Rodzimi wrogowie wrogów Indii
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Rodzimi wrogowie wrogów Indii
Hari Sud 2008-04-22 00:03:08
     Poważne problemy wewnętrzne Chin i Pakistanu w ciągu ostatniego roku stawiają Indie w znacznie lepszej sytuacji geopolitycznej.

     Przy tybetańskich i ujgurskich nacjonalistach na ścieżce wojennej w Chinach oraz niekończących się starciach na dzikim zachodzie Pakistanu, Indie mają chwilę wytchnienia. Chociaż Chiny będą grozić Indiom od czasu do czasu w kwestii obszaru Tawang, a Pakistan będzie dalej podnosił temperaturę w kwestii Kaszmiru, oba państwa w ostatnim roku miały u siebie w domu własnoręcznie wygenerowane kłopoty.
     Mnisi w Tybecie przeciwstawiają się Chinom. Wybrali na ich walkę najlepszy moment w historii – rok olimpijski. Podobnie Ujgurowie na zachodzie Chin podnieśli temperaturę i życzą sobie niepodległości od Pekinu. Ostatnio próbowali wysadzić w powietrze chiński samolot w ich rodzinnej prowincji Xinjiang.
     Pakistan, pod naporem Stanów Zjednoczonych, postanowił stawić czoło plemiennym Pasztunom na granicy z Afganistanem i poniósł nędzną porażkę. Potężna pakistańska armia została upokorzona przez zbieraninę wojowników. Wojownicy ci mogą pochwalić się historią upokarzania wielkich mocarstw – Brytyjczyków w XIX stuleciu, Rosjan w latach 80-tych, Amerykanów i NATO w ostatnich 6 latach i teraz Pakistańczyków.
     W jaki sposób ten rozwój wydarzeń w Chinach i Pakistanie daje korzyści Indiom?
     Wszystkie z powyższych wydarzeń właściwie powinny sprawić radość Indiom. Kontrola Chin nad Tybetem została permanentnie osłabiona rebelią mnichów. Utrzymanie niepewnego pokoju będzie wymagało dwa razy więcej chińskich wojsk niż 6 miesięcy temu. Dziś ruch niepodległościowy, pomijając kilka incydentów przemocy, jest w większości pokojowy, stosując gandyjską taktykę niekooperacji. Jednak istnieje możliwość, że ruch ten stanie się bardziej skłonny do przemocy w bliskiej przyszłości.
     Starannie budowany przez Chiny wizerunek potężnego mocarstwa handlowego poniósł dotkliwą porażkę. Wraz z tym jak Tybet jest coraz bardziej uciskany, pojawią się doniesienia o kolejnych przypadkach pogwałceń praw człowieka. Chiny wkrótce będą określone wielkim brutalem. W bliskiej przyszłości ich przodujący przemysł eksportowy ucierpi gdy ludzie na Zachodzie zbojkotują chińskie produkty.
     Chińczycy mogą być w stanie kontrolować sytuację dzisiaj, ale młodzi mężczyźni i kobiety w Tybecie i tybetańska diaspora zagranicą nie dadzą za wygraną. Mają przywódcę duchowego w osobie Dalaj Lamy, który ich inspiruje. Będą dalej wzywać Chiny do rozluźnienia uścisku nad Tybetem. Wcześniej czy później odniosą sukces.
     Ledwie ucichły wiadomości o tybetańskiej rewolcie gdy krążyć zaczęły doniesienia o ujgurskim wyzwaniu dla chińskiej dominacji. Zarzewie ujgurskiego niezadowolenia jest obecne od wielu dekad. Od 1979 roku młodzi ujgurscy mężczyźni udawali się do Afganistanu by walczyć z Sowietami wraz z Pasztunami, Uzbekami i innymi arabskimi fanatykami. Ujgurowie, będący muzułmańskimi Turkami, nie życzyli sobie dominacji bezbożnych chińskich komunistów.
     To starcie etniczne zostało uwydatnione darmową dystrybucją koranu przez interesy z Arabii Saudyjskiej w latach 80-tych, co sprowadziło płomienie religijnego fanatyzmu Kirgizom, Tadżykom, Uzbekom i Ujgurom. Wszyscy z nich to środkowoazjatyccy Turkowie i wszyscy oprócz Ujgurów są dziś wolnymi narodami. Dlatego Ujgurowie wzdychają do niepodległości i wydawałoby się, że osiągną je tym czy innym sposobem. Przywódcy pokroju Osamy bin Ladena i pakistańskie służby wywiadowcze są gotowi im pomóc.
     Niektórzy z ujgurskich nacjonalistów, którzy walczyli z Sowietami od 1979 do 1989 roku pozostali w Afganistanie i rozwijali swoje umiejętności w wojnie partyzanckiej. Dalej też przeprowadzali antychińskie ataki w Pakistanie, ostatni z nich przeciw chińskim inżynierom w Gwadarze. Inne ataki miały miejsce w północnym Afganistanie i prowincji Xinjiang, ale nie zostały ogłoszone przez Chińczyków.
     Ostatni ujgurski plan wysadzenia samolotu China Airlines na lotnisku w Urumczi, stolicy prowincji Xinjiang, nie powiódł się. Spisek został odkryty na czas i udaremniony. Chińczycy nie powiedzieliby światu o tej wrogiej intrydze przeciw nim gdyby nie poszukiwali sympatii. Nie uzyskali jej jednak, jedynie pogardę. Mogą podziękować za to Tybetańczykom, którzy już wcześniej zmącili wody międzynarodowej dobrej woli.
     Ujgurscy nacjonaliści, którzy planowali atak w Urumczi, są absolwentami prowadzonych przez Pakistańczyków madras [szkół religijnych – przyp. SM] na granicy afgańsko-pakistańskiej. Znajdują oni oparcie we Froncie Islamskim w postaci wsparcia materialnego i moralnego. Już niedługo najbardziej niezłomni w islamskim ruchu wolności jak Osama bin Laden włączą się do boju, czego efektem będzie więcej lepiej zaplanowanych uderzeń nie tylko w Xinjiangu, ale i w samych Chinach.
     Tak jak Tybetańczycy, Ujgurowie skoordynowali swoje działania z Olimpiadą w Pekinie. Ich walka znajduje wzorce w Afganistanie, Iraku, Palestynie i Czeczenii. Teraz Chińczycy mają tylko jedną alternatywę – szybko przesunąć więcej wojsk do Xinjiangu. Uszczupli to chińskie rezerwy i nie będą w stanie grozić Rosji, Indiom i reszcie Azji Południowo-Wschodniej.
     Pakistańczycy przez ostatnie 60 lat byli pochłonięci konfrontacją z Indiami, dopóki nagle na ich tyłach nie pojawili się plemienni Pasztuni, którzy postanowili rzucić wyzwanie pakistańskiej armii. Nieważne jest meritum walki Pakistanu z Pasztunami; ci ostatni walczą z różnymi wrogami od pokoleń. Tym razem przytrafiła się armia pakistańska.
     Pakistańczycy znajdowali upodobanie w dyskomforcie Indii w Kaszmirze a także w przeprowadzaniu okazjonalnych uderzeń na Indie. Tymczasem w tej chwili sami stali się celem takich uderzeń. Więcej cywilów i przywódców zginęło w Pakistanie w ostatnich trzech miesiącach niż nawet w Iraku. Sytuację tę Pakistańczycy zastali w nieświadomości. Ich głównym punktem uwagi były Indie; teraz są zmuszeni oglądać się do wewnątrz. Siły wojskowe są szybko przerzucane do kłopotliwych rejonów wzdłuż granicy afgańsko-pakistańskiej. Ale bojownicy plemienni sprawują kontrolę nad większością obszarów wiejskich i mają w swojej sprawie poparcie pobratymców w Afganistanie.
     Odkąd zaczęły się te nowe kłopoty, Pakistan z wolna zmniejszał swoje skryte poparcie dla Kaszmiru. Większość pasztuńskich weteranów wojny afgańsko-radzieckiej wróciło do swojej ojczyzny by zająć się własnymi walkami. Tym razem wycelowują swoją broń w swojego wczesniejszego sponsora, Pakistan.
     Pakistan nie spodziewał się tej sytuacji. Nawet Stany Zjednoczone, główny sponsor Pakistanu, jest nieco tym zaniepokojony. Tak właściwie Pakistan znalazł się w tym nieprzyjemnym położeniu z powodu Stanów Zjednoczonych.
     Sytuacja się pogarsza. Chwila spokoju od zamachów samobójczych podczas wyborów w Pakistanie została przerwana kilkoma kolejnymi incydentami. Nowo wybrany premier obiecał rozmowy z rebeliantami, ale nie przyniesie to żadnych rezultatów. Bojownicy plemienni żądają całkowitego wycofania USA z Pakistanu. Jeśli Pakistańczycy zrealizują to żądanie, będą mieli do stracenia miliardy dolarów cywilnej i wojskowej pomocy ze strony Stanów Zjednoczonych.
     Alternatywą dla Pakistanu jest raczej opanowanie wojny kontrpartyzanckiej niż konfrontowanie Indii czołgami, samolotami bojowymi i łodziami podwodnymi. Mogą być do tego zmuszeni. Jeśli tak się zdarzy, Pakistan będzie mniejszym zagrożeniem dla Indii niż był w ostatnich sześciu dekadach.
     Z indyjskiego punktu widzenia nastał czas, by naciskać Chiny i Pakistan na ułożenie się z Indiami. Zagrożenie ze strony Chin mocno się zmniejszy przy niepokojach w Tybecie i wojwowniczym nastroju u Ujgurów. Pakistańczycy, z ich nierozważną współpracą z USA, rozzłościli na siebie prawie wszystkich Pasztunów. Problemy Chin i Pakistanu raczej nie opuszczą ich w najbliższej przyszłości – te walki będą trwać przez długi czas. Jest to korzyść, na którą czekały Indie.
     Jakąż zmianę przyniósł jeden rok! Dwóch wojowniczych sąsiadów Indii znalazło się w stanie wojny u siebie w domu. Obaj stoją w obliczu ciężkich problemów bez łatwych rozwiązań. Zbrojny bądź pokojowy impas będzie trwał przez jakiś czas. Na tym właśnie polega korzyść Indii.

©Copyright Hari Sud.
Hari Sud jest emerytowanym wiceprezydentem C-I-L Inc., byłym analitykiem strategii inwestycyjnych i managerem stosunków międzynarodowych. Jest absolwentem Uniwersytetu w Pundżabie i Uniwersytetu Missouri i mieszka w Kanadzie od 34 lat.

Opis stosunków indyjsko-chińskich na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj_start.php?xkraj_stos=Chiny&kraj=Indie&typ=stosunki+dwustronne

Opis stosunków indyjsko-pakistańskich na naszej stronie:
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj_start.php?xkraj_stos=Pakistan&kraj=Indie&typ=stosunki+dwustronne



Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów