Agenci prowokatorzy: nowa strategia Al-Qaidy w Jemenie
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Agenci prowokatorzy: nowa strategia Al-Qaidy w Jemenie
Jarret Brachman ISN 2011-01-02 23:19:16

Amerykańscy decydenci muszą być w pełni świadomi pułapki jaką al-Qaida ma nadzieję zastawić wykorzystując agentów prowokatorów do pogłębienia amerykańskiego zaangażowania w Jemenie i pchnięcia jemeńskiego rządu na skraj upadku.

 

W zeszłym roku czołowy kleryk al-Qaidy uaktualnił strategię ugrupowania odnośnie wykorzystania amerykańskiego zaangażowania na Bliskim Wschodzie. Ow kleryk, Szejk Abu Yahya al-Libi przedstawił tę strategię w bezpośrednim następstwie próby zamachu bombowego w Boże Narodzenie 2009 roku, co oznaczało, że uzyskała ona mało poklasku zwolenników al-Qaidy i przyciągnęła jeszcze mniej uwagi zachodnich analityków kontrterroryzmu.

Tytułując ją "Jemen do Stanów Zjednoczonych: Poświęcam Siebie przez Wzgląd na Ciebie", Abu Yahya przedstawił nowe spojrzenie na podejście al-Qaidy do USA w kontekście jemeńskim. Argumentuje on, że nieustannie prowokując USA al-Qaida byłaby w stanie spożytkować obłędną potrzebę działania Ameryki, w ten sposób zwabiając ją do mieszania się w sprawy wewnętrzne Jemenu i mimowolnej alienacji rządu od ludności, tym samym przygotowując grunt pod wewnętrzny przewrót al-Qaidy.

Jednak w przeciwieństwie do 2001 roku, kiedy celem al-Qaidy było usunięcie wpływów USA z Bliskiego Wschodu, nowy cel ruchu zakładający jak największe wplątanie USA w sprawy jemeńskie jest czysto instrumentalny. Zmierza do do sprawienia by USA przekonały jemeński naród, że ich rząd stał się niczym więcej jak służebnicą USA i ich interesów.

Nowa strategia

Od wielu dekad marginalne ruchy ekstremistyczne w obrębie islamu bezowocnie próbują obalać arabskie rządy. Sfrustrowani powtarzającymi się porażkami, Osama bin Laden, Ayman al-Zawahiri i wysokie przywództwo al-Qaidy doszli do wniosku, że to wsparcie wojskowe USA dla tych reżimów należało usunąć z całej układanki przed ich obaleniem. Zgodnie z tym al-Qaida zmieniła swoją strategię celu: zamiast kontynuować politykę nękania rządów arabskich - swojego "bliskiego" wroga - przywództwo ugrupowania doszło do przekonania, że kilka bolesnych uderzeń przeciwko "dalekiemu" wrogowi, tj. USA osłabiłoby determinację tego państwa we wspieraniu tych reżimów. Bez ich amerykańskich protektorów, przewidywała al-Qaida, rządy te byłyby gotowe do przewrotu.

Jednak gdy USA stawały się coraz bardziej uwikłane w regionie, tocząc 2 wojny i angażując się w rozległe regionalne operacje kontrterrorystyczne, al-Qaida zrozumiała, że zerwanie więzi między USA a reżimami arabskimi byłoby niemalże niemożliwe. Wobec tego al-Qaida sformułowała nowy plan, zakładający poparcie wzmożonego zaangażowania amerykańskiego na Bliskim Wschodzie. Nowym celem al-Qaidy stało się zwabienie USA do zdwojenia ich zaangażowania w regionie, a następnie wykorzystania wsparcia Ameryki dla arabskich rządów przeciwko nim.

