Bractwo Muzułmańskie: radykalni islamiści czy niechętni demokraci?
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Bractwo Muzułmańskie: radykalni islamiści czy niechętni demokraci?
Robert Tait RFE/RL 2011-02-01 22:58:17

Przez ponad 30 lat widmo rewolucji irańskiej, z fundamentalistami islamskimi obalającymi strategicznie ważny i przyjazny rząd, prześladowało zachodnich decydentów na Bliskim Wschodzie. Teraz ciężki strach przed katastrofalną powtórką spektakularnie powrócił do życia za sprawą zamieszek w jakich pogrążył się Egipt. Zamiast sił sprzyjających Chomeiniemu, które wprowadziły teokratyczne rządy mułłów w Iranie w 1979 roku, w dzisiejszym Egipcie mamy Bractwo Muzułmańskie - przynajmniej w opinii wyrażanej przez niektórych przywódców zachodnich.

Sama nazwa wzbudza strach

Już sama nazwa - zalatująca dla liberałów nietolerancyjną, sztywną odmianą religijnego autorytaryzmu - zdaje się wzbudzać strach w ich sercach. Grając na zwłokę wezwaniami do "uporządkowanego przejścia" od autokratycznego - i prozachodniego - reżimu prezydenta Hosniego Mubaraka, przedstawiciele USA sygnalizują, że prezydent Barack Obama żywi obawy, iż jakikolwiek nowy rząd może zostać zdominowany przez Bractwo lub inne siły islamistyczne.

Brytyjski sekretarz ds. zagranicznych William Hague wygłosił ten niepokój bez ogródek 30 stycznia, kiedy powiedział: "Z pewnością nie chcielibyśmy widzieć rządu opartego na Bractwie Islamskim". Nawet aktor Omar Sharif, najsławniejsza międzynarodowa osobistość z Egiptu i jedna z gwiazd epickiego filmu Davida Leana "Lawrence z Arabii" z 1962 roku, okazał zaniepokojenie co do przyszłości kiedy wzywał Mubaraka do rezygnacji. "Nie chcę Bractwa Muzułmańskiego. Byli w pułapce, a teraz zaczynają wychodzić na zewnątrz", Sharif powiedział Reutersowi. "Mają 20 procent populacji", dodał odnosząc się do ostatniego osiągnięcia wyborczego Bractwa, "i to mnie przeraża".

Obawy te jeszcze bardziej podsyciły doniesienia, że setki więzionych członków Bractwa znalazło się wśród tysięcy więźniów, którzy zbiegli podczas masowej ucieczki z 4 egipskich więzień podczas weekendu. Były wśród nich 34 czołowe postacie organizacji, aresztowane przez reżim Mubaraka gdy próbował on stłumić masowe protesty z zeszłego tygodnia.

Założone w latach 1920-tych

To dość nieprzyjemne położenie jak na najstarszą i największą organizację islamistyczną Egiptu. Założone w 1928 roku przez Hassana al-Bannę, pierwotnie w celu rozpowszechniania islamskiej moralności i dobrych uczynków, ugrupowanie to później wdało się w walkę o zakończenie brytyjskiej kontroli kolonialnej i usunięcie zachodnich wpływów z Egiptu. Określając się przez slogan "Islam jest rozwiązaniem", jego deklarowanym celem jest stworzenie państwa opartego o prawo szaria.

Lecz jak mówi Fawaz Gerges, dyrektor Centrum Bliskiego Wschodu w London School of Economics, radykalna historia Bractwa nie powinna przesłaniać zachodnim decydentom faktu, że przekształciło się ono w nowoczesną, pragmatyczną siłę. Gerges uważa, że głównym celem ugrupowania jest odsunięcie Mubaraka - który wykorzystał międzynarodowe i krajowe obawy o cele Bractwa by brutalnie dławić jego członkostwo.

"Bractwo Muzułmańskie chce pozbyć się Mubaraka. Ponadto Bractwo chce odgrywać kluczową rolę w procesie politycznym, nie ma co do tego wątpliwości", mówi Gerges. "Ale Bractwo Muzułmańskie stawia sprawę bardzo jasno: nie jesteśmy wyposażeni, nie jesteśmy gotowi by rządzić Egiptem, więc nie ma kwestii czy Bractwo Muzułmańskie chce przejąć władzę".

Akceptowanie ElBaradei...

Na dowód nowego realizmu Bractwa komentatorzy wskazują na zaakceptowanie przezeń laureata Nagrody Nobla i byłego szefa Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (IAEA) Mohameda ElBaradei, ewidentnie świeckiej jednostki, jako twarzy opozycji do prowadzenia negocjacji w sprawie odsunięcia Mubaraka. Przywódcy Bractwa celowo schowali głowę i unikają odgrywania przywódczej roli w rozruchach, mówią analitycy.

Maha Azzam, associate fellow w programie Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej w londyńskim think tanku Chatham House, mówi że organizacja ta przyjęła umiarkowaną, reformatorską linię zarówno przed jak i podczas obecnych protestów: "Postawą Bractwa Muzułmańskiego było i jest w tej chwili wezwanie do reform politycznych i inkluzywnego ładu politycznego, który obejmuje wszystkie partie polityczne", mówi Azzam. "Trzeba pamiętać też, że kiedy ElBaradei apelował o podpisy pod jego [stroną] na Facebooku wzywającą do reform Bractwo Muzułmańskie pomogło mu zebrać te podpisy. Więc są wspólne interesy i myślę, że na tym etapie są skłonni współdziałać w celu obalenia reżimu".

Ten ton rozsądku i kompromisu podkreśla Mohamed Habib, były wicelider Bractwa, który odrzuca sugestie, że celem Bractwa jest stworzenie islamskiej teokracji wzorowanej na Iranie. "Nie, oczywiście [nie]", mówi Habib. "Chcemy demokratycznego rządu opartego na autentycznej pluralności politycznej i pokojowym obiegu władzy - rządu, który uważa naród za źródło władzy i kompetencji. Wierzymy w podział między sądowniczymi, ustawodawczymi i administracyjnymi instytucjami w państwie". Stosunki ze Stanami Zjednoczonymi, mówi Habib, powinny pozostać przyjacielskie dopóki są "oparte na wzajemnym poszanowaniu i równości, co przynosi dobrobyt, pokój i bezpieczeństwo obu narodów".

...ale jeszcze nie jako twarzy nowego Egiptu

Ale tak samo jak zasady mogą być otwarte na kompromis, pragmatyzm też ma swoje granice. Chociaż Bractwo nie ma problemów z uznaniem liberalnego ElBaradei za de facto lidera opozycji, jest dużo mniej przekonane do niego jako twarzy nowego Egiptu w długim okresie czasu.

Zapytany przez RFE/RL czy jego ugrupowanie popiera ElBaradei jako następnego prezydenta Egiptu, Habib stanowczo stawia krzyżyk. "Nie. Oczywiście jesteśmy przeciwni personalizacji tej kwestii w taki sposób. Musi być rząd przejściowy, rząd ocalenia. Nie ma obiekcji przeciw ElBaradei będącemu członkiem tego rządu. Ale jak żądają demonstranci, przed ustanowieniem takiego rządu prezydent powinien zrezygnować".

Inne osobistości Bractwa odrzucają zachodnie obawy dotyczące państwa islamskiego. Kamel el-Helbawy, kolejny z wysokich rangą członków ugrupowania, powiedział Reutersowi, że Egipt wchodzi w "nową erę wolności i demokracji". "To jest ważniejsze niż ogłoszenie, że 'nastaje nowa era islamistyczna', bo wiem, że islamiści nie byliby w stanie władać Egiptem samodzielnie", powiedział el-Helbawy. "Powinniśmy i będziemy współpracować - muzułmanie, lewicowcy, komuniści, socjaliści, sekularyści".

Co z Camp David?

Dla przywódców zachodnich pytaniem za 100 punktów jest stanowisko Bractwa względem układów pokojowych Camp David z 1979 roku z Izraelem, które kosztowały życie poprzednika Mubaraka, Anwara Sadata, z ręki islamistycznego zamachowca. Bractwo mówi, że poddałoby tę kwestię pod referendum gdyby zdobyło władzę.

Habib, być może dając wyraz akceptacji przez Bractwo faktu, że mało prawdopodobne są jego samodzielne rządy, sugeruje że sprawa ta powinna zostać rozstrzygnięta przez parlament wyłoniony w wolnych wyborach: "Jest to kwestia, w której każdy rząd powinien powrócić do instytucji ustawodawczych wybranych przez naród w wolnych, sprawiedliwych i przejrzystych wyborach".

Jak dotąd bardzo to demokratyczne. Lecz mimo że podobieństwa między dzisiejszym Egiptem a Iranem z lat 1970-tych mogą być nieścisłe, zachodni politycy będą mieli na uwadze, że irańska republika islamska została obwieszczona środkami demokratycznymi - w formie powszechnego głosowania w referendum. Same umiarkowane słowa najpewniej nie przepędzą widm straszących Zachód.


Copyright (c) 2011. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.

 

Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:

http://www.rferl.org/content/muslim_brotherhood_feature/2293237.html


FOTO: Flickr user darkroom productions


Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów