w Rijadzie, dodaje że Nawaz jest preferowany przez królestwo, bo jego córka jest małżonką wnuka nieżyjącego króla Arabii Saudyjskiej Fahda, co czyni go członkiem saudyjskiej rodziny królewskiej.
Ale Khawaja Asif, czołowy przywódca Pakistańskiej Ligi Muzułmańskiej Nawaz, odrzuca takie twierdzenia. Rozmawiając z Radiem Mashaal RFE/RL scharakteryzował je jako próbę sabotażu stosunków między Islamabadem a Rijadem. "To, co tak naprawdę liczy się dla nas, to jak Pakistańczycy zapatrują się na Nawaza Sharifa", powiedział Asif. "Z błogosławieństwem Allaha, jesteśmy z tego zadowoleni, ponieważ głosując dali nam władzę w prowincji Pundżab [na wschodzie kraju]."
"Małostkowość" i mówienie bez ogródek
Gdy wrzawa wokół WikiLeaks narastała, angielskojęzyczny pakistański dziennik "Dawn" skonkludował, że "małostkowość szeregu przywódców narodowych została zdemaskowana." W komentarzu redakcyjnym opublikowanym 3 grudnia napisano: "Bardziej przygnębiające, być może, jest to jak większość cywilnych i wojskowych przywódców Pakistanu wydaje się traktować wysłannika USA jak jakiegoś wicekróla, do którego powinno się odwoływać w sprawach wewnętrznych."
Wybitnie antyzachodnia prasa pakistańska w języku Urdu widzi teorie spiskowe za wyciekłą korespondencją dyplomatyczną. "Powinniśmy pomyśleć czy właściwe jest robienie z WikiLeaks nagłówków na naszych pierwszych stronach i ekranach telewizyjnych. Najwidoczniej jest to propaganda przeciw państwom muzułmańskim i przekazując ją, czy nie stajemy się jej częścią? Będzie najlepiej nie robić szumu wokół tych rewelacji opartych na błędnych informacjach", zaopiniował dziennik "Express" 4 grudnia.
Declan Walsh, korespondent w Islamabadzie dla "The Guardian" - jednego z 5 mediów z wcześniejszym dostępem do depesz - zauważa, że większość relacji pakistańskich mediów na temat rewelacji WikiLeaks celuje w to, co powiedziano o cywilnych politykach kraju i głębokich podziałach między przywódcami cywilnymi a wojskowymi. Ale pakistańskie media zachowują ciszę co do innych krytycznych kwestii uwypuklonych w tajnej korespondencji dyplomatycznej.
"To czego nie widzieliśmy w Pakistanie to dużo debaty o innych rewelacjach WikiLeaks, którymi są, według amerykańskich dyplomatów i wywiadu, ciągłe powiązania między pakistańskim wojskiem a wybranymi islamistycznymi grupami zbrojnymi w regionie, takimi jak grupa Haqqaniego i afgańscy Talibowie", mówi Walsh. "A według amerykańskich przedstawicieli cytowanych w depeszach, mówią oni, że Pakistan wspiera te grupy jako część strategicznego zabezpieczenia przeciw Indiom w regionie."
Larry Robinson, który kierował sekcją polityczną ambasady USA w Islamabadzie w latach 2002-05, mówi że upublicznione depesze jak dotąd nie zawierały wielkich niespodzianek dla ludzi, którzy na poważnie śledzą wydarzenia w Pakistanie. Ale rewelacje te są szkodliwe i "poważnie zawstydzające dla dość dużej liczby ludzi w krótkim okresie."
Robinson mówi, że prawdziwa szkoda będzie długoterminowa. Z powodu obaw, że ich konwersacje mogą wyciec, sugeruje Robinson, niewielu Pakistańczyków będzie teraz szczerze rozmawiać z amerykańskimi dyplomatami. Amerykańscy wysłannicy, mówi Robinson, będą bardzo ostrożni co do tego, o czym donosić Waszyngtonowi i mogą nawet woleć unikać normalnych kanałów raportowania, co może sprawić, że depesze Departamentu Stanu będą mniej przydatne dla ich bezpośrednich czytelników i przyszłych historyków. "To co utracono to zaufanie i integralność systemu oraz zdolność do mówienia z otwartością", mówi Robinson.
Copyright (c) 2010. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/wikileaks_political_bombshell_pakistan/2244959.html
Opis stosunków Pakistan-USA na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Pakistan,stosunki_dwustronne,USA