W przeddzień wizyty w USA prezydenta ChRL Hu Jintao obie strony podjęły szereg kroków mających poprawić atmosferę w stosunkach dwustronnych, ale przyćmiewa je coraz bardziej ewidentny wyścig zbrojeń.
Prezydent ChRL Hu Jintao przybywa w tym tygodniu do Waszyngtonu z państwową wizytą, jest to więc czas by nadać stosunkom chińsko-amerykańskim bardziej pozytywne oblicze, tym bardziej że miniony rok pełen był rozmaitych napięć, począwszy od mocno oprotestowanej przez Pekin sprzedaży amerykańskiej broni na Tajwan, przez amerykańskie zarzuty o zaniżanie wartości chińskiej waluty, po spory terytorialne Chin z azjatyckimi sojusznikami USA , w szczególności z Japonią. Potrzebę działań naprawczych potwierdzają wyniki grudniowego sondażu opublikowanego 17 stycznia w "China Daily", według którego ponad połowa Chińczyków twierdzi, że stosunki dwustronne pogorszyły się w 2010 roku (zresztą w 80% winą obarczając USA), a prawie 40% ocenia ich stan na "zły". Jednocześnie zdecydowanie większy odsetek Chińczyków przypisuje szczególne znaczenie relacjom z USA: 54% respondentów uznało je za "bardzo ważne" w porównaniu z 26% w 2009 roku [1].
Do ofensywy dyplomatycznej przystąpił sam prezydent Hu, który zdecydował się udzielić rzadkiego, korespondencyjnego wywiadu czołowym amerykańskim gazetom, "Washington Post" i "Wall Street Journal", w którym położył nacisk na potencjał tkwiący we współpracy chińsko-amerykańskiej w ogromnej ilości dziedzin, takich jak gospodarka światowa, integracja regionalna czy zwalczanie terroryzmu i zapobieganie proliferacji broni masowej zagłady. Hu stwierdził m.in., że oba państwa "mają do zyskania na zdrowych stosunkach chińsko-amerykańskich, a do stracenia na konfrontacji" i powinny "działać w fundamentalnych interesach obu naszych narodów i wspierać ogólne interesy światowego pokoju i rozwoju (...) powinniśmy porzucić zimnowojenną mentalność sumy zerowej, wzajemnie postrzegać rozwój w sposób obiektywny i rozsądny, wzajemnie szanować wybór ściezki rozwoju i realizować wspólny rozwój poprzez obustronnie korzystną współpracę." [2] Równocześnie Hu powiedział, że "nie można zaprzeczać, iż są pewne różnice i drażliwe kwestie" między oboma potęgami i w ostatnich dniach widać było starania, szczególnie po stronie chińskiej, o zminimalizowanie ich wpływu na obecną atmosferę na linii Pekin-Waszyngton. Przedstawiciele Chin nie wzięli udziału w przeglądzie irańskich obiektów nuklearnych zorganizowanym przez władze irańskie w dniach 15-16 stycznia dla wybranych dyplomatów akredytowanych przy Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (IAEA), a uważanym przez Zachód za próbę rozbicia jedności mocarstw w sprawie programu nuklearnego Iranu. Jak doniósł "Washington Post", mniej więcej od 20 grudnia władze chińskie złagodziły też swoją politykę wobec dysydentów i prawników zajmujących się prawami człowieka, zaostrzoną po tym jak 8 października Liu Xiaobo został ogłoszony laureatem Pokojowej Nagrody Nobla, zezwalając na bardziej swobodne poruszanie się i podróże za granicę [3].
Kolejnym krokiem służącym poprawie wzajemnych relacji miała być wizyta w Pekinie w dniach 9-12 stycznia sekretarza obrony USA Roberta Gatesa, jego pierwsza wizyta w Państwie Środka od listopada 2007 roku. Okazało się jednak, że dziedzina wojskowości, jak wiadomo jedna z najtrudniejszych w stosunkach Chiny-USA, nie zamierza się podporządkować mozolnie budowanemu pozytywnemu trendowi. Pobyt Gatesa zdominowany został przez wiadomość, która nie mogła zostać odczytana inaczej niż jako sygnał gotowości chińskiej armii do rzucenia wyzwania amerykańskiej potędze militarnej: na kilka godzin przed spotkaniem Gatesa z Hu doszło do pierwszego lotu prototypu niewidzialnego dla radarów chińskiego samolotu myśliwskiego J-20, co więcej, według relacji amerykańskich oficjeli Hu wydawał się nie mieć uprzedniej wiedzy o planach oblatania J-20 [4], co nasiliło spekulacje co do stopnia militaryzacji chińskiej polityki zagranicznej i skłoniło niektórych komentatorów do zadania sobie pytania, jaką tak naprawdę władzą dysponuje człowiek uważany przez niektórych za najpotężniejszego przywódcę na świecie [5]. Gates stwierdził co prawda 12 stycznia, że "zarówno cywilne jak i wojskowe przywództwo wydają się zdeterminowane nieść te stosunki dalej i rozbudowywać je" [6], ale dzień później w Japonii powiedział już, że dostrzegalne jest pewne "rozłączenie" między przywództwem wojskowym a cywilnym i dodał, że według jego wiedzy cywile nie byli także w przeszłości informowani o niektórych prowokacyjnych krokach Armii Ludowo-Wyzwoleńczej (PLA) - agresywnym zbliżeniu się chińskich jednostek do statku US Navy Impeccable w marcu 2009 roku i teście broni antysatelitarnej w styczniu 2007 roku [7].
Nie ma wątpliwości, że wielu wysoko postawionych oficerów chińskiej armii pała żądzą wykazania wyższości PLA nad US Armed Forces (USAF). Na początku zeszłego roku, kiedy w konsekwencji ogłoszonej 29 stycznia decyzji o sprzedaży dużego pakietu amerykańskiej broni Tajwanowi doszło do zamrożenia kontaktów wojskowych, w mediach można było usłyszeć bardzo prowokacyjne wypowiedzi chińskich wojskowych. Strateg PLA, pułkownik Meng Xianging mówił o konfrontacji w ciągu kolejnych 10 lat, "kiedy będziemy wystarczająco silni do walki wręcz z USA", a generał Yang Yi przekonywał, że "tym razem Chiny muszą ukarać USA" [8] Ale co jeszcze bardziej niepokojące dla Waszyngtonu, tego rodzaju retoryka ma coraz lepsze pokrycie w szybko zwiększających się możliwościach PLA, które muszą wpływać na amerykańskie kalkulacje strategiczne. Jeszcze we wrześniu 2009 roku Gates zapewniał, że mając do dyspozycji F-22, "zdecydowanie najlepszy myśliwiec powietrzny jaki kiedykolwiek wyprodukowano", USA utrzymają "panowanie w przestworzach przez kolejne pokolenie", dodając że "przewiduje się, że Stany Zjednoczone będą miały ponad 1000 F-22 i F-35 zanim Chiny wprowadzą do użytku swój pierwszy w pełni operacyjny myśliwiec piątej generacji - i luka ta powiększy się znacznie w latach 2020-tych" [9]. Gates nie był już tak optymistycznie nastawiony w przeddzień swojej wizyty w Chinach, gdy pojawiły się pierwsze zdjęcia prototypu J-20, i przyznał, że Chińczycy "są nieco dalej w rozwoju tych samolotów niż wcześniej przewidywał nasz wywiad" [10]. J-20 jest tymczasem tylko jednym z projektów w większej chińskiej strategii określanej przez Pentagon jako A2/AD (Anti Access/Area Denial), zmierzającej do uzyskania zdolności do uniemożliwienia, lub przynajmniej utrudnienia wprowadzenia znacznej ilości obcych jednostek wojskowych na obszar teatru wojennego, chociażby takiego jakim jest potencjalnie Cieśnina Tajwańska. Innym szczególnie istotnym elementem tych starań jest rakieta balistyczna DF-21D znana jako "zabójca lotniskowców", która prawdopodobnie niedawno osiągnęła wstępną gotowość operacyjną, jak powiedział w grudniu japońskiemu "Asahi Shimbun" dowódca U.S. Pacific Command admirał Robert Willard [11]. Pekin ma zresztą plany budowy własnego lotniskowca, co jak doniósł 17 grudnia "Financial Times" zostało ostatnio po raz pierwszy potwierdzone w oficjalnej chińskiej publikacji [12]. Amerykańscy wojskowi nie mają większych wątpliwości czyj potencjał militarny jest celem tej strategii - przewodniczący Połączonych Szefów Sztabów admirał Michael Mullen powiedział 12 stycznia, że "wiele z tych zdolności wydaje się konkretnie koncentrować na Stanach Zjednoczonych" [13].
Wspomagana szybko rosnącym budżetem wojskowym gwałtowna modernizacja chińskich sił zbrojnych i opracowywanie broni takich jak myśliwiec J-20 i rakieta DF-21D sprawia, że PLA sukcesywnie zmniejsza jakościowy dystans dzielący ją od USAF. Nawet Gates przyznał lecąc do Pekinu, iż Chińczycy "ewidentnie mają potencjał zagrożenia niektórym naszym możliwościom" i dodał, że "musimy na nich zwracać uwagę, musimy zareagować odpowiednio naszymi własnymi programami" [14]. Tak więc mimo iż ze względu na ograniczenia budżetowe Gates ogłosił 6 stycznia, że amerykańskie wydatki na obronność zostaną obcięte o 78 miliardów dolarów w ciągu kolejnych 5 lat, USA nie zamierzają oddawać pola w nabierającej tempa rywalizacji o prymat militarny w regionie Azji i Pacyfiku. Skontrowaniu chińskiej strategii A2/AD mają m.in. służyć wspólne prace US Navy i US Air Force nad kompleksową koncepcją ścisłego współdziałania na polu bitwy nazywaną Air-Sea Battle [15], obejmującą uzyskanie zdolności do przeprowadzania ataków lotniczych bardzo dalekiego zasięgu i w ten sposób zwiększenia odległości od Chin, z której do walki mogłyby włączyć się amerykańskie lotniskowce; koncepcja ta została wyszczególniona w najnowszym przeglądzie doktryny wojskowej USA (2010 Quadrennial Defense Review [16]) i potraktowana priorytetowo jako jeden z głównych środków umożliwiających skuteczne operacje wojskowe w środowisku A2/AD i służących utrzymaniu sprzyjającej równowagi wojskowej w regionie Azji i Pacyfiku. Zatem gdy Chiny dążą do jak najszybszego zmniejszenia dystansu militarnego do USAF, Amerykanie starają się temu przeciwdziałać własnymi programami wojskowymi i oczywiste jest, że kolejne lata będą okresem przyspieszającego wyścigu zbrojeń między oboma mocarstwami.
Opis stosunków Chiny-USA na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Chiny,stosunki_dwustronne,USA
[12] China reveals aircraft carrier plans, Kathrin Hille, Financial Times, 17 grudnia 2010.