Trwająca obecnie interwencja w Libii jest inauguracyjną misją bojową AFRICOM. Chociaż podstawowym deklarowanym celem tego amerykańskiego dowództwa jest wzmocnienie współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa z krajami afrykańskimi, wielu w Afryce subsaharyjskiej widzi tu realizację bardziej złowieszczej agendy.
Po II Wojnie Światowej wojsko amerykańskie podzieliło świat poza swoimi granicami na serię Zjednoczonych Dowództw Wojskowych (Unified Combatant Commands - UCC) w celu projekcji potęgi militarnej i zabezpieczania interesów zagranicą. "Obszary odpowiedzialności" UCC obejmują Dowództwo Pacyfiku (United States Pacific Command - PACOM, założone w 1947 roku w następstwie Wojny na Pacyfiku), Dowództwo Europejskie (United States European Command - EUCOM, założone w tym samym roku), Dowództwo Południowe (United States Southern Command - SOCOM, założone w 1963 roku w następstwie pogarszających się stosunków z Kubą) i Dowództwo Centralne (United States Central Command - CENTCOM, rok 1983) obejmujące większość Eurazji.
W 2008 roku dołączyło do nich piąte UCC, kiedy działalność rozpoczęło Dowództwo Afryki (United States Africa Command - AFRICOM). Za wyjątkiem Egiptu, który pozostaje pod administracją CENTCOM-u, AFRICOM jest odpowiedzialny za nadzorowanie amerykańskich operacji wojskowych i stosunków z całym kontynentem afrykańskim i państwami wyspiarskimi: Zielonym Przylądkiem, Św. Tomaszem i Książęcą, Komorami, Madagaskarem, Mauritiusem i Seszelami. Przed ustanowieniem AFRICOM odpowiedzialność za Afrykę kontynentalną była podzielona między EUCOM i CENTCOM, zaś PACOM był odpowiedzialny za Madagaskar, Komory i Mauritius.
AFRICOM został założony z deklarowanym zamiarem wzmocnienia "współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa z Afryką i stworzenia możliwości rozbudowania zdolności naszych partnerów w Afryce. Dowództwo Afryki spotęguje nasze wysiłki na rzecz przynoszenia pokoju i bezpieczeństwa narodom Afryki i promocji naszych wspólnych celów: rozwoju, zdrowia, edukacji, demokracji i wzrostu gospodarczego w Afryce."
Konflikt libijski stanowi inauguracyjną operację bojową AFRICOM. W ten sposób Dowództwo Afryki dołącza do operacji wojskowych CENTCOM w Iraku i Afganistanie jako trzecia duża amerykańska operacja bojowa w świecie muzułmańskim w ostatniej dekadzie.
Promocja bezpieczeństwa - czy pogoń za surowcami?
Niektórzy analitycy wskazują na utworzenie Dowództwa Afryki jako świadectwo rosnącego znaczenia strategicznego Afryki dla interesów amerykańskich. W ostatnich dekadach terroryzm znajdował się wśród głównych problemów bezpieczeństwa Waszyngtonu na tym kontynencie, co wynikało głównie z ataków w 1998 roku na ambasady USA w Dar es Salaam w Tanzanii i w Nairobii w Kenii oraz z globalnej "wojny z terrorem" po zamachach z 11 września 2001 roku. Po 11 wrzesnia amerykańskie wojsko przeprowadziło operacje antyterrorystyczne w Sahelu (pasie wschód-zachód między Saharą na północy a sudańską sawanną na południu) i ustanowiło obecność wojskową w Dżibuti. Wojska amerykańskie pomagają też w szkoleniu sił antyterrorystycznych m.in. w Algierii, Czadzie, Kenii, Mali, Mauretanii, Nigrze, Nigerii, Tanzanii i Ugandzie.
Krytycy AFRICOM nadal są sceptyczni co do prawdziwych intencji Dowództwa, argumentując że ułatwienie dostępu do olbrzymich bogactw naturalnych Afryki, w szczególności ropy naftowej, i równoważenie ekspansywnych inwestycji Chin na kontynencie w ciągu ostatniej dekady stanowią tu główne interesy strategiczne USA. Rzeczywiście, Afryka posiada niezmierne bogactwa mineralne, wielkie rezerwy energii wodnej i w znacznym stopniu niewykorzystane bogactwa przybrzeżne. Większość diamentów, złota i chromu na świecie jest produkowana w krajach na południowym krańcu kontynentu. Bogactwa mineralne Afryki to m.in. miedź, boksyty, fosforany, uran, cyna, ruda żelaza, kobalt i tytan.
Z tych niezliczonych bogactw nic jednak nie przyciąga zagranicznych interesów tak bardzo jak ropa. Prognozy mówią, że do 2013 roku produkcja ropy w Afryce wzrośnie do 10,7-11,4 miliona baryłek dziennie (bpd), a do 2018 roku do 12,4-14,5 miliona bpd. USA są obecnie największym importerem ropy z Nigerii, a National Intelligence Council przewiduje, że import z Zatoki Gwinejskiej zwiększy się do ponad 35% ogółu amerykańskiego importu do 2015 roku.
USA znajdują się jednak w coraz ostrzejszej rywalizacji z Chinami o dostep do rozległych zasobów bogactw naturalnych Afryki. Faktycznie Chiny wyprzedziły USA stając się największym partnerem handlowym Afryki, zwłaszcza jeśli chodzi o ropę, odpowiadając za 73% afrykańskiego eksportu. W 1995 roku chiński import z Afryki był wart 1,4 miliarda dolarów; 11 lat później wartość ta wzrosła aż do 28,7 miliarda dolarów, co stanowi skok o 2000%.
