Przywódcy światowi nieustannie wysyłają ostrzeżenia Muammarowi Kadafiemu. Lecz dyktator Libii wydaje się czuć na tyle bezpiecznie by je ignorować - nawet gdy co najmniej 1000 cywilów zginęło w starciach z jego siłami bezpieczeństwa.
Od chwili wybuchu rozruchów w Libii w połowie lutego Rada Bezpieczeństwa ONZ przekazała kwestię represji Kadafiego Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu (ICC) w Hadze z możliwością wytoczenia procesu o zbrodnie przeciwko ludzkości, a ONZ, Stany Zjednoczone i UE nałożyły sankcje na Libię - od embarga na sprzedaż broni Trypolisowi, przez międzynarodowy zakaz podróży libijskich przywódców, po zamrożenie międzynarodowych aktywów Kadafiego i członków jego rodziny.
Ale jednocześnie Kadafi wydaje się łapać drugi oddech w rozgrywającej się w jego kraju wojnie domowej. Po tygodniu w odwrocie siły lojalistyczne przeszły do kontrataków na kilka miast kontrolowanych przez rebeliantów - między innymi przeprowadzając 8 marca nalot na port naftowy Ras Lanuf - po odparciu rebelianckiej ofensywy wzdłuż wybrzeża na północy.
Ten zwrot rodzi perspektywę ugrzęźnięcia Libii na tygodnie, miesiące, może nawet lata w bitwach na wyczerpanie między siłami Kadafiego a rebeliantami. Więc nie zaskakuje, że 7 marca prezydent USA Barack Obama raz jeszcze ostro ostrzegł ludzi wokół Kadafiego by wstrzymali przemoc. "Chcę wysłać bardzo jasne przesłanie tym, którzy są wokół pułkownika Kadafiego. Jest to ich wybór jak działają poruszając się dalej i będą pociągnięci do odpowiedzialności za wszelką przemoc jaka będzie dalej miała tam miejsce", powiedział Obama.
Ale nawet po tym najnowszym ostrzeżeniu Obamy coraz większym znakiem zapytania staje się to, co przywódcy światowi mogliby zrobić by przeszkodzić Kadafiemu w eskalacji walk w celu utrzymania się u władzy.
Strefa zakazu lotów?
Jedną z opcji intensywnie dyskutowanych w ostatnich tygodniach jest ustanowienie strefy zakazu lotów nad Libią. Opcja ta uzyskała 8 marca ponowne poparcie Organizacji Konferencji Islamskiej (OIC) i jest też popierana przez Francję, Wielką Brytanię i Radę Współpracy Zatoki.
Ale opcja ta jest obarczona problemami, które jak dotąd sprawiają, że pozostaje wyłącznie w fazie rozmów. Jak ujął to ambasador USA przy NATO Ivo Daadler w rozmowie telefonicznej z reporterami w Brukseli 7 marca: "Opcje jakim się przyglądamy to szereg różnych sposobów, w jakie można byłoby wprowadzić strefę zakazu lotów. Ale żadne szczegóły nie są jeszcze dostępne. To dlatego tak naprawdę nie mieliśmy dogłębnej dyskusji wewnątrz NATO co do tego czego by ona wymagała, jakie możliwości są niezbędne, i, istotnie, jaki byłby cel takiej strefy zakazu lotów."
Daadler powiedział też, że NATO prawie na pewno nie podjęłoby działań bez uchwalenia przez Radę Bezpieczeństwa ONZ rezolucji wzywającej do strefy zakazu lotów - co jak mówi wielu ekspertów jest krokiem, któremu niemal na pewno sprzeciwiłyby się Rosja i Chiny. Oba te państwa zasygnalizowały, że są przeciwne jakiejkolwiek interwencji militarnej przeciwko Libii dopóki nie uzasadni jej pewien niesprecyzowany poziom przemocy przeciwko cywilom. Sojusz transatlantycki ma dalej omawiać kwestię strefy zakazu lotów na spotkaniu ministrów obrony 10 marca.
