Nie pozwólmy światu zapomnieć o obietnicach wobec afgańskich kobiet
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Nie pozwólmy światu zapomnieć o obietnicach wobec afgańskich kobiet
Tanya Goudsouzian i Helena Malikyar RFE/RL 2011-03-08 22:43:32

Talibski minister powiedział kiedyś, że kobieta jest "jak kwiat, róża", która musi być trzymana w domu dla własnej przyjemności. "Podlewasz ją i trzymasz w domu dla siebie, by patrzeć na nią i wąchać", powiedział Wakil Ahmed Muttawakil, który pełnił funkcję ministra spraw zagranicznych gdy Afganistanem rządzili Talibowie. "Nie ma być wynoszona z domu by ją wąchano."

Jednak po obaleniu Talibów w 2001 roku węchowe zmysły Muttawakila miały zostać przytłoczone nagłym przypływem kwiecistego aromatu gdy wpływowe afgańskie postacie feministyczne - Sima Samar, Amena Afzali, Fatima Gailani, Sohaila Siddiq i inne - wyrosły na afgańskiej scenie politycznej.

Niestety, widok kobiet żebrzących by zdobyć pieniądze na nakarmienie swoich głodujących rodzin także stał się codziennością na ulicach afgańskiej stolicy. Lata zamknięcia w domu, przerwanej edukacji, zabitych lub okaleczonych mężów i ojców, oraz brak perspektyw na godziwe zatrudnienie powodują, że dziesiątki tysięcy afgańskich kobiet odchodzi od zmysłów nie mając innego wyjścia jak upokarzać się zabieganiem o dobroczynność obcych. Według Funduszu Narodów Zjednoczonych na rzecz Kobiet (UNIFEM) w samym tylko Kabulu jest około 30-50 tysięcy wdów po ofiarach wojny, większość z nich w wieku trzydziestu kilku lat, a 94% z nich nie umie czytać ani pisać.

W listopadzie 2001 roku, kiedy politycy zbierali się w Bonn w Niemczech by rozmawiać o posttalibskim Afganistanie, na ustach wszystkich były takie slogany jak "budowa narodu", "prawa człowieka" i "prawa kobiet". Porozumienie z Bonn zakończyło się mocnym zobowiązaniem społeczności międzynarodowej do cofnięcia dekad zniszczeń dla afgańskiego społeczeństwa i kultury i wprowadzenia tego kraju na ścieżkę prowadzącą do rozwoju społecznego.

Na niższej półce

W kolejnych latach dużo uwagi zwracano na garść uprzywilejowanych kobiet afgańskich, które zajęły bardzo widoczne role na afgańskiej arenie politycznej. Obiektywy skupiały się też na przykładach sukcesu kilkudziesięciu przeciętnych afgańskich kobiet, które stały się drobnymi przedsiębiorcami dzięki różnym inicjatywom wspomaganym przez zagraniczne organizacje pozarządowe i fundusze z USAID i innych instytucji zachodnich. Pomimo krytyki, że wysiłki te głównie zrobiły z afgańskich kobiet szwaczki i tkaczki, ostatecznie chodziło o to, że kobietom tym dano uczciwą szansę zarobienia na życie i godnego nakarmienia swoich rodzin.

10 lat i 300 miliardów dolarów później - i pomimo obfitości optymistycznych raportów i statystyk - te szlachetne cele zostały przeniesione na niższą półkę. Oczywiste jest, że wysiłki społeczności międzynarodowej w zakresie odbudowy w większości ominęły kobiety i dziewczęta. Niezręcznie próbując uwolnić się od bałaganu jakim stała się ta "dobra wojna", brytyjscy i amerykańscy politycy zmienili swoją retorykę z praw i demokracji na pozostawienie "plemiennego narodu afgańskiego" jego własnym normom kulturowym.

Co było do przewidzenia, tak samo zrobił prezydent Afganistanu Hamid Karzai, którego uwagę przykuwa wszystko oprócz kwestii kobiet gdy jego rząd - zanurzony w szambie skandali korupcyjnych - zmaga się z pogarszającymi się warunkami bezpieczeństwa w całym kraju. Jako że zachodni dostarczyciele pomocy stonowali swoje nalegania odnośnie praw kobiet, Karzai też zaczął odchodzić od tej kwestii, być może dlatego, że w ogóle po pierwsze w nią nie wierzył, albo być może dlatego, że odwoływanie się do konserwatywnych sentymentów plemiennych stało się coraz pilniejszą sprawą gdy pogarszało się bezpieczeństwo.

Kolejnym powodem utraty impetu w kwestii praw kobiet jest prężna obecność najbardziej konserwatywnych z byłych przywódców mudżahedinów we wszystkich 3 gałęziach władzy państwowej, jak również zależność Karzai od ich poparcia politycznego.

Zmiany, które się nie przyjęły

Było wyzwaniem, mówiąc delikatnie, przekonanie konserwatywnych afgańskich wodzów plemiennych i przywódców religijnych do idei praw kobiet zgodnie z konstytucją Afganistanu z 2004 roku. Oni zawsze uważali prawa kobiet za zjawisko zachodnie, które naruszyłoby strukturę tradycyjnego społeczeństwa afgańskiego.

Chociaż posttalibski Afganistan może i przyniósł pewną poprawę losu kobiet, zmiany te nie przyjęły się w afgańskim społeczeństwie. W rzeczywistości poza afgańską stolicą niewiele wskazuje na to, że jakiekolwiek znaczące zmiany objęły tereny wiejskie. Aczkolwiek w Afganistanie jest teraz 8 tysięcy szkół, w tym kilkaset tylko dla dziewcząt, większość z tych szkół dla dziewcząt znajduje się w Kabulu. Na prowincji sytuacja jest zgoła odmienna. Na przykład w środkowej prowincji Uruzgan oficjalnie jest 220 szkół, ale tylko 21 z nich funkcjonuje. Spośród tej liczby tylko 1 to szkoła dla dziewcząt - w prowincjonalnej stolicy.

Szacunkowo 2300 kobiet i dziewcząt próbuje samobójstwa każdego roku, jak mówią dane rządowe. Ich motywy to m.in. przemoc domowa (1 z 3 afgańskich kobiet było obiektem przemocy), wysoki wskaźnik małżeństw przymusowych oraz bieda.

Marginalny postęp

Pomimo zachodniej propagandy i samochwalstwa rządu afgańskiego zrobiono tylko marginalny postęp w kwestiach edukacji, opieki zdrowotnej, perspektyw zatrudnienia i dostępu do wymiaru sprawiedliwości dla kobiet. Według UNIFEM tylko 12% kobiet w wieku 15 lat i więcej umie czytać i pisać; szacunkowe 60-80% kobiet ma do czynienia z małżeństwami przymusowymi; a 57% dziewcząt wychodzących wychodzą za mąż robi to przed określonym w prawie wiekiem 16 lat. Reliefweb, globalna strona internetowa nadzorująca sprawy humanitarne, donosi ponadto, że tylko 5% afgańskich dziewcząt chodzi do szkoły średniej, a 1 na 9 kobiet umiera podczas porodu.

Gdy perspektywy pojednania z Talibami nabierają wyrazu i mają wkroczyć w fazę praktyczną jak widzi to Waszyngton, co stanie się z zyskami jakie afgańskie kobiety - choćby tylko na szczeblu elit - osiągnęły po 2001 roku? Progresywna konstytucja afgańska z 2004 roku daje równe prawa kobietom i dalej stanowi, że państwo musi zwracać szczególną uwagę na edukację dziewcząt i opiekę zdrowotną kobiet, wartości które stoją w bezpośredniej sprzeczności z wizją artykułowaną przez Talibów i inne zbrojne grupy opozycyjne.

Z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet afgański rząd powinien rozważyć przyjęcie autentycznej polityki poprawy położenia 50% swoich mieszkańców. Czas już by społeczność międzynarodowa na czele z USA powróciła do swojej początkowej agendy udzielania mocnego poparcia politycznego sprawie afganskich kobiet i, przede wszystkim, zapobiegania wyprzedaży praw afgańskich kobiet przez elementy wewnątrz rządu afgańskiego w imię pospiesznego pojednania z partyzantką, która ma niesławną tradycję traktowania "róż".


Helena Malikyar specjalizuje się w afgańskim budowaniu instytucji państwowych. Tanya Goudsouzian jest dziennikarką, która pisze o Afganistanie od 2001 roku. Poglądy wyrażone w tym komentarzu są poglądami autorek i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy RFE/RL.

 

Copyright (c) 2011. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.

 

Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:

http://www.rferl.org/content/afghanistan_women_commentary/2331176.html


FOTO: Flickr user United Nations Photo


Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów