Gdy zaczyna się nowa dekada, czy Rosja jest gotowa przejść od demokracji fasadowej do rzeczywistej? Słuchając zeszłorocznego przemówienia prezydenta Dmitrija Miedwiediewa na temat demokracji, można by tak pomyśleć. Nastąpiło to na Forum Polityki Globalnej w Jarosławlu we wrześniu, gdzie Miedwiediew płomiennie argumentował, że Rosja w pełni podpisuje się pod uniwersalnymi standardami demokracji. Powiedział, że jeśla Rosja nie spełnia tych standardów, jest tak tylko dlatego, że demokracja w tym kraju wciąż jest nowością. "Zdecydowanie sprzeciwiam się tym, którzy uważają, że nie ma demokracji w Rosji i że przeważają tu tendencje autorytarne. Tak nie jest", powiedział Miedwiediew. "Rosja jest bez wątpienia demokracją. Jest młoda, jest niedojrzała, jest niedoskonała, niedoświadczona, ale niemniej jednak jest demokracją."
Retoryka Miedwiediewa zwróciła uwagę, bo sugerowała, że Kreml porzuca swój długoletni argument, iż Rosja jest "specjalnym przypadkiem" demokracji uzasadniającym wiele praktyk autorytarnych. Ta nadzwyczajna forma demokracji - określana "demokracją suwerenną" przez stratega politycznego Kremla Władysława Surkowa - wyznaczyła Rosji cel stania się stabilnym państwem "demokratycznym" przez koncentrację władzy w rękach silnego przywódcy wspieranego przez partię dominującą. Przywódcą, oczywiście, był ówczesny prezydent Władimir Putin, a partią dominującą rządząca Jedna Rosja, która została utworzona by go popierać.
Teraz, jeśli Rosja jest rzeczywiście młodą demokracją w uniwersalnym znaczeniu tego słowa, stanowiłoby to nie tylko poważne zerwanie z mentalnością Putina, ale też poważne zerwanie ze standardami politycznymi większości sąsiedztwa Rosji.
Zarządzanie ludźmi
W całej Azji demokracja suwerenna jest nadal na fali. Czy jest nazywana demokracją zarządzaną, demokracją nacjonalistyczną, czy też w ogóle nie ma nazwy, jest to hierarchiczny system jaki jest widoczny od Azji Środkowej po Singapur, w którym rządy dają obywatelom rosnące swobody ekonomiczne i społeczne, ale monopolizują władzę polityczną.
Argumentuje się zawsze, że pełna demokracja nie pasuje do warunków lokalnych i że rozluźnienie monopolu rządu na władzę i kontrolę nad kluczowymi sektorami gospodarki sprzyjałoby chaosowi, opóźniało postęp gospodarczy i nie byłoby w "interesie narodowym". Chiny również się tu mieszczą, chociaż przywódcy Pekinu nie czynią pozorów dążenia do jakiegokolwiek typu demokracji, zmodyfikowanej bądź innej.
Uwzględniając dominację tego prądu myślowego w całym regionie, nie można nie przyklasnąć hołdowi Miedwiediewa dla demokracji powszechnej. Szcególnie gdy zauważa on: "Nie tylko mam wiarę w demokrację jako formę rządu i jako reżim polityczny, wierzę też, że demokracja stosowana jest zdolna ocalić od biedy i upokorzenia miliony ludzi w naszym kraju i miliardy ludzi na świecie."
Ale nie można też być nieświadomym wielkiego dystansu jaki oddziela takie słowa o przyszłej demokracji od obecnej rzeczywistości w Rosji. A zeszły rok dostarcza wiele oznak, że dystans ten wcale się nie zmniejsza z czasem, lecz rośnie. Dwoma przykładami z grudnia są skazanie opozycjonisty Michaiła Chodorkowskiego na nowy, długi wyrok więzienia oraz decyzja o kontynuacji budowy, mimo poważnych protestów, drogi przez objęty ochroną las Chimki koło Moskwy. Oba przypadki są powszechnie odbierane przez publikę jako lekcja, że ci, którzy przeciwstawiają się elicie rządzącej zostaną zmiażdżeni.
Śmierć demokracji
Nie dziwi zatem, że wyciekłe depesze dyplomatyczne z ambasady USA w Moskwie zawierają tak bardzo szczerą i ponurą ocenę stanu rzeczy w Rosji. Podczas gdy Miedwiediew mówi o swojej wierze w 5 powszechnych standardów demokracji, w tym nadanie "prawnej implementacji wartościom i ideałom humanistycznym", depesze WikiLeaks twierdzą, że Rosja stała się właściwie państwem mafijnym.
W jednej z depesz ambasador USA John Beyrle donosi, że "bezpośrednie powiązania rządu miasta Moskwy z przestępczością sprawiają, że niektórzy nazywają go "patologicznym" i utrzymują, że ów rząd działa bardziej jak kleptokracja niż rząd." Kolejna wyciekła depesza cytuje dyrektora ds. Rosji w brytyjskim Foreign Office, Michaela Davenporta, mówiącego że Rosja jest "skorumpowaną autokracją." A w jeszcze innej wyciekłej depeszy sekretarz obrony USA Robert Gates mówi, że "rosyjska demokracja zniknęła."
Oceny te są tak bardzo odległe w ich duchu od przemówienia Miedwiediewa w Jarosławlu, że wielu obserwatorów uważa, iż jeśli Rosja rzeczywiście buduje demokrację, jest to nierozpoznawalna interpretacja tego pojęcia. "Ważne jest by dostrzec, że to co oni sugerują to tak naprawdę wypaczona definicja demokracji. Są to reżimy autorytarne, które nie zezwalają na rzeczową dyskusję o kwestiach politycznych, nie zezwalają na rzeczową rywalizację polityczną, nie zezwalają na niezależność sądowniczą, rutynowo źle traktują społeczeństwo obywatelskie", mówi Christopher Walker, dyrektor studiów Freedom House, amerykańskiej organizacji nadzorującej demokrację. "Więc jakakolwiek rzeczowa dyskusja o liberalnej demokracji jest w tym kontekście bezprzedmiotowa."
Pochód wolnych strzelców
Więc dlaczego Miedwiediew twierdzi w przemówieniach adresowanych zarówno do audytorium krajowego i międzynarodowego, że Rosja jest młodą demokracją? Walker sugeruje, że jednym z powodów może być to, że w dzisiejszym świecie ciężko jest jakiemukolwiek rządowi - nawet autorytarnemu - wypowiadać się w kategoriach niedemokratycznych. Triumf demokracji w Zimnej Wojnie zadał ciężkie ciosy totalitaryzmowi i ideologiom z nim kojarzonym. Do tego stopnia, że prawie niemożliwe jest iść wbrew demokracji jako globalnej marce. "Przywództwo nie czuje się komfortowo mówiąc po prostu, że rozwijają nową formę autorytaryzmu", mówi Walker. "Z wielką ostrożnością zarówno wobec swojej krajowej jak i międzynarodowej widowni przypisują sobie termin demokracji dla swoich własnych celów. Więc bitwa tak naprawdę toczy się o to, jak interpretowany jest termin demokracja."
Jeśli kwestią jest interpretacja demokracji, jednym z najbardziej interesujących aspektów przemówienia Miedwiediewa w zeszłym roku byłoby to, jak bardzo sygnalizuje ono, że Moskwa postanowiła zaprezentować rosyjską, wadliwą wersję demokracji jako przykład uniwersalnych wartości demokratycznych, tak po prostu. Dla wielu rzeczników demokracji jest to bardziej niebezpieczne niż wcześniejsze próby twierdzenia przez Rosję, że tworzyła ona swój własny, "narodowy" gatunek ideału. Wówczas przynajmniej istniała potrzeba by Rosja przedstawiła argumenty, że ten wyjątek był równie dobry jak zasada - co było trudne.
"To czemu dzisiaj wolny świat stawia czoło to nie wyzwanie ze strony jakiejkolwiek ideologii, ale wyzwanie ze strony "wolnych strzelców". Zarówno Rosja jak i Chiny dużo bardziej próbują odgrywać rolę pasożytniczą w odniesieniu do zachodnich instytucji i zachodnich idei niż proponować jasne alternatywy", mówi Ivan Krastev z sofijskiego Centrum Strategii Liberalnych. "Ponieważ wyjście z jasną alternatywą oznacza też bycie odpowiedzialnym za to, co się robi."
Mało zmian pod skórą
Krastev dodaje, że przywódcy Kremla są zbyt oportunistyczni by opracować nowe, własne ideologie. Mówi on, że próbowali tego i uznali, że było to zarówno uciążliwe dla nich samych jak i nieatrakcyjne dla krajowego audytorium znużonego ideologicznymi skrzywieniami ery komunistycznej. "Jedyna poważna próba była po ukraińskiej pomarańczowej rewolucji, kiedy rosyjskie przywództwo zainwestowało dość dużo energii i środków w ideę 'demokracji suwerennej'", mówi Krastev. "Ale w ostatnich 2-3 latach dużo bardziej interesujące jest to, że widzimy Rosję próbującą przedstawić się dużo bardziej jako wariant demokracji zachodniej przy mówieniu o rosyjskiej specyfice, niż twierdzącą, że mają model alternatywny, zwłaszcza model jaki chcieliby gdzieś eksportować."
Przeciwnie, rosyjscy przywódcy dostrzegli, że dużo łatwiejsze i bardziej korzystne jest mówić o tym, że już się jest demokracją, a zarazem władać państwem, które - pod tą retoryką - pozostaje tak samo autorytarne jak zawsze. Retoryka ta pomaga odizolować Moskwę od ostrej krytyki, którą kieruje się pod adresem państw odrzucających wartości demokratyczne. Pomaga też wytrącić broń z ręki krytyków poprzez utrzymywanie nadziei, że być może jutro - jeśli nie dzisiaj - obietnice demokracji mogą jednak stać się rzeczywistością.
Ale tejże gładkiej retoryce nie powinno się pozwalać na maskowanie tych wymownych momentów, kiedy rosyjscy przywódcy mówią o swoich odczuciach wobec demokracji w sposób bardziej spontaniczny i mniej pochlebny. Miedwiediew miał jeden z takich momentów w 2010 roku i był on bardzo pamiętny. W czerwcu rosyjski prezydent skrytykował starania Kirgistanu by stać się pierwszą demokracją parlamentarną w Azji Środkowej mówiąc: "Biorąc pod uwagę fakt, że nawet teraz władze nie są w stanie zapewnić porządku... naprawdę nie rozumiem jak republika parlamentarna wyglądałaby [tam] i funkcjonowała." Przemawiając przy okazji spotkania Grupy G-20 w Toronto dodał: "Czy nie doprowadzi to do łańcucha wiecznych problemów - przetasowań w parlamencie, dojścia do władzy tej czy tamtej grupy politycznej, ciągłego przechodzenia władzy z rąk do rąk, i wreszcie - czy nie pomoże w dojściu do władzy tym, którzy mają ekstremistyczne poglądy?
Są to tego rodzaju obawy, których wypowiadaniu władcy autorytarni nie mogą się oprzeć kiedy stają w obliczu prób budowy demokracji u ich własnych drzwi. I pokazują one jak mało tak naprawdę mogło zmienić się w myśleniu Moskwy, pomimo tego, co sugeruje wizjonerskie przemówienie Miedwiediewa z Jarosławla.
Copyright (c) 2010. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/russia_defining_democracy/2260775.html
FOTO: Kremlin