Percepcje regionalne
Od chwili założenia AFRICOM afrykańskie percepcje co do jego zasadniczych intencji były różnorodne, a podział opinii, podobnie jak samego kontynentu, dokonywał się wzdłuż pustyni Sahary. Arabski Maghreb, u południowych wybrzeży Morza Śródziemnego, w większości udzielił poparcia AFRICOM; krytycy pochodzili głównie z czarnej Afryki na południe od Sahary. Rządy afrykańskie, wraz z wieloma obserwatorami na Zachodzie, wyrażały obawy, że AFRICOM był w rzeczywistości ukrytą operacją rozciągania kontroli wojskowej USA na cały kontynent z myślą o zdominowaniu jej bogactw i bacznego obserwowania kluczowych konkurentów takich jak Chiny. Raport US Congressional Research Service z 2007 roku na temat utworzenia AFRICOM w ten sposób naświetlił niepokoje wielu rządów afrykańskich:
Są poważne obawy co do amerykańskich motywacji dla utworzenia AFRICOM i niektórzy Afrykańczycy obawiają się, że krok ten stanowi neokolonialną próbę militarnego zdominowania regionu. Wysiłki wojskowe USA na kontynencie są uważane za epizodyczne, prowadząc niektórych do poddawania w wątpliwość bardziej długotrwałego zainteresowania DoD [Departamentu Obrony USA] w chwili obecnej. Doniesienia o amerykańskich nalotach w Somalii w ostatnich latach i wsparcie USA dla interwencji militarnej Etiopii pogłębiły te obawy. Wielu postrzega amerykańskie wysiłki kontrterrorystyczne w Afryce ze sceptycyzmem i wydaje się, że powszechne jest przekonanie, iż głównymi celami nowego dowództwa będą ściganie terrorystów i zabezpieczanie dostępu USA do afrykańskiej ropy. Analitycy polityki zagranicznej USA skupili wzmożoną uwagę na roli Chin w Afryce w ostatnich latach i uwaga ta prowadzi niektórych do zadawania pytania, czy Dowództwo Afrykańskie nie jest przypadkiem częścią nowej rozgrywki o wpływy na kontynencie.
W kolejnych latach jak się wydaje niewiele się zmieniło: w dziale "często zadawane pytania" na swojej stronie internetowej AFRICOM niemal zbyt szybko zadaje pytania i odpowiada na temat rzekomej agendy zmierzającej do kontrolowania bogactw Afryki, zbywając zapytania takie jak "Czy jest to [AFRICOM] próba zdobycia przez Stany Zjednoczone dostępu do bogactw naturalnych (np. ropy naftowej)? Czy jest to [AFRICOM] reakcja na chińskie działania w Afryce?" prostym "Nie." Ale kraje afrykańskie najwyraźniej wciąż są nieprzekonane: Liberia jest jedynym z 53 państw objętych mandatem AFRICOM, które publicznie zaoferowało siedzibę dla Dowództwa - do teraz jego kwatera główna znajduje się w Stuttgarcie w Niemczech.
Trwająca operacja w Libii wydaje się tylko umacniać pogląd, że AFRICOM zmierza do promocji amerykańskich interesów strategicznych - a nie przynoszenia "pokoju i bezpieczeństwa narodom Afryki" zgodnie z deklaracją jego misji.
Nigeryjski minister spraw zagranicznych Odein Ajumogobia wskazał na to, co uznał za kapryśność libijskiej misji: "Sprzeczności między zasadą a interesem narodowym... pozwoliły społeczności międzynarodowej na nałożenie strefy zakazu lotów na Libię pod pretekstem ochrony niewinnych cywilów przed rzezią, ale obserwowanie z pozorną bezradnością (w Wybrzeżu Kości Słoniowej) jak... mężczyźni, kobiety i dzieci są tak samo masakrowani w wyniku przemocy, nawet jeśli mniej skandalicznej."
Prezydent RPA Jacob Zuma stwierdził stanowczo, że jego kraj powiedział "nie dla zabójstw cywilów, nie dla doktryny zmiany reżimu i nie dla obcej okupacji Libii bądź też jakiegokolwiek innego suwerennego państwa." Powiedział to nawet mimo tego, że jego kraj, jeden z niestałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ, zagłosował za rezolucją ustanawiającą strefę zakazu lotów nad Libią.
Wydaje się zatem, że inauguracyjna misja AFRICOM - pomoc w ustanowieniu strefy zakazu lotów nad Libią - nie tylko nie zdołała przekonać Afryki subsaharyjskiej do jej deklarowanych intencji przyczyniania się do promocji pokoju i stabilności w całym regionie, ale faktycznie mogła przysłużyć się zwiększeniu oporu wobec amerykańskiej obecności wojskowej na kontynencie.
Dr John CK Daly to adiunkt w Johns Hopkins Central Asia-Caucasus Institute w Waszyngtonie. Otrzymał swój tytuł doktorski ze studiów rosyjskich i bliskowschodnich na Uniwersytecie w Londynie.
Copyright International Relations and Security Network
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.isn.ethz.ch/isn/Current-Affairs/ISN-Insights/Detail?lng=en&ots627=fce62fe0-528d-4884-9cdf-283c282cf0b2&id=127973&contextid734=127973&contextid735=127972&tabid=127972
FOTO: Flickr user U.S. Mission Uganda