Ostatnia szansa Sudanu na trwały pokój
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Ostatnia szansa Sudanu na trwały pokój
Thomas N. Kimaru i Peter Kagwanja openDemocracy 2010-12-20 22:49:25

Zbliżające się referenda grożą ponownym rzuceniem Sudanu w odmęty wojny domowej. Społeczność międzynarodowa musi natychmiast działać by temu zapobiec.

 

Za niecałe 3 tygodnie Sudan czekają 2 krytyczne referenda. 9 stycznia 2011 roku Południowy Sudan zdecyduje czy pozostanie częścią Sudanu czy też stanie się suwerenną jednostką. Tego samego dnia ludzie w bogatym w ropę naftową regionie Abyei zagłosują by postanowić o przyłączeniu się do Północy lub Południa. Ale wzrost przemocy etnicznej, wyścig zbrojeń Północ-Południe, impas w ustanawianiu mechanizmów referandalnych i groźby rządzącej Partii Kongresu Narodowego (NCP) nieuznania rezultatów referendum stwarzają ryzyko zepchnięcia Sudanu z powrotem do wojny domowej. Niedawno zakończony szczyt ONZ w Nowym Jorku oznaczył historyczny plebiscyt w Sudanie ostatnią szansą na trwały pokój. Sąsiedzi Chartumu i szerzej społeczność międzynarodowa muszą teraz działać szybko i stanowczo by zapewnić pokojowy, wiarygodny i przeprowadzony na czas plebiscyt, domagać się od zaangażowanych stron zaakceptowania rezultatów i powstrzymać obsuwanie się Sudanu z powrotem ku wojnie domowej.

Od nastania pluralizmu politycznego na początku lat 90-tych referenda - znane też jako plebiscyty - stały się ważnymi narzędziami manifestowania demokracji ludu, rozwiązywania sporów i wojen domowych oraz działania na rzecz pokoju w Afryce. W ciągu ostatnich 2 dekad ten niestabilny kontynent doświadczył nie mniej niż 2 tuzinów plebiscytów - od Burundi (1991), przez Erytreę (1993), Senegal (2001), Demokratyczną Republikę Kongo (2005), Egipt (2005), Ugandę (2005) po ostatnio Zanzibar (2010) i Kenię (2005 i 2010). Chociaż referenda są niezbywalną cechą tej ostatniej fali demokracji, przynosiły raczej zmienne rezultaty w krajach wychodzących z dekad autorytaryzmu, konfliktów, ludobójstwa i upadku państw.

Z jednej strony, po dekadach wojny domowej Erytrea stała się 54. państwem Afryki po tym jak 99,8% jej mieszkańców zagłosowało za niepodległością od Etiopii w 1993 roku. Bezpośrednie głosowanie elektoratu jest teraz powszechnie cenione jako sposób rozwiązywania fundamantalnych kwestii narodowych związanych z etniczną dyskryminacją i marginalizacją, na przykład w państwie takim jak Wybrzeże Kości Słoniowej. Ponadto plebiscyty stosowano w celu przyjęcia nowych konstytucji po okresach represji, upadku instytucjonalnego, przemocy etnicznej lub wojen domowych w Demokratycznej Republice Kongo, RPA i Kenii. Bezpośrednie głosowania zastosowano też w próbie (jak dotąd nieskutecznej) znalezienia rozwiązania separatystycznych roszczeń Sahary Zachodniej opierającej się aneksji przez Maroko.

Z drugiej strony, fiasko referendum konstytucyjnego w Kenii w 2005 roku sprawiło, że plemienne animozje osiągnęły stan wrzenia, stanowiąc zarzewie powyborczych rozruchów w 2008 roku, w których zginęło ponad 1000 Kenijczyków, a ponad 600 tysięcy zostało wysiedlonych. Podobnie, pomimo 5 referendów konstytucyjnych w historii niepodległości tego państwa, rozwój demokracji na Madagaskarze stanął w miejscu w obliczu walki elit o władzę i paraliżu politycznego, którego kulminacją było przejęcie władzy w marcu 2009 roku przez popieraną przez wojsko opozycję. Ostatnio w Nigrze kontrowersyjny plebiscyt w sierpniu 2009 roku wywołał kryzys konstytucyjny i polityczny, który zakończył się wojskowym zamachem stanu w lutym 2010 roku.

Nadciągające referenda w Południowym Sudanie i regionie Abyei są teraz najświeższymi próbami rozwiązania w Afryce przewlekłych konfliktów i osiągnięcia trwałego pokoju poprzez bezpośrednią demokrację. Przełomowe Całościowe Porozumienie Pokojowe (Comprehensive Peace Agreement - CPA) z 2005 roku podpisane w kenijskim mieście Naivasha pomiędzy Partią Kongresu Narodowego (NCP) a Ludowym Ruchem Wyzwolenia Sudanu (SPLM) nie tylko zakończyło najkrwawszą i najdłuższą wojnę domową Afryki, ale też dało Południu prawo do zdecydowania o jego niepodległości, a regionowi Abyei o określeniu jego pozycji jako części Północy bądź Południa. Ale ciągłe napięcia Północ-Południe grożą wykolejeniem referendum i popchnięciem Sudanu z powrotem ku przemocy.

Komisja ds. Referendum w Południowym Sudanie (Southern Sudan Referendum Commission - SSRC) została utworzona mniej niż 4 miesiące przed referendum - z 3-letnim opóźnieniem. Jeszcze nie zaczęła ona rejestracji wyborców [proces ten przeprowadzono w końcu w dniach 15 listopada-8 grudnia - przyp. SM] i innych ważnych przygotowań logistycznych. Prace Komisji utknęły w miejscu po części w następstwie przepychanek między Północą a Południem co do kandydata na stanowisko jej sekretarza generalnego. Nawet gdy Południe poparło kandydata Północy, Mohammeda Othmana al-Nijoumiego, utrzymywały się podejrzenia, że Północ będzie manipulować głosowaniem. Ponadto podchody i podżegające wypowiedzi ze strony zarówno Chartumu jak i Juby niepotrzebnie podniosły temperaturę polityczną i napięcia przed styczniowym referendum. W październiku Haj Majib Suwar, chartumski minister młodzieży i sportu oraz wysoki rangą członek NCP kierowanej przez prezydenta Omara Hassana Bashira rozdrażnił Południowców ogłaszając, że "możemy nie uznać rezultatów [referendum]." Grube ryby NCP oskarżają SPLM o ograniczanie wolności słowa i niepozwalanie na swobodę prowadzenia kampanii na Południu, aresztując i prześladując wypowiadających się o jedności oraz gromadząc wojska na strategicznych obszarach.

Przywództwo SPLM ze swej strony oskarża Chartum o dążenie do utrzymania swojej kontroli nad Południem. Rzecznik SPLM Koul Diem Koul wysunął w tym zakresie zarzut, że "to co on [Suwar] mówi jest... oświadczeniem okupanta, który chce okupować jeszcze więcej ziemi." SPLM zagroziła wobec tego zbadaniem "alternatywnych opcji" realizacji przez Południowców ich prawa do samostanowienia, włącznie z możliwością jednostronnej deklaracji niepodległości gdyby Północ wypaczyła styczniowy plebiscyt. NCP określiła tę groźbę "politycznym samobójstwem". Do tego wrzenia dochodzi nabierający tempa wyścig zbrojeń Północ-Południe gdy obaj rywale przygotowują się do możliwego powrotu do wojny domowej. Zarówno Juba jak i Chartum wydały na zakup broni znaczną część swojego udziału w dochodach z ropy naftowej.

Referendum w Abyei

Także zagrożone jest referendum w Abyei, w założeniu mające umożliwić głosującym w tym roponośnym regionie zdecydowanie czy przystąpią do Juby czy do Chartumu. Przygotowania znalazły się tu w impasie kiedy NCP i SPLM nie zdołały porozumieć się co do składu Komisji ds. Referendum w Abyei (Abyei Referendum Commission). U podłoża sporu Północ-Południe o Abyei leży klasyczny podział osadnicy-tubylcy. Zarówno układ pokojowy z 2005 roku jak i ustawa o referendum w Abyei dają prawo głosowania "tubylcom" z Abyei określonym jako plemię Ngok Dinka. Ale sprawy dalej komplikuje to, że ustawa pozwala też Komisji ds. Referendum zdecydować, którzy "inni Sudańczycy" są uważani za mieszkańców i w związku z tym mają możliwość głosowania. Orzeczenie z 2009 roku Stałego Trybunału Arbitrażowego w Hadze potwierdziło, że miasteczko Abyei stanowi centrum ziem Ngok Dinka, natomiast nakreślone ponownie granice pozostawiły poza regionem większość Missiriya, pozbawiając ich prawa do głosowania. Zarówno SPLM jak i NCP zgodziły się uszanować orzeczenie Trybunału.

Zgodnie z powyższym SPLM kwestionuje prawo do głosowania opowiadających się w większości za jednością nomadów Missiriya, którzy wypasają swoje bydło na Południu podczas pór suchych. SPLM oskarżył Chartum o przemycenie do regionu około 75 tysięcy nomadów by podstępnie zmienić demografię głosowania i przechylić szalę referendum na korzyść Północy. Dozbrojone Sudańskie Siły Zbrojne i Ludowa Armia Wyzwolenia Sudanu (SPLA) już ustawiły się wokół strategicznych pól naftowych w cichej rywalizacji o rezerwy ropy w przypadku poreferendalnego wybuchu przemocy.

