Górski Kirgistan przeskoczył świat arabski kiedy jego ludność rok temu obaliła swojego tyranicznego przywódcę.
Jeśli znasz Kirgizów, wiesz że cierpliwość nie jest jedną z ich wybitnych cnót. Być może to dlatego Kirgizowie zmusili ich despotycznego prezydenta, Kurmanbeka Bakijewa do ucieczki w popłochu z Biszkeku po zaledwie jednym dniu intensywnych protestów i podżegania tłumu (trzymajcie się dzielnie, jemeńscy i libijscy aktywiści opozycji!).
Aby w pełni uświadomić sobie znaczenie rewolucji w Kirgistanie z kwietnia 2010 roku ważne jest by pamiętać jak kraj ten wyglądał rok i dzień temu, w przededniu powstania. Kirgistan był wtedy pod represyjnymi, autorytarnymi rządami Bakijewa i jego rodziny - a konkretnie jego żądnego władzy syna Maksima oraz masy braci i innych krewnych prezydenta. Razem dokonali oni redefinicji pojęcia nepotyzmu.
Partia polityczna Ak-Jol (Świetlana Droga) Bakijewa zdominowała rząd i parlament (71 z 90 mandatów po ustawionych wyborach z 2007 roku). Bakijew i jego rodzina kontrolowali większość gospodarki kraju i wiele z największych firm. Jeśli posiadałeś dobrze prosperującą firmę, była spora szansa, że ktoś wkrótce zapuka do twoich drzwi by zabrać jej kawałek, albo nawet odebrać ci ją całą. Dla swojego syna Maksima Bakijew stworzył nawet coś o nazwie Agencja Inwestycji i Rozwoju Gospodarczego - wszechwładny podmiot, który zajmował się całością inwestycji zagranicznych i pożyczek, jak również państwowymi funduszami emerytalnymi.
Twardy styl rządów Bakijewa oznaczał, że siły bezpieczeństwa były szybko wysyłane by zdusić wszelkie protesty publiczne oraz aresztować i osądzić liderów opozycji. Rodzina Bakijewa nie tolerowała odszczepieństwa i "nielojalni" urzędnicy byli wsadzani do więzień na podstawie sfingowanych zarzutów - tak jak stało się z byłym ministrem spraw zagranicznych Alikbekiem Jekszenkułowem po tym jak przyłączył się on do opozycji. Medet Sadyrkułow, szef sztabu Bakijewa, który później zerwał z prezydentem, nie miał na tyle dużo szczęścia by pójść do więzienia - jego spalone ciało znaleziono w samochodzie na górskiej drodze w marcu 2009 roku, chociaż przedstawiciele władzy twierdzili, że był to zwykły wypadek samochodowy.
Uciszanie krytyków w mediach, polityce
Bakijew oczywiście utrzymywał też ścisłą kontrolę nad mediami. Niezależne gazety i nadawców wciągano do współpracy, prześladowano, albo zamykano (taki los spotkał bardzo popularne "De facto"). Trzy gazety zamknięto tylko w ostatnim miesiącu Bakijewa u władzy. Podobnie programy Serwisu Kirgiskiego RFE/RL były zdejmowane z częstotliwości państwowych i zmuszane do korzystania z wąskich częstotliwości regionalnych, co utrudniało docieranie do słuchaczy.
Wielu niepaństwowych dziennikarzy prześladowano, bito i grożono ich rodzinom. Wielu spośród najlepszych pisarzy i reporterów uciekło z Kirgistanu i uzyskało azyl polityczny w różnych krajach europejskich. Podczas 5-letnich rządów Bakijewa zabito 3 dziennikarzy, w tym Giennadija Pawljuka, którego wyrzucono ze związanymi rękami i nogami z wieżowca w Ałmacie w Kazachstanie. Ponadto podczas ery Bakijewa, kiedy doszło do fuzji polityków i zorganizowanych grup przestępczych, zgładzono 6 deputowanych.
Bakijew i jego rodzina zdominowali też politykę zagraniczną Kirgistanu. Niedbałe traktowanie stosunków zewnętrznych przez Bakijewa ojca i syna ostatecznie odegrało kluczową rolę w upadku reżimu.
Żądanie wolności
W ciągu 5 lat Bakijew stworzył społeczeństwo jednak nie aż tak zatrwożone i zrozpaczone jak te w Turkmenistanie czy Uzbekistanie, ale coś zbliżonego do nazarbajewizmu w Kazachstanie i obłędu często spotykanego w Tadżykistanie. Co najgorsze, niewątpliwie ustalił podobny poziom tyranii i nietolerancji jak za ostatnich lat swojego poprzednika, Askara Akajewa, przywódcy który niegdyś obiecał zrobić z Kirgistanu "Szwajcarię Azji Środkowej", ale został obalony w 2005 roku za korupcję, nepotyzm, represje i ograniczanie swobód - czyli wszystkie problemy, które doprowadziły do upadku Bakijewa.
A potem nagle, z chóralnym zawołaniem "Dziś lub nigdy!", rok temu tysiące dzielnych demonstrantów i ciekawskich urzędników biurowych w Biszkeku i kilku innych miastach i miasteczkach wystąpiło z żądaniem by Bakijew i jego krewni oddali władzę. Ponad 80 osób, które zginęły - większość od kul snajperów - gdy wyganiano Bakijewa ze stolicy 7 kwietnia jest uważanych za bohaterów narodowych i zostały one pochowane pod otoczonym aurą świętości pomnikiem Ata Beyit u stóp gór otaczających Biszkek.
Przenieśmy się do dnia dzisiejszego. Prezydent Kirgistanu Roza Otunbajewa - pierwsza kobieta-prezydent w Azji Środkowej - utrzymała stabilność kraju w ciągu minionego roku pomimo okropnych zabójstw etnicznych w Osh i Jalalabadzie i mnóstwa innych problemów.
Zaprzeczając przewidywaniom o rychłym upadku jej rządu, Otunbajewa wciąż stawia czoło wielu zagrożeniom: niebezpiecznym napięciom między Uzbekami a Kirgizami, skarbcowi niemal bez grosza, wysokiemu bezrobociu, poważnemu podziałowi na linii północ-południe, zagrożeniu ze strony islamskich bojowników z Tadżykistanu i grawitacyjnym napięciom między Moskwą a Waszyngtonem.
Otunbajewa spełnia też obietnicę złożoną przy przejmowaniu władzy w zeszłym roku, że nie będzie starać się o prezydenturę w wyborach mających odbyć się w tym roku i dobrowolnie odda władzę - co jest kolejnym historycznym precedensem w Azji Środkowej i można tylko mieć nadzieję, że będzie podtrzymany przez jej następcę.
Nowym rządem kirgiskim kieruje koalicja 3 partii na czele z Ałmazbekiem Atambajewem, który był w więzieniu Bakijewa rok temu, ale teraz stoi na czele pierwszej demokracji parlamentarnej w Azji Środkowej. W parlamencie, gdzie dominuje płynna debata (i okazjonalnie cios z pięści), jest 5 prawie równych sobie partii w miejsce legionu adeptów Bakijewa ze Świetlanej Drogi. Konstytucja - którą Bakijew zmienił by zmaksymalizować swoją władzę - została ponownie sporządzona przez komitety złożone głównie z działaczy praw człowieka i przedstawicieli organizacji pozarządowych (NGOs), a potem poddana pod referendum narodowe w lipcu i zatwierdzona przez wyborców przytłaczającą większością.
Powrót społeczeństwa obywatelskiego
Korupcja i przestępczość także są zwalczane. Wiceminister spraw wewnętrznych Melis Turganbajew powiedział, że od stycznia aresztowano 56 członków gangów przestępczych. Społeczeństwo obywatelskie rozkwita. Przy ponad 15 tysiącach NGOs zarejestrowanych w Kirgistanie niektórzy ludzie żartują, że w kraju jest więcej NGOs niż miejsc pracy. Przywracany do życia jest prężny krajobraz mediów, a dziennikarze i inni uchodźcy polityczni wciąż powracają do kraju.
Protesty wszelkiej maści i wszelkich rozmiarów odbywają się znów bez zakłóceń, do tego Kirgistan może pochwalić się dopuszczeniem szerokiej wