Nieco ponad 50 lat temu Węgry walczyły przeciwko krwawej inwazji Armii Radzieckiej. Nieco ponad 20 lat temu przyspieszyły upadek Muru Berlińskiego przyznając uchodźcom z NRD swobodę przejazdu do RFN. Teraz Węgry świętują kolejne osiągnięcie w ich transformacji z komunistycznego satelity do demokratycznej republiki gdy 1 stycznia obejmują prezydenturę Unii Europejskiej, po raz pierwszy od wstąpienia do bloku w 2004 roku.
Przemawiając niedawno w Budapeszcie po spotkaniu z urzędnikami unijnymi premier Węgier Viktor Orban powiedział, że kluczowym priorytetem prezydentury jego kraju będzie rozszerzenie, które jak powiedział dało państwom takim jak jego własne motywację do uporządkowania swoich spraw wewnętrznych. "Chcielibyśmy przywrócić impet rozszerzenia UE", powiedział Orban. "Rozszerzenie pomoże rozwiązać sprawy wewnętrzne [nowych członków], bo ci, którzy się powiększają, rosną i rozszerzają wierzą w swoje perspektywy na przyszłość. A to czego Unia Europejska naprawdę dziś potrzebuje to mocno wierzyć w swoje własne perspektywy."
"Specjalny aromat"
Węgierscy urzędnicy mówią, że w szczególności chcieliby zamknąć rozmowy akcesyjne z Chorwacją do czasu zakończenia prezydentury 1 lipca. Chcieliby też sprawić by kwestia populacji Romów w Europie powróciła na forum ogólnej debaty w UE zamiast zaszufladkowania jej jako problemu unikalnego dla Europy Środkowej.
Co być może najistotniejsze, będą także dążyć do uchwalenia w prawie unijnym nowych, rygorystycznych środków gospodarczych by zapobiec powtórzeniu się kryzysów z deficytami w Grecji i Irlandii. Prezydentura Węgier dochodzi do skutku w niepewnym momencie, gdy UE stara się wydobyć z globalnego kryzysu gospodarczego. Budapeszt - który sam doświadczył gwałtownego wzrostu długu publicznego w ostatnich latach - stanie pod intensywną presją by zapewnić pomyślne przyjęcie nowych propozycji gospodarczych, jeśli nawet boryka się z opanowaniem swoich własnych finansów.
Koncentrując się na pozytywach podczas niedawnych rozmów w Budapeszcie, prezydent UE Herman Van Rompuy ostrzegł, że węgierska prezydentura może być trudna, ale nie bez nagród dla kraju wielbionego za sprawą jego wielobarwnego wkładu w europejską kulturę, w postaci np. kompozytora Franza Liszta, wina z Tokaju czy kostki Rubika. "Rotacyjna prezydentura często jest określana wyzwaniem - i tak jest. Ale widzę to nieco inaczej", powiedział Van Rompuy. "Myślę, że jest przede wszystkim szansą na zaprezentowanie Węgier Unii Europejskiej, na udowodnienie waszej gotowości do załatwiania wspólnych spraw we wspólnym interesie, oraz na dodanie specjalnego aromatu, z którego Węgrzy zawsze byli dobrze znani."
Ale wielu w UE obawia się, że ten "specjalny aromat", który Węgry wnoszą do prezydentury UE będzie miał gorzki posmak. Słowa poparcia Van Rompuya zostały wypowiedziane w chwili gdy węgierski parlament uchwalał nową ustawę medialną, która jak mówią krytycy zawróci kraj do poziomów kontroli państwowej z czasów komunistycznych.
Chroniąc media?
Nowe węgierskie prawo o usługach medialnych i komunikacji masowej przekaże kompetencje nadzoru nad wszystkimi mediami transmitowanymi, prasowymi i internetowymi nowej radzie ds. mediów złożonej wyłącznie z osób mianowanych z rządzącej partii Fidesz Orbana. Oczekuje się, że rada ta, która ma prawo nakładać zbiorcze kary wynoszące tysiące dolarów, użyje swoich nowych kompetencji do ochrony mediów przed nieokreślonymi atakami na "ludzką godność" i "niewyważone" relacje. Przywróci też uciążliwe procedury rejestracyjne, które wystawią media na presję państwową.
Nowe prawo zostało ostro skrytykowane przez krajowych dziennikarzy, wiele dzienników opublikowało w proteście puste strony tytułowe. Społeczność międzynarodowa również dała o sobie znać. OBWE stwierdziła, że prawo narusza standardy swobody mediów i niesie możliwość "uciszania krytycznych mediów i debaty publicznej w kraju." Organizacja monitorująca Freedom House oświadczyła, że ustawa byłaby "poważnym krokiem wstecz dla wolności prasy na Węgrzech."
Miklos Haraszti, węgierski pisarz i dziennikarz, który przez dwie kadencje pełnił funkcję przedstawiciela OBWE ds. wolności mediów i ostatnio był współwykładowcą kursu na temat globalnych kwestii prasowych na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku wraz z jego prezydentem Lee Bollingerem, nazywa nowe prawo medialne "wielką hańbą" - powrotem do restrykcji w stylu komunistycznym po dwóch dekadach pluralistycznego środowiska mediów.
"Rząd Viktora Orbana obarczył media zadaniem dostarczania 'właściwych relacji' rzeczywistości politycznej - takie jest sformułowanie", mówi Haraszti. "20 lat po tym jak demokracja zaczęła się w tym kraju ponownie wprowadzono to, co, filozoficznie, było najbardziej typowym założeniem byłego reżimu jednopartyjnego - że dziennikarstwo jest po to by służyć [jedności] narodu."
Wspólne wartości
Krok ten zaskoczył wielu, którzy pamiętają Orbana jako niezłomnego działacza antykomunistycznego i ostatnio popularną alternatywę dla głęboko skompromitowanego rządu socjalistów na Węgrzech, który z kretesem przegrał z Fideszem w wyborach parlamentarnych w marcu. Centroprawicowa partia Orbana teraz posiada superwiększość 2/3 w Zgromadzeniu Narodowym i ma władzę potrzebną do zmiany węgierskiej konstytucji - co też zrobiła by umożliwić przyjęcie nowego prawa medialnego. Orban wykorzystał również dominację jego partii do tego by obciąć fundusze narodowemu urzędowi kontroli i pozbawić kompetencji Sąd Najwyższy.
Takie posunięcia wywołały znaczną frustrację w innych państwach europejskich, które w potoku międzynarodowej krytyki widzą kłopotliwą sytuację dla prezydentury UE. 2011 to pierwszy rok, w którym 2 nowych członków UE będą dzierżyć prezydenturę - drugim będzie Polska - i węgierska kontrowersja skłania wiele "starych" państw europejskich do przywoływania zasady wspólnych wartości demokratycznych. Komisja Europejska bada nowe prawo, a niemiecki komisarz ds. praw człowieka Markus Loening wzywa Węgry do zrewidowania swojej polityki, mówiąc że wszystkie państwa członkowskie UE powinny "stać w obronie wolności prasy i aktywnie ją chronić." Guy Verhofstadt, były belgijski premier i wpływowy członek Parlamentu Europejskiego, mówi że jako prezydent UE Węgry "nie tylko muszą zaakceptować i aprobować, ale też bronić wszystkich zasad demokratycznych jakie my [w UE] wspólnie podzielamy."
Ale Haraszti mówi, że Orban wierzy, iż prezydentura jego kraju będzie miała "efekt łagodzący" na cały ten krytyczny zgiełk i stosownie do tego obliczył moment przyjęcia prawa medialnego. Haraszti twierdzi, że awans Węgier do wpływowej pozycji politycznej pośród rygorów medialnych powinien być sygnałem dla Unii Europejskiej, że musi ona zrobić więcej w wyznaczaniu konkretnych oczekiwań co do działań swoich członków jeśli zamierza utrzymać swoją reputację jako bastionu wartości demokratycznych. "Wewnątrz Unii Europejskiej narodziła się w pełni rozwinięta demokracja nieliberalna", mówi Haraszti. "Jest dla Europy absolutnie niezbędne by wystąpić naprzód i stworzyć jasne, odpowiedzialne kryteria pod względem wartości demokratycznych i skończyć z optymistycznym założeniem, że bycie wewnątrz Europy oznacza, z natury rzeczy, że wartości te nie będą łamane."
W wywiadach dla węgierskich mediów Orban odrzucił międzynarodowe potępienie, mówiąc że nowe prawo w jego kraju jest podobne do innych europejskich praw medialnych i dodając, że "krytyka z daleka lub z Europy Zachodniej nie przeraża nas." Ale w ostatniej chwili, 31 grudnia wicesekretarz stanu ds. europejskich Gergely Proehle zaprosił OBWE na rozmowy w sprawie prawa medialnego. Niemcy pochwaliły to posunięcie jako "krok we właściwym kierunku." Ale na chwilę obecną wątpliwości co do zaangażowania demokratycznego Węgier najprawdopodobniej przyćmią nastroje gdy państwo to obejmuje prezydenturę i gdy jego prawo medialne wchodzi w życie.
Copyright (c) 2010. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/hungary_democratic_credentials_doubt_eu_presidency/2264261.html
FOTO: Flickr user OECD