Strategia nakreślona przez Abu Yahyę jest oparta na dwóch założeniach co do USA. Po pierwsze, według jego analizy USA są tak bardzo nękane widmem terroryzmu, że al-Qaidzie wystarczy tylko krzyknąć "boo!" i USA ruszą, "zataczając się i potykając jak pijana i zdezorientowana osoba", do kolejnego koszmaru w polityce zagranicznej. Częściowym powodem mentalności "shoot-first" Ameryki jest jej urojeniowa aspiracja do całościowej ochrony kraju przed al-Qaidą.

Innymi słowy, amerykańscy decydenci - ponaglani przez emocjonalną publikę i gorączkową lustrację mediów - nie mają innego wyboru jak łożyć pieniądze na ochronę przed terroryzmem, by tylko dać wrażenie, że robią postępy. Z czasem jednak amerykańscy decydenci nieumyślnie utrwalają pogląd, że hermetyczny kokon bezpieczeństwa może być w końcu osiągalny, jeśli tylko YouTube usuwa wystarczającą ilość nagrań wideo Anwara al-Awlakiego, a Agencja Bezpieczeństwa Transportu rozstawia wystarczającą ilość skanerów ciała.

Drugim i najważniejszym założeniem Abu Yahyi jest to, że USA nie mogą wysłać swoich własnych sił wojskowych do Jemenu tak jak zrobiły to w Afganistanie i Iraku. Przy kiepskich rezultatach bezpośredniej walki Ameryki z dżihadystami w ciągu minionych 2 dekad, spłukanej gospodarce, wyczerpanym wojsku i publice niechętnej do poświęcenia kolejnych żyć w tym regionie, USA po prostu nie są w stanie rozważyć postawienia amerykańskich butów na jemeńskiej ziemi, utrzymuje Abu Yahya.

Zamiast tego jedyną wykonalną opcją dla Ameryki - biorąc pod uwagę jej neurotyczne pragnienie "robienia" rzeczy, argumentuje Abu Yahya - będzie wpompowanie pieniędzy w niedostatecznie wyszkolone i niesolidne jemeńskie wojsko, tak aby mogli oni ścigać al-Qaidę w imieniu Ameryki. Problem z toczeniem wojny poprzez pośredników, wyjaśnia Abu Yahya, jest taki, że im mocniej administracja Obamy twierdzi, że wspiera jemeński reżim, tym mniej wiarygodności i niezależności będzie miał ten rząd w oczach jego ludności, zwłaszcza gdy USA będą naciskać go do robienia niepopularnych kroków. Z czasem, gdy jemeński rząd będzie na próżno próbował zadowolić swoich dwóch panów, dojdzie do jego wyobcowania od jego kluczowych zwolenników i w końcu do upadku, co uczyni kraj gotowym na rewolucję al-Qaidy.

Wejście prowokatora na scenę

Ocena Abu Yahyi jest idealistyczna, to prawda, ale z pewnością nie absurdalna. Podnosi on wiele ważnych krytycznych uwag na temat historycznie bliskowzrocznych decyzji Ameryki co do polityki wobec Bliskiego Wschodu i jej spazmatycznych odruchów biurokratycznych kiedy ataki terrorystyczne przedzierają się przez szczeliny w kordonie bezpieczeństwa.

Wprowadźmy teraz na scenę Anwara al-Awlakiego, jemeńskiego kleryka amerykańskiego pochodzenia teraz działającego pod szyldem jemeńskiej franszyzy al-Qaidy, tj. Al-Qaidy na Półwyspie Arabskim (AQAP). Al-Awlaki, populistyczny kaznodzieja który przeistoczył się w uosobienie posługującego się przemocą dżihadysty, teraz odgrywa dla AQAP rolę jaką wysokie przywództwo al-Qaidy miało nadzieję, że dla nich będzie odgrywał inny Amerykanin, Adam Gadahn: czyli prowokatora. Al-Qaida zdawała się sądzić, że promowanie Gadahna doprowadzi do szału USA, wiedzących że jeden z nich wspiera wroga. Jednocześnie wierzyli, że przyczyni się on do hossy rekrutacyjnej, wciągając mieszkańców Zachodu w orbitę al-Qaidy. Skoro Gadahn mógł to zrobić, to mogli i oni.

Lecz przeciwnie, Gadahn stał się pośmiewiskiem w amerykańskim dyskursie na temat terroryzmu, będąc uważanym za absurdalnego i nienormalnego. Spełnił jednak użyteczną rolę dla al-Qaidy gdy starała się ona zademonstrować metrykę postępu swoim arabskim zwolennikom: Gadahn pokazał, że ich atrakcyjność poszerzała się.

Al-Awlaki stworzył atrakcję dla amerykańskich mediów i wizerunek w kolektywnej amerykańskiej psychice jakich Gadahn stworzyć nie mógł. Jego wpływ najprawdopodobniej wynika z szerokiego grona odbiorców przesłania: lubienie al-Awlakiego nie oznacza, że popiera się al-Qaidę, ale popieranie al-Qaidy teraz oznacza, że prawdopodobnie lubi się al-Awlakiego, coraz bardziej popularną i prominentną postać wśród twardogłowych. Wnosi on zamieszanie do rozumienia standardowych granic wewnątrz ruchu. Zamazuje rozróżnienia w taki sposób, że dla wielu ludzi na Zachodzie obniża się bariera przystąpienia do al-Qaidy.

Właśnie z powodu nieokiełznanej "amerykańskości" al-Awlakiego i wpływu jaki coraz bardziej wydaje się on mieć w przekonywaniu muzułmanów na Zachodzie do przejścia do działania służy on za jedną z tych "przynęt", które jak uważa Abu Yahya przyciągną do Jemenu coraz to więcej amerykańskich środków, czasu i uwagi.

Amerykańscy decydenci muszą wobec tego być w pełni świadomi pułapki jaką al-Qaida ma nadzieję zastawić wykorzystując agentów-prowokatorów takich jak paczki-bomby czy kaznodzieje w stylu amerykańskim. Chociaż emocjonalnie kuszące jest ściganie al-Awlakiego po Jemenie za pomocą dron lub otwarte poparcie jemeńskiego wojska w jego staraniach o doprowadzenie go przed oblicze sprawiedliwości, długoterminowe konsekwencje mogłyby grać bezpośrednio na korzyść al-Qaidy.

To powiedziawszy, to gdzie leży główna wada strategii Abu Yahyi to założenie, że wsparcie USA dla Jemenu musi być publicznie rozgłaszane. Jeśli przeważy cierpliwość i jeśli administracja Obamy da czas, dyskrecję i potrzebne środki ekspertom od kontrterroryzmu, USA będą w stanie umocnić Jemen tak by pozostawał stabilny i silny w walce przeciwko al-Qaidzie.

 

Jarret Brachman jest specjalistą od kontrterroryzmu, autorem i wykładowcą publicznym z tytułem doktora Uniwersytetu Delaware. Były dyrektor badań w Combating Terrorism Center w West Point, obecnie pracuje na Uniwersytecie Stanu Północna Dakota i prowadzi prywatny konsulting ws. al-Qaidy dla klientów z i spoza rządu. W 2008 roku opublikował swoją pierwszą książkę zatytułowaną "Global Jihadism: Theory and Practice" i obecnie pracuje nad książką zatytułowaną "The Next Bin Ladin".

 

Copyright International Relations and Security Network

Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:

http://www.isn.ethz.ch/isn/Current-Affairs/ISN-Insights/Detail?lng=en&ots627=fce62fe0-528d-4884-9cdf-283c282cf0b2&id=125023&contextid734=125023&contextid735=125022&tabid=125022125023

 

Opis problemu terroryzmu w Jemenie na naszej stronie:

http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Jemen,problemy,Terroryzm

 

FOTO: Flickr user Ammar Abd Rabbo


Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów