Meandry rosyjskiej polityki wobec kryzysu w Libii
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Meandry rosyjskiej polityki wobec kryzysu w Libii
Radek Alf stosunkimiedzynarodowe.info 2011-03-28 23:41:38

Nie tylko Zachód ma kłopoty z wypracowaniem przejrzystej, czytelnej dla opinii publicznej strategii wobec konfliktu w Libii, gdzie 19 marca rozpoczęła się interwencja militarna o nazwie "Świt Odysei" - także w Rosji w zeszłym tygodniu można było usłyszeć wyjątkowo donośny dwugłos czołowych przywódców tego kraju. Premier Władimir Putin powiedział 21 marca, że rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1973 z 17 marca stanowiąca podstawę tej interwencji, przy uchwalaniu której Rosja się wstrzymała, jest "wadliwa i nieadekwatna", gdyż "upoważnia każdego do podjęcia wszelkich środków przeciw suwerennemu państwu", czym przypomina "średniowieczne wezwanie do krucjaty, kiedy ktoś wzywał innych by pójść w określone miejsce i kogoś wyzwolić" [1]. Prezydent Dmitrij Miedwiediew, nominalnie sprawujący nadzór na polityką zagraniczną kraju, niemal natychmiast zripostował, mówiąc na konferencji prasowej, że "niedopuszczalne jest mówienie czegokolwiek, co mogłoby prowadzić do starcia cywilizacji, mówić o 'krucjatach' i tak dalej", argumentując że tego rodzaju retoryka może tylko pogorszyć obecną sytuację [2].

Przyczyny spięcia w rządzącym Rosją tandemie oczywiście stały się przedmiotem licznych spekulacji. Prawdopodobne jest, że niezgoda wokół Libii stanowi element manewrów przed przyszłorocznymi wyborami - wielu przypuszcza, że Putin chciałby ponownie wprowadzić się na Kreml, ale jego wskaźniki poparcia ostatnio spadają (według sondażu Centrum Lewady do najniższego od 2005 roku, choć wciąż wysokiego poziomu 69% [3]) i nieznacznie tylko wyprzedzają poparcie społeczne dla Miedwiediewa, co może skłaniać premiera do poszukiwania poklasku u bardziej nacjonalistycznie nastawionych środowisk. Bardzo możliwe jest, że zagrał przy tym instynktowny sprzeciw Putina wobec wszelkich asertywnych działań Zachodu - jak sam stwierdził 21 marca, jego obawy budzi "łatwość, z jaką dziś można podjąć decyzję o użyciu siły w sprawach międzynarodowych; na przykład staje się to trendem w polityce zagranicznej USA", po czym podał przykłady bombardowania Jugosławii za prezydenta Billa Clintona, wysłania wojsk do Afganistanu i, "pod zupełnie fałszywym pretekstem", do Iraku za prezydenta George'a W. Busha [4].

Cokolwiek by Putin nie sądził o wstrzymaniu się Rosji przy głosowaniu nad rezolucją nr 1973, można podać wiele argumentów przemawiających za tym, że był to krok służący rosyjskim interesom - jak również samemu Miedwiediewowi. Przede wszystkim rezolucja została uchwalona w chwili, gdy perspektywą najbliższych dni, a nawet godzin stawał się szturm wojsk libijskiego dyktatora Muammara Kadafiego na bastion rebeliantów, duże miasto Benghazi, który wedle wszelkich przypuszczeń, wynikających z analizy bezpardonowego zachowania sił bezpieczeństwa we wcześniejszych tygodniach konfliktu, mógł skończyć się krwawą rzezią, a w opinii niektórych obserwatorów nawet czymś w rodzaju drugiej Srebrenicy. Stawka była więc szczególnie wysoka i na państwie, które zdecydowałoby się na zablokowanie rezolucji ciążyłaby olbrzymia odpowiedzialność moralna, przekładająca się niewątpliwie na utratę prestiżu międzynarodowego. Gdy Chiny, mimo swoich "poważnych zastrzeżeń" co do treści rezolucji wyrażonych natychmiast po jej przyjęciu, nie zdecydowały się na skorzystanie z prawa weta, Rosja nie mogła sobie na to pozwolić. Natomiast wstrzymując się i stając na uboczu wydarzeń libijskich Moskwa stawia się w dość wygodnej pozycji, zrzucając odpowiedzialność za bezpieczeństwo cywilów na strony konfliktu, czyli teraz także państwa zachodnie, i otwierając sobie możliwość publicznego krytykowania wszelkich aktów pociągających za sobą straty w ludności cywilnej. Nie omieszkali skorzystać z tego obaj rosyjscy przywódcy: Putin powiedział 23 marca w Belgradzie, że naloty mają miejsce na całym terytorium libijskim i pytał "jak można chronić cywilów stosując środki, które zwiększają liczbę ofiar cywilnych?" [5]; Miedwiediew miał powiedzieć prezydentowi USA Barackowi Obamie w rozmowie telefonicznej 24 marca, że zapobieganie ofiarom cywilnym podczas ataków sił zachodnich jest koniecznością [6].

Krytycy decyzji o niezawetowaniu rezolucji nr 1973 argumentowali, że naraża to na szwank interesy gospodarcze Rosji, w szczególności lukratywne kontrakty na dostawy broni warte około 4 miliardy dolarów - z powodu tego typu wypowiedzi zdymisjonowany został ambasador Rosji w Libii, Władimir Czamow. Jednak nieudzielenie jednoznacznego poparcia żadnej ze stron libijskiego konfliktu, którego końcowy rezultat jest wciąż niewiadomą, może okazać się opłacalne. W przypadku utrzymania się reżimu Kadafiego można zakładać, że gniew dyktatora będzie ukierunkowany przede wszystkim na Zachód: 17 marca powiedział on w wywiadzie dla stacji telewizyjnej "Russia Today", że chociaż powrót zachodnich firm do Libii jest możliwy, to "priorytetem zawsze będą Rosja, Chiny, Indie", czyli państwa, które tego dnia wstrzymały się od głosu [7]. Rosja utrzymuje więzi dyplomatyczne z Kadafim, ale bynajmniej nie potępia rebeliantów, uznając zresztą publicznie ich moralne racje [8] i oferuje swoje usługi jako mediatora, w ten sposób zostawiając sobie możliwość szybkiego nawiązania poprawnych relacji z nowym reżimem gdyby doszło do obalenia Kadafiego.

Zawetowanie rezolucji nr 1973 byłoby szkodliwe dla pozytywnie rozwijających się ostatnio stosunków między Rosją a USA i Unią Europejską, i to w momencie gdy prowadzone są rozmowy na temat współpracy w zakresie europejskiej tarczy antyrakietowej, co jest kwestią o kapitalnym znaczeniu dla rosyjskiego bezpieczeństwa narodowego i było jednym z głównych tematów wizyty w Rosji sekretarza obrony USA Roberta Gatesa w dniach 21-22 marca [9]. Miedwiediew jako czołowy rzecznik zbliżenia z Zachodem ucierpiałby na tym szczególnie, natomiast przy tak kształtującej się polityce rosyjskiej może odgrywać rolę najbardziej liberalnego i demokratycznego głosu wśród rosyjskich elit i tym samym utwierdzać Zachód w przekonaniu, że w obecnych warunkach w Rosji to on jest najbardziej pożądanym partnerem. W swoim oświadczeniu z 21 marca w niektórych fragmentach Miedwiediew praktycznie wtórował przywódcom zachodnim, stwierdzając m.in. że "wszystko co dzieje się w Libii jest rezultatem absolutnie niedopuszczalnego zachowania libijskiego przywództwa i zbrodni jakie popełnili przeciwko swojemu własnemu narodowi... cała reszta jest konsekwencją tych działań" [10].

Najbardziej interesujące jest pytanie, czy wstrzymujący się głos Rosji 17 marca stanowi głębszy wyłom w dość konsekwentnie dotąd stosowanej zasadzie sprzeciwu wobec ingerencji państw trzecich w sprawy wewnętrzne, a w szczególności wobec akcji militarnych. Jak dotąd Rosja udzieliła zgodę na interwencję wojskową tylko w jednym przypadku - w 1991 roku przeciwko Irakowi, który dopuścił się jawnego aktu agresji okupując Kuwejt w sierpniu 1990 roku. W kryzysach jugosłowiańskim (1999) i irackim (2003) Rosja sprzeciwiła się usankcjonowaniu obcych interwencji, sprawiając że w obu przypadkach ich podstawa prawnomiędzynarodowa była kontestowana. Nie dalej jak w lipcu 2008 roku Rosja wspólnie z Chinami zablokowała przyjęcie przez Radę Bezpieczeństwa rezolucji nakładającej sankcje zbrojeniowe i finansowe na reżim Roberta Mugabe w Zimbabwe.

Być może to sprzeczne z rosyjską tradycją polityki zagranicznej przyzwolenie na interwencję militarną znajduje swoje wytłumaczenie w wyjątkowej specyfice wydarzeń libijskich, podczas których cyniczny i bezwględny dyktator na oczach świata wypowiedział wojnę swojemu własnemu narodowi i postawił społeczność międzynarodową przez rychłą perspektywą masowych zbrodni, co przypuszczalnie Miedwiediew był w stanie lepiej zrozumieć niż większość innych rosyjskich decydentów. Natomiast przyzwolenie to nie jest wcale absolutne - doskonale widać, że wraz z przedłużaniem się operacji wojskowej w Libii Moskwa coraz częściej wyraża zaniepokojenie jej zakresem, np. 26 marca przedstawiciel Rosji przy NATO Dmitrij Rogozin ostrzegł, że sojusz, przejmujący właśnie dowództwo nad tą operacją, ryzykuje "wciągnięciem głębiej i głębiej w wojnę w Afryce Północnej" [11], a 28 marca minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow stwierdził, że niektóre ataki lotnictwa koalicyjnego nie mieszczą się w mandacie zawartym w rezolucji nr 1973 [12]. Czy w przypadku podobnych kryzysów w przyszłości będzie jeszcze miejsce na uległość Rosji wobec nawoływań do interwencji? To będzie na pewno zależało od dalszych losów aktualnej operacji międzynarodowej w Libii, ale w jeszcze większym stopniu od tego, kto będzie się ubiegał i uzyska prezydenturę w Rosji w roku 2012.

 

FOTO: Kremlin


[3] Putin approval rating falls to lowest since 2005, Reuters, 25 marca 2011.

[6] Medvedev tells Obama: prevent Libya civilian deaths, Reuters, 24 marca 2011.

[7] Libya's relations with West may heal, but Russia, China, India to have priority, Itar-Tass, 17 marca 2011.

[9] Russia, U.S. warm up on missile defense, Craig Whitlock,Washington Post, 22 marca 2011,

http://www.washingtonpost.com/world/russia_us_warm_up_on_missile_defense/2011/03/21/ABY7ei7_story.html?wprss=rss_homepage

[11] Russia NATO envoy warns of full-scale war in Libya, Reuters, 26 marca 2011.



Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów