Ostatnie spotkanie prezydentów Rosji i USA w czarnomorskim kurorcie Soczi przebiegło w bardzo pozytywnej atmosferze, ale nie przyniosło przełomu w źle ostatnio układających się stosunkach dwustronnych.
Szczyt Bush-Putin, będący ich 28. spotkaniem od czerwca 2001 roku i najprawdopodobniej ostatnim w charakterze głów państw, miał podkreślić wyjątkową bliskość i wciąż ciepłe stosunki obu przywódców. Przemawiając na wspólnej konferencji prasowej w Soczi, Putin chwalił Busha za takie zalety charakteru jak „szczerość, otwartość i zdolność do słuchania rozmówcy” i podsumowując swoje relacje z Bushem stwierdził: „Przez wszystkie te lata kierowała nami szczera aspiracja do konsolidacji partnerstwa i wzajemnego zrozumienia między dwoma wielkimi narodami i otworzenia nowych horyzontów współpracy. Bardzo podziękowałem George’owi za to, że mogliśmy dużo osiągniąć pod tym względem, z jego osobistym udziałem i wsparciem.” Według słów Putina, Bush okazał się ponadto „doskonałym tancerzem”, gdy doszło do spotkania obu prezydentów z rosyjską trupą folkową. Bush rewanżował się własnymi komplementami, m.in. uznając ich ostatni szczyt za „nostalgiczne” wydarzenie i określając Putina „kochającym swój kraj silnym przywódcą.” Bush wyraził poparcie dla starań Rosji o przyjęcie do Światowej Organizacji Handlu (WTO) i Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), a także zniesienia zimnowojennej poprawki Jacksona-Vanika, uniemożliwiającej uzyskanie przez Rosję statusu państwa najbardziej uprzywilejowanego w stosunkach handlowych. Kulminacyjnym momentem szczytu było podpisanie rankiem 6 kwietnia 11-stronicowej deklaracji wytyczającej ramy strategicznych stosunków między oboma państwami. Następnie Bush optymistycznie wypowiadał się na temat zapisów dotyczących amerykańskich planów stworzenia systemu obrony przeciwrakietowej, czyli jednej z najtrudniejszych i najbardziej konfliktowych kwestii w stosunkach dwustronnych, uznając nawet za „znaczący przełom” wspólnie wyrażone zainteresowanie systemem, „w którym Rosja, USA i Europa uczestniczyłyby jako równi partnerzy.” Jednak wydaje się, że mimo entuzjastycznej retoryki postęp w tej kwestii jest wątpliwy. Deklaracja powtarza sprzeciw Moskwy wobec planowanego zainstalowania w Czechach radaru śledzącego a w Polsce pocisków przechwytujących, a proponowane przez USA środki budowy zaufania, takie jak np. odłożenie aktywacji całego systemu do momentu wykazania rzeczywistego zagrożenia rakietowego ze strony Iranu, mają służyć jedynie „złagodzeniu rosyjskich niepokojów.” Jak powiedział Putin pod podpisaniu deklaracji „nie chodzi o dyplomatyczne formuły słowne, ale istotę problemu. (...) Nasze fundamentalne podejście do planów amerykańskich nie zmieniło się.” Putin wskazał też na szereg innych problemów spornych, których nie udało się załatwić na szczycie w Soczi, m.in. stojące w martwym punkcie negocjacje na temat redukcji arsenałów nuklearnych. Na poważny punkt zapalny w stosunkach rosyjsko-amerykańskich wyrosła tymczasem kwestia dalszego rozszerzenia NATO, na byłe republiki radzieckie Ukrainę i Gruzję. USA są gorącym orędownikiem przyznania im Planu Działania na rzecz Członkostwa w NATO (MAP). I co prawda na szczycie w Bukareszcie 3 kwietnia ze względu na opór kluczowych państw europejskich (Niemiec, Francji, Włoch i Hiszpanii) nie wystosowano zaproszeń dla Ukrainy i Gruzji, to jednak kwestia ta ma być ponownie poruszona na spotkaniu ministrów spraw zagranicznych państw NATO w grudniu tego roku, jeszcze za kadencji Busha, i nawet mający obiekcje Europejczycy wydają się skłaniać ku przyznaniu MAP Gruzji i Ukrainie na następnym szczycie NATO, w 2009 roku w Niemczech i Francji. W deklaracji przyjętej na szczycie bukaresztańskim stwierdzono, że Gruzja i Ukraina „staną się członkami NATO.” Jak doniósł dziennik „Kommersant”, podczas szczytu NATO-Rosja 4 kwietnia rozjuszony taką perspektywą Putin wręcz stracił panowanie nad sobą, wykrzykując pod adresem Busha, że „Ukraina nawet nie jest państwem”, gdyż większość jej terytorium została „podarowana” przez Rosję. Putin miał stwierdzić nawet, że w przypadku przyjęcia Ukrainy do NATO przestałaby ona istnieć jako państwo, gdyż Rosja rozbudziłaby separatystyczne nastroje na Krymie. Dzień wcześniej w upublicznionym przez rosyjskie MSZ liście do przywódców Abchazji i Osetii Południowej Putin obiecał „dalsze poszerzenie i pogłębienie wszechstronnej pragmatycznej współpracy” z separatystycznymi prowincjami Gruzji. W sumie więc, mimo pokazu pozytywnej chemii między Bushem i Putinem w Soczi, realne różnice interesów między Rosją a USA, których eskalacja wiosną 2007 roku skłoniła wielu obserwatorów do wieszczenia nowej „Zimnej Wojny”, nie uległy zmniejszeniu. Kontynuacja przez USA takich elementów polityki zagranicznej, jak instalacja taczy antyrakietowej w Europie Wschodniej i rozszerzenie NATO na obszar poradziecki musi prowadzić w Rosji do nasilenia zarzutów o wskrzeszenie przez Waszyngton zimnowojennej polityki powstrzymywania. Wydaje się więc, że w kolejnych miesiącach nie będzie brakowało napięć w stosunkach dwustronnych Rosja-USA, jak też szerzej w stosunkach Rosji z Zachodem.
|