Turcja rzadko była takim źródłem inspiracji. Niegdyś znana w schyłkowym okresie Imperium Ottomańskiego jako "chory człowiek Europy", teraz dumnie pretenduje do tego budzącego zazdrość statusu międzynarodowego - wzoru, do którego wszyscy inni muszą aspirować.
Przy prezydencie Egiptu Hosnim Mubaraku pokonanym przez siły rebelii ludowej i dużej części świata arabskiego w różnych stadiach fermentu politycznego, nagle wszystkie drogi prowadzą do Ankary - czy też może raczej do Stambułu, byłej stolicy ottomańskiej i, z jej olśniewającym szykiem meczetów, duchowym domem rządzącej Turcją Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP).
A to dlatego, że to właśnie AKP, konserwatywna partia zakorzeniona w politycznym islamie, oraz jej lider Recep Tayyip Erdogan - niegdysiejszy radykalny islamista i eks-burmistrz Stambułu - zyskują pochwały za rzekome modernizowanie i demokratyzowanie tego kraju 73 milionów ludzi oraz nieustępowanie w wysiłkach o uzyskanie członkostwa w Unii Europejskiej.
Kluczowe w tym są dążenia do osłabienia roli tureckiego wojska, którego tradycyjna rola jako arbitra w polityce kraju przejawiała się w odsunięciu 4 wybranych rządów w ciągu minionych 50 lat. We wrześniu 2010 roku rząd Erdogana zebrał słowa pochwały od UE i innych źródeł zachodnich za serię poprawek konstytucyjnych - przyjętych w referendum - które pozwoliły na sądzenie poprzednio nietykalnych oficerów armii w sądach cywilnych i zniosły immunitet prawny najwyższego dowództwa zamieszanego w krwawy przewrót z 1980 roku.
Turecki proces demilitaryzacji posiada szczególny wydźwięk dla Egiptu, gdzie wysokie dowództwo wciąż popularnych i potężnych sił zbrojnych sprawuje władzę po rezygnacji Mubaraka w dniu 11 lutego. Siły zbrojne Egiptu muszą teraz zdecydować jak daleko pójść z demokracją i przejściem do rządów cywilnych w obliczu różnorodnego spektrum politycznego, które zawiera w sobie proislamistyczne Bractwo Muzułmańskie.
Droga turecka
Cengiz Aktar, profesor studiów UE na Uniwersytecie Bahcesehir w Stambule, widzi symboliczne znaczenie - i potencjalną inspirację dla Egiptu - w fakcie, że to byli islamiści demilitaryzują Turcję. "Demilitaryzacja nastąpiła w różnych formach w regionie Morza Środziemnego. Mieliśmy przypadki hiszpańskie, portugalskie i greckie", mówi Aktar. "W Turcji zostało to osiągnięte, i wciąż jest w trakcie osiągania, przez polityczny islam, ponieważ nie było innej siły, która by to zrobiła, a także, jako że retoryka i ideologia wojskowa zawsze określały polityczny islam wrogiem kraju, zatem polityczny islam stał się, być może mimowolnie, siłą polityczną, która [sic] musiała zdemilitaryzować i znormalizować turecką demokrację."
Jednocześnie AKP - które będzie się ubiegała o trzecią kolejną kadencję w tegorocznych wyborach powszechnych - zasługuje na pochwałę za poszerzenie zakresu demokracji, mówi Aktar, tym samym łagodząc obawy, że wybór opartej na islamizmie partii nieuchronnie oznacza nastanie prawa szaria. "Polityczny islam w Turcji pozwolił grupom zmarginalizowanym, poddanym ostracyzmowi grupom wiernych na bycie aktorami w życiu publicznym tego kraju. Te grupy były literalnie wykluczone z życia politycznego i z życia gospodarczego", mówi Aktar. "Polityczny islam był wyjątkowo pomocny we włączeniu tych ludzi [sic], w ten sposób poszerzając bazę socjalną i społeczną elektoratu."
Nietolerancyjni dla odmienności poglądów
Lecz dla wielu ten pogląd jest, w najlepszym razie, niepełny i pomija mnogość wykroczeń rządu Erdogana. Przeciwnicy AKP zarzucają jej, że zamiast liberalizowania i demokratyzowania Turcji subtelnie podważa świecki porządek polityczny kraju, zapisany mu w spadku przez założyciela współczesnej republiki tureckiej, Mustafę Kemala Ataturka.
AKP stanowczo zaprzecza temu zarzutowi i czasami podkreśla swoje racje podając zagranicznym dziennikarzom alkohol podczas organizowania briefingów dla mediów. Ale bardziej niepokojąca jest historia jej dotychczasowych rządów, podczas której dochodziło do ataków na wolność mediów - w tym wsadzania do więzień mnóstwa dziennikarzy oraz setek oficerów wojskowych w służbie czynnej i emerytowanych w związku z dwoma powiązanymi ze sobą domniemanymi spiskami, których prawdziwości jeszcze nie udowodniono.
Gareth Jenkins, bazujący w Stambule specjalista od tureckich spraw bezpieczeństwa, mówi że Turcja bynajmniej nie jest modelem dla Egiptu, natomiast oba państwa przypominają siebie wzajemnie jeśli chodzi o stosowanie represji policyjnych. "To co widzimy ostatnio w Turcji to restrykcje wobec mediów opozycyjnych, które obejmowały olbrzymie kary podatkowe dla głównej niezależnej grupy medialnej [Dogan] wynoszące ponad 2,5 miliarda dolarów. Widzimy jak rząd wymusza na niektórych ze swoich krytyków utratę ich miejsc pracy w niektórych z innych gazet", mówi Jenkins. "Widzimy dużo przypadków, gdzie ludzie aresztują ludzi i oskarżają ich o robienie rzeczy, których bardzo często ewidentnie nie zrobili. Więc widzimy jak policja lub sympatycy rządu w siłach policyjnych są wykorzystywani do dławienia opozycji wobec partii rządzącej w Turcji."
Demokratyczna, ale tylko na ten czas?
Z pewnością Erdogan - premier Turcji i człowiek kiedyś uwięziony za wyrecytowanie islamistycznego wiersza - wydaje się być dość niespodziewanym demokratą i przyjacielem Zachodu. Jako burmistrz Stambułu w latach 1990-tych porównał demokrację do tramwaju: "Jedziesz nim dopóki nie dotrzesz do swojego celu, wówczas wysiadasz."
Nawet jeszcze w 2010 roku - po rzekomym przyjęciu bardziej umiarkowanych poglądów - wydawał się ambiwalentny co do wartości demokracji w wywiadzie dla "The Wall Street Journal", określając ją jako "narzędzie". "Celem jest szczęśliwość narodu", powiedział Erdogan. "Demokracja, wszystkie inne systemy, i wszystkie religie - są one wszystkie narzędziami dla szczęśliwości i pokoju narodu. Nie mówię, że tylko demokracja, mówię o wszystkich systemach, wszystkich rodzajach rządów, religiach - wszystkich z nich. Wszystkie z nich są narzędziami."
Równocześnie Erdogan podniósł rangę swoją i Turcji wśród państw arabskich i muzułmańskich przyjmując antyzachodnie postawy, takie jak atakowanie Izraela i zdecydowane bronienie programu nuklearnego Iranu. Parę dni po wezwaniu Mubaraka do usłuchania protestów przeciwko niemu Erdogan odwiedził prezydenta Syrii Baszara Assada, którego antyzachodni reżim jest krytykowany jako nawet jeszcze bardziej represyjny niż egipski.
"Kiedy patrzy się na to co dzieje się w Egipcie, gdzie mamy despotyczny reżim, mamy elitę, która wzbogaciła się kosztem masy ludzi, widzimy jak dokładnie te same rzeczy dzieją się w Turcji, gdzie ludzie bliscy elicie rządzącej teraz zdobywają wszystkie kontrakty rządowe", mówi Jenkins. "I oczywiście, sam rząd tak naprawdę osiągnął swoją regionalną dominację, czy też prymat, poprzez atakowanie Zachodu. Jest to zaiste jedna z ironii, że ludzie stawiają Turcję za wzór kiedy [jeśli] spojrzy się na wszystkie indywidualne kryteria, wszystkie te wyznaczniki, to Turcja faktycznie szła wstecz w ciągu kilku ostatnich lat."
Odsuwanie wojska na bok
Nie mniej ironiczny jest fakt, że zdyskredytowane teraz siły zbrojne - razem z sądownictwem, które także jest skłócone z AKP - tradycyjnie były czynnikiem zbliżającym Turcję do Zachodu, zgodnie z zamysłem Ataturka. Jednym z zarzutów często wysuwanych przez krytyków AKP jest to, że program wewnętrznych reform politycznych - publicznie usprawiedliwiany jako konieczny by spełnić kryteria członkostwa w UE - jest niczym więcej jak przykrywką umożliwiającą podkopanie pozycji wojska i jego świeckich sojuszników we władzy sądowniczej. Rezultatem, mówi Jenkins, jest proces demilitaryzacji, który nie doprowadził do większej demokracji, lecz jeśli już to przedstawia Turcję jako model, którego Egipt powinien raczej unikać, a nie kopiować.
"To co widzieliśmy w Turcji w ciągu kilku ostatnich lat to demilitaryzacja sfery politycznej, ale nie widzimy poprawy w demokratyzacji i myślę, że bardzo niebezpieczne jest, kiedy patrzymy na społeczeństwo takie jak Egipt, które jest zdominowane przez wojsko, zakładać że jeśli oni odejdą to nieodzownie otrzymamy demokratyzację", mówi Jenkins. "To nie jest to, co dzieje się w Turcji, gdzie pod wieloma względami to czego jesteśmy świadkami w kilku ostatnich latach to zmiana z reżimu autorytarnego zdominowanego przez wojsko na zdominowany przez cywilów."
Copyright (c) 2011. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/analysis_turkey_as_model_for_egypt/2310086.html