Być może największym problemem komplikującym ustanowienie strefy zakazu lotów jest to, że w rzeczywistości od razu wymagałaby od tego kto by ją zatwierdził wypowiedzenia wojny Libii. Jest tak dlatego, jak zauważył w zeszłym tygodniu sekretarz obrony USA Robert Gates, bo nałożenie strefy zakazu lotów w pierwszym kroku pociąga za sobą zniszczenie obrony przeciwlotniczej danego kraju.
Ale są również inne problemy. Jednym z nich jest to, że NATO -- najbardziej prawdopodobny czynnik egzekwujący strefę zakazu lotów - już toczy wojnę w Afganistanie, a jego największe mocarstwo, Stany Zjednoczone, pozostają też głęboko zaangażowane w Iraku.
A jeszcze innym problemem jest to, że jeśli strefa zakazu lotów nie będzie miała aprobaty Rady Bezpieczeństwa ONZ akcja NATO mogłaby sprzyjać percepcji, że Stany Zjednoczone i ich sojusznicy jednostronnie interweniują w kolejnym kraju muzułmańskim. Kluczowy członek sojuszu, Turcja - państwo członkowskie NATO z większością ludności muzułmańskiej - już wyraziło swój zdecydowany sprzeciw wobec tego pomysłu.
Zbrojenie rebeliantów
Podobne obawy prześladują drugą główną opcję militarną wobec Libii, którą jest wysłanie broni rebeliantom. Rebelianci kontrolują drugie co do wielkości miasto Benghazi na wschodzie, ale pod względem siły ognia poważnie ustępują siłom bezpieczeństwa Kadafiego, mającym ciężką broń - i jak dotąd wydają się być w stanie wygrywać potyczki tylko dlatego, że ich duch walki jest wielki podczas gdy wśród sił Kadafiego - złożonych też z zagranicznych najemników - jest on bardzo słaby.
Lecz uzbrajanie rebeliantów dodatkowo komplikuje niepewność co do tego, kogo tak naprawdę Zachód by zbroił. Jak wielu przedstawicieli Zachodu powiedziało prywatnie mediom w ostatnich dniach, prawie nic nie wiadomo na temat tego, kim są przywódcy rebeliantów i jak dużo władzy mają poszczególni z nich. Amerykański "Huffington Post" zacytował 7 marca urzędnika Pentagonu mówiącego prywatnie, że "jeśli spojrzy się na stronę rebeliantów, chce się mieć pewność, że cokolwiek powstanie będzie choćby tylko marginalnie lepsze niż to co zostało obalone". Dodał on: "Nie wiem, czy już to wiemy."
Gdy mocarstwa zachodnie borykają się z tymi kwestiami jedyną rzeczą jaką ewidentnie uzgodniono wydaje się być potrzeba wysłania pomocy humanitarnej. Obama, mówiąc że Waszyngton chce wysłać "jasne przesłanie" libijskiemu narodowi, że "będziemy stać u ich boku w obliczu nieuzasadnionej przemocy", położył 7 marca nacisk na inicjatywę pomocy humanitarnej. "Objęliśmy przewodnictwo w masie wysiłków humanitarnych i właśnie zatwierdziłem dodatkowe 15 milionów dolarów, które będą dostarczone organizacjom pomocowym, które już są na miejscu i koordynujemy z Narodami Zjednoczonymi, które teraz również mają dużo personelu na miejscu, by zapewnić, że ludzie dostają pomoc jakiej potrzebują", powiedział Obama.
Ambasador USA przy NATO także wydawał się sugerować, że - jak na razie - pomoc humanitarna będzie tym, co przede wszystkim będzie oferowane w najbliższej przyszłości. Jak ujął to 7 marca, "realna uwaga jest teraz na tym, co NATO może zrobić unikalnie, jakiego rodzaju możliwości NATO posiada, które są unikalnie przydatne we wspieraniu międzynarodowych wysiłków w zakresie pomocy humanitarnej." Albo ujmując to zwięźlej, w kryzysie libijskim na stole pozostają wszystkie opcje, ale jedynymi, które Waszyngton wydaje się w tej chwili popierać są opcje niemilitarne.
Copyright (c) 2011. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/what_are_the_worlds_options_on_libya/2331830.html
FOTO: Flickr user americanistadechiapas