Tlący się kryzys polityczny w Libanie groził wybuchem gdy libańscy sunnici zorganizowali 25 stycznia dzień protestów przeciw spodziewanej instalacji nowego, popieranego przez szyitów premiera. Demonstranci pojawili się w dużych ilościach na ulicach Bejrutu i sunnickiego bastionu Trypolisu gdy okazało się, że Nijab Mikati, przedsiębiorca-miliarder, uzyskał nieznaczną większość wśród deputowanych potrzebną do tego, by zastąpić na stanowisku premiera Saada Haririego po 2 dniach "konsultacji" parlamentarnych. Niektóre protesty przybrały formę przemocy: relacje telewizyjne pokazały tłum atakujący furgonetkę najwyraźniej należącą do satelitarnego kanału Al-Jazeera, podobno celem ataku stały się też inne ekipy telewizyjne.
Pośród tych wybuchów gniewu tłum skandował "Saad, Saad" wspierając Haririego, którego popierany przez Zachód i Saudyjczyków rząd upadł w zeszłym tygodniu kiedy ministrowie ze zbrojnego szyickiego ugrupowania Hezbollah zrezygnowali en masse w proteście przeciw odmowie wyrzeczenia się przez premiera trybunału Narodów Zjednoczonych prowadzącego śledztwo w sprawie zabójstwa jego ojca Rafika Haririego, byłego premiera, w 2005 roku. Oczekuje się, że trybunał oskarży członków Hezbollahu w swoich wnioskach końcowych, które jeszcze nie zostały upublicznione. Hezbollah, który jest popierany przez Iran i Syrię, potępił ONZ-owskie śledztwo jako motywowane politycznie i twierdzi, że jest ono manipulowane przez Stany Zjednoczone i Izrael.
Gra o władzę
Protesty podsyca powszechne przekonanie wśród sunnitów, że Hezbollah przeprowadził przewrót aby utworzyć wybrany przez siebie rząd. Mikati, 55-letni były premier i absolwent Harvardu, zareagował wezwaniem do spokoju. "Jako deputowany z Trypolisu wysyłam ten apel do wszystkich tam moich ludzi o samokontrolę i nie dawanie wciągania się w kłopoty", powiedział Mikati. "Wczoraj wyciągnąłem rękę do wszystkich. Nie chcę spierać się o to, czy to co się dzieje to spontaniczne czy zaplanowane wydarzenia."
Chociaż Mikati jest sunnitą - jak wymaga tego złożony system polityczno-wyznaniowy Libanu, który rezerwuje urząd premiera dla sunnitów, a inne urzędy dla pozostałych społeczności - mnóstwo jest podejrzeń, że został zainstalowany po to, by wykonywać polecenia Hezbollahu. W szczególności, mówi Paul Salem, dyrektor Carnegie Middle East Center w Bejrucie, będzie się od niego oczekiwać, że zrobi to, czego jego poprzednik nie zrobił i wyrzeknie się śledztwa ws. Haririego. "Społeczność sunnicka czuje, że jest odsuwana od władzy przez opozycję na czele z Hezbollahem. Są też bardzo zaniepokojeni próbą Hezbollahu zmuszenia libańskiego rządu do anulowania stosunków Libanu z trybunałem", mówi Salem. "Jesteśmy w okresie bardzo wysokiego napięcia pomiędzy oboma dużymi społecznościami, społecznością sunnicką i społecznością szyicką."
Salem dodaje: "Jest też ryzyko, że Hezbollah i Syria - gdy zdobędą większą władzę w Libanie - zmienią układ władzy i będą dążyć do powrotu do sytuacji sprzed odejścia Syryjczyków - sprzed 2005 roku - w której w zasadzie Syria w sojuszu z Iranem i Hezbollahem naprawdę dominowała w Libanie raczej całkowicie." Rząd Haririego, wyjaśnia Salem, upadł ponieważ były premier żądał by jego urząd został przekształcony w źródło realnej władzy politycznej niezależnej od Hezbollahu, co miało być ceną za odrzucenie śledztwa w sprawie śmierci jego ojca.
"Negocjacje między Arabią Saudyjską a Syrią naprawdę chciały układu", mówi Salem. "Z jednej strony Arabia Saudyjska naciskałaby na Saada Haririego by zerwał powiązania Libanu z trybunałem; ale w zamian Arabia Saudyjska i Saad Hariri chcieli paru rzeczy, co najważniejsze, żeby Saadowi Haririemu pozwolono na sformowanie rządu bez prawa weta dla opozycji w jego rządzie. Innymi słowy, żeby pozwolono Saadowi Haririemu odzyskać władzę sunnickiego urzędu premiera i dominującą rolę nad rządem, czego opozycja nie chciała zaakceptować."
W oczekiwanej nominacji Mikatiego - uzyskanej przy poparciu 68 ze 128 libańskich parlamentarzystów - pomogły głosy lidera Druzów Walida Jumblatta i kilku członków jego 11-osobowego bloku. Jumblatt ostatnio publicznie udzielał poparcia Hezbollahowi i Syrii, mimo że poprzednio był z nimi skłócony.
Unikanie niebezpieczeństwa
Nadim Shehadi, associate fellow ds. bliskowschodnich w londyńskim think tanku Chatham House, mówi że zaznaczenie siły przez Hezbollah odzwierciedla to, że "wpływy USA w całym regionie od jakiegoś czasu obsuwają się", ale dodaje, że oskarżenia sunnitów o szyicki przewrót są nieuzasadnione.
"Sytuacja w Libanie odzwierciedla tę równowagę sił i działania opozycji także ją odzwierciedlają; ale w pewnym sensie działania opozycji w Libanie są realizowane w bardzo konstytucyjny sposób", mówi Shehadi. "Jak dotąd to co widzimy to proces konstytucyjny. Nie jest to tak naprawdę zamach stanu jak nazywają to niektórzy ludzie. Jest to prawdopodobnie jedyny kraj w regionie [Bliskiego Wschodu], w którym trzeba poczekać na wynik konstytucyjnego procesu selekcji by wiedzieć kto będzie premierem."
W centrum wydarzeń, mówi Shehadi, jest tocząca się walka o wpływy między USA a Iranem, która zaczęła się na początku lat 80-tych, kiedy Hezbollah - popierany przez Teheran - zmusił kontyngent amerykańskich marines do wycofania się z Libanu. "Ogólna równowaga sił i ogólny konflikt w regionie mogą być postrzegane jako irański konflikt ze Stanami Zjednoczonymi o wpływy i nie jest tajemnicą, że Iran (...) zdobywa przewagę od 2003 roku [kiedy USA dokonały inwazji na Irak]", mówi Shehadi. "Lebanon w szczególności jest jeszcze bardziej istotny, bo w Libanie jest to druga runda konfrontacji."
Bieg przyszłych wydarzeń w Libanie, pisze Salem, zależy od treści raportu ONZ-owskiego trybunału i od tego, czy zostanie on upubliczniony. Wniosek konkludujący, że Hariri został zabity z rozkazu Iranu wpędziłby to państwo w totalny kryzys, uważa Salem. W kontekście tego i konfrontacji między Teheranem a Waszyngtonem istnieje niebezpieczeństwo, że libański konflikt podąży podobną ścieżką jak w Iraku, mówi Salem. Podkreśla on "powiązania" między tymi dwoma konfliktami.
"Jest bardzo trudna kwestia wyznaniowa, która odnosi się do równowagi sił i formuł podziału władzy między społecznościami sunnickimi i szyickimi. Kiedy wybuchają samochody-pułapki, albo zamachowcy-samobójcy zabijają ludzi na podstawie wyznaniowej w Bagdadzie, z pewnością nie pomaga to sprawom w Bejrucie", mówi Salem. "Iran i Arabia Saudyjska i Syria - wszystkie one rywalizują o wpływy w Iraku jak również w Libanie. I wreszcie, USA i Iran mają dużo sprzecznej rywalizacji, czasami w Iraku, a teraz, w tej kwestii, tutaj w Libanie. Oba państwa [Liban i Irak] mają problemy wyznaniowe, które są powiązane z kwestiami regionalnymi i nie mają wystarczającej suwerenności by chronić się przed rywalizacją mocarstw zewnętrznych wpływającą na nich wewnętrznie."
Copyright (c) 2011. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/lebanon_close_brink_hizballah_asserts_strength/2286999.html
Opis kryzysu wewnętrznego w Libanie na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Liban,problemy,Kryzys_wewnetrzny
FOTO: Flickr user Paul Keller