Przywództwo SPLM oskarżyło też NCP Bashira o sponsorowanie peryferyjnych wojen wśród grup etnicznych na Południu w ramach zagrywki "dziel i rządź". Tylko w 2009 roku międzyetniczne starcia pochłonęły 2500 żyć ludzkich i wysiedliły niemal 400 tysięcy ludzi. Napięcia wokół pastwisk, wody i grabieży zwierząt tworzą linie podziałów wykorzystywane do eskalacji konfliktów. Ponadto wyłaniająca się rywalizacja elit o władzę i kontrolę nad surowcami oraz zarzuty fałszerstw wyborczych podczas mocno kontestowanych wyborów w kwietniu 2010 roku nasiliły konflikt Południe-Południe, powodując większą niż wcześniej fragmentację Południowego Sudanu.

Zagwarantowanie referendum

Sąsiedzi Sudanu, organizacje panafrykańskie i społeczność międzynarodowa muszą teraz działać stanowczo by zapobiec obsunięciu się Sudanu z powrotem do wojny domowej. Na szczeblu regionalnym, uznając prawo Południa do samostanowienia, sąsiedzi Sudanu, w szczególności Kenia, Uganda, Erytrea i Etiopia przyznają też, że stabilność Rogu Afryki jest nierozerwalnie powiązana z przyszłością Sudanu. Co przewidywalne, ponowny konflikt będzie miał poważne efekty uboczne, w tym napływ uchodźców, zniszczenie potencjalnych rynków i zakłócenia handlu, zwłaszcza ropą naftową.

Sąsiedzi Sudanu powinni zatem wykorzystać swoje doświadczenie i najlepsze praktyki nabyte przy przeprowadzaniu referendów dla wsparcia Komisji ds. Referendum w Południowym Sudanie i Komisji ds. Referendum w Abyei aby przeprowadzić udane plebiscyty i uniknąć wojny. Na przykład Sudan może wyciągnąć istotne wnioski z bardzo udanego referendum konstytucjonalnego zorganizowanego w Kenii 4 sierpnia 2010 roku, zwłaszcza jeśli chodzi o rejestrację wyborców, bezpieczeństwo kampanii referendalnych i obsługę wyborów. Doświadczenia z referendum z 1993 roku, które doprowadziło do secesji Erytrei od Etiopii, także mogą mieć wielką wartość dla Juby i Chartumu.

Ponadto organy regionalne takie jak Międzyrządowa Władza ds. Rozwoju (Inter-Governmental Authority on Development - IGAD) i Unia Afrykańska muszą nasilić swoje wysiłki dyplomatyczne by odblokować panujący impas w sprawie utworzenia Komisji ds. Referendum w Abyei i odkładanej rejestracji wyborców. W szczególności Panel Implementacyjny Wysokiego Szczebla dla Sudanu (High Level Implementation Panel for Sudan) kierowany przez byłego prezydenta RPA Thabo Mbekiego powinien wzmóc swoje wysiłki w monitorowaniu rejestracji wyborców i zwiększyć swoje regularne mediacje służące rozwiązywaniu tlących się sporów.

24 września 2010 roku na szczycie Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku odbyła się sesja ws. Sudanu, która podkreśliła prawo mieszkańców Południowego Sudanu i Abyei do samostanowienia i wezwała do zorganizowanych na czas, pokojowych plebiscytów. Co godne uwagi, prezydent USA Barack Obama przewodził przywódcom światowym w akcentowaniu znaczenia pokojowego i zorganizowanego na czas referendum dla Sudanu i niestabilnego regionu Rogu Afryki. USA powinny zatem natychmiast przekazać 60 milionów dolarów funduszy jakie obiecały na wsparcie Komisji ds. Referendum.

USA i UE muszą też zwiększyć presję dyplomatyczną na strony, instytucje i jednostki podważające płynny przebieg referendum, w tym rozważyć konkretne sankcje. Zapewnienie wolnego, sprawiedliwego i przejrzystego plebiscytu oraz wywarcie presji na zaangażowane strony by zaakceptowały wyniki referendum są kluczowe dla uniknięcia nawrotu wojny domowej.

 

Thomas N. Kimaru to Senior Policy Analyst w Africa Policy Institute i doktorant w University of Wits, Johannesburg, obecnie prowadzący badania na temat Sudanu.

Peter Kagwanja to prezydent Africa Policy Institute i międzynarodowy konsultant w sprawach bezpieczeństwa i zarządzania.

 

Artykuł pochodzi ze strony openDemocracy i został opublikowany 28 października na licencji Creative Commons.

Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:

http://www.opendemocracy.net/peter-kagwanja-thomas-n-kimaru/sudan%E2%80%99s-last-chance-for-durable-peace

 

Opis konfliktu północ-południe w Sudanie na naszej stronie:

http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Sudan,problemy,Konflikt_polnoc-poludnie

 

FOTO 1: Flickr user United Nations photo



Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów