Balansowanie Indii w polityce zagranicznej
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Balansowanie Indii w polityce zagranicznej
Rupakjyoti Borah The Diplomat 2010-12-16 22:50:22

Premier Chin Wen Jiabao jest w Indiach z budzącą duże zainteresowanie wizytą. Ale prawdziwe wskazówki co do tego jak się mają stosunki regionalne przyniósł zeszły miesiąc.

 

Podróż prezydenta USA Baracka Obamy do Indii w zeszłym miesiącu była uważana przez wielu za definiujący moment w ruchomych piaskach stosunków międzynarodowych Azji. Ale chociaż bardzo nagłośniona wizyta w tym tygodniu chińskiego premiera Wena Jiabao dostarczy kolejnego spojrzenia na to, w którym miejscu stoją Indie, prawdziwe implikacje tego co się dzieje być może najlepiej można zrozumieć zestawiając podróż Obamy z innym, mniej nagłośnionym spotkaniem, które miało miejsce w listopadzie.

Ostatnie spotkanie trójstronne ministrów spraw zagranicznych Rosji, Indii i Chin (RIC) w chińskim Wuhanie było istotne nie tylko z racji samych rozmiarów reprezentowanych państw liczonych łącznie - 40% globalnej populacji i około 20% masy lądowej Ziemi. Było też ważne, ponieważ podkreśliło to, gdzie prawdopodobnie będą leżeć przyszłe interesy Indii.

Pierwsze spotkanie ministerialne RIC odbyło się w Nowym Jorku w 2002 roku, zaś pierwsze samodzielne zebranie ministrów spraw zagranicznych miało miejsce 3 lata później, w rosyjskim mieście Władywostok. Na wstępnych spotkaniach przygotowujących do tegorocznego spotkania Rosja i Chiny sugerowały, że na szczycie powinna zostać omówiona możliwość pewnej formy regionalnej architektury bezpieczeństwa opartej na zasadzie "nieblokowej". Jednak nie chcąc drażnić Amerykanów Indie postanowiły nie poprzeć takiego ryzykownego przedsięwzięcia. W rezultacie wspólne communique wydane na koniec spotkania wyraziło jedynie ogólnikowe poparcie dla "wielobiegunowego, demokratycznego porządku światowego opartego na prawie międzynarodowym i kolektywnym podejmowaniu decyzji."

Ale była tu też niewygodna dla Indii ironia. Chociaż Chiny i Rosja pragnęły położyć nacisk na ład wielobiegunowy i większą współpracę w sferze bezpieczeństwa, odmówiły zarazem skorzystania z okazji by na spotkaniu RIC zaoferować klarowne poparcie dla starań Indii o stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Zamiast tego Indii pozostało wspólne communique, które wzywało do "reformy by uczynić ONZ bardziej reprezentatywną i demokratyczną." Ten brak poparcia dla Indii stał w ostrym kontraście z wizytą Obamy w Indiach, kiedy zaskoczył on wielu ogłaszając jednoznaczne poparcie dla Indii jako stałego członka Rady Bezpieczeństwa w swoim przemówieniu na wspólnej sesji indyjskiego parlamentu.

Oba wydarzenia są interesującą oznaką zmieniających się czasów - niegdyś solidny sprzymierzeniec Rosja wzbrania się przed naciskaniem na Chiny w poparciu celu Indii, podczas gdy Stany Zjednoczone, z którymi Indie często miały drażliwe stosunki, otwarcie obnosiły się ze swoim poparciem. Więc co ta zmiana oznacza dla Azji?

Znaczenie wizyty Obamy podkreślało coś więcej niż tylko jego ciepłe słowa o miejscu w Radzie Bezpieczeństwa. Grono szefów indyjskich firm zjawiło się w Mumbai by powitać Obamę, a pomiędzy firmami indyjskimi a amerykańskimi podpisano umowy o wartości około 10 miliardów dolarów. Na liście znalazło się ogłoszenie taniego przewoźnika indyjskiego SpiceJet, że planuje on zakup 30 samolotów Boeing 737-800 za 2,7 miliarda dolarów, zaś Anil Dhirubhai Ambani Group oświadczyła, że ma zakupić od General Electric sprzęt energetyczny warty 2,2 miliarda dolarów.

Ale podczas gdy Obama pragnął dla swojego własnego krajowego audytorium podkreślić fakt, że jego podróż przyniesie dodatkowe 50 tysięcy miejsc pracy w USA, dla Indii chodziło całkowicie o stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa. Chociaż Obama ewidentnie nie był w stanie określić ram czasowych prawdopodobieństwa uzyskania go przez Indie (to po części będzie zależeć od tego jak inni czołowi pretendenci Brazylia, Niemcy i Japonia zareagują na gest USA), deklaracja Obamy przynajmniej puściła mechanizm w ruch.

Jest to jeszcze ważniejsze w chwili obecnej, gdy Indie rozpoczynają dwuletnią kadencję jako niestały członek Rady po zapewnieniu sobie poparcia 187 ze 191 członków Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Zajęcie tego rotacyjnego miejsca daje Indiom szansę na zmierzenie się z masą kłopotliwych spraw międzynarodowych i pokazanie, że naprawdę są gotowe do zajęcia miejsca przy najważniejszym stole.

A jest mnóstwo drażliwych kwestii, które prawdopodobnie znajdą się na agendzie ONZ i w których Indie będą miały konkretny interes. Pierwszy jest Iran. Indie głosowały ze Stanami Zjednoczonymi w Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (IAEA) i absolutnie nie chcą zobaczyć kolejnego państwa z bronią jądrową w swoim sąsiedztwie. Ponadto Indie chciałyby utrzymać w stanie równowagi swoje stosunki z Izraelem, jako że państwo to stało się drugim dostawcą w dziedzinie obronności. A nadto jest zwykły fakt, że Indie chcą mieć pewność, iż nie splamią swojego wizerunku w społeczności międzynarodowej czyniąc choćby aluzję, że poparłyby uzbrojony w broń jądrową Iran, zwłaszcza że zawsze tak szybko chwalą się swoją własną solidną tradycją nieproliferacji.

Ale jest pewna pułapka gdyby Indie miały przyjąć twardą linię, a nawet dwie pułapki by być precyzyjnym. Po pierwsze, gwałtowny wzrost gospodarczy Indii wymaga ogromnych ilości energii, a Iran jest kluczowym państwem mogącym pomóc zagwarantować, że Indie będą miały surowce potrzebne do utrzymania nieprzerwanego wzrostu. Inną kwestią jest Afganistan, a tu graniczny Iran stanowi dla Indii ścieżkę wpływania na wydarzenia w tym kraju.

Drugim problemem jest Birma, rządzona żelazną pięścią przez juntę wojskową uważaną przez niektórych za realizującą też program nuklearny. Podczas swojej podróży Obama naciskał na Indie by wypowiadały się przeciw prześladowczym reżimom, w tym Birmie. Ale Indie mają związane ręce, gdyż ich interesem jest zapewnienie, że Chińczycy nie zrobią takich samych postępów we wpływach w Birmie jak stało się w Pakistanie. Ponadto, tak jak w przypadku Iranu, Indie widzą tu bogate w energię (w tym przypadku w gaz ziemny) państwo, które mogłoby pomóc napędzać wzrost gospodarczy Indii.

Natomiast być może największe wyzwanie z wszystkich dla Indii jest to, jak poradzą sobie one ze wzrastającymi Chinami. W październiku, kiedy premier Manmohan Singh odwiedzał Japonię, Malezję i Wietnam w ramach indyjskiej polityki "Look East" (patrz na wschód), część chińskich mediów szybko zaczęła dowodzić, że Indie próbują okrążyć je sznurem sojuszy z państwami, które mają napięte stosunki z Chinami. Pogląd ten prawdopodobnie wzmocnił fakt, że wizyta Singha miała miejsce bezpośrednio w następstwie głośnej awantury między Japonią a Chinami na wodach koło spornych wysp Senkaku.

A więc, czy Indie będą w stanie podążać po zdradliwej politycznej równoważni jaką mają przed sobą? Stany Zjednoczone pozostają oczywiście dominującym mocarstwem w Azji. Lecz gdy próbują mocować się z Chinami, które są coraz bardziej skłonne i zdolne do prężenia swoich muskułów w Azji, dążą do podbudowania obecnych i potencjalnych kluczowych sojuszników takich jak Japonia i Indie. Różnice ze spotkania w Wuhanie są tylko prekursorem tego, co będzie miało miejsce w przyszłości. Tymczasem wizyta Obamy w Azji przyniosła tylko pogłębienie linii podziałów w regionie.

 

Rupakjyoti Borah to starszy wykładowca na Wydziale Geopolityki i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Manipal w Indiach. W zeszłym roku był visiting fellow w Centrum Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu w Cambridge.

 

Copyright The Diplomat.

Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:

http://the-diplomat.com/2010/12/16/india%E2%80%99s-foreign-policy-tightrope/

 

FOTO: Flickr user Larsa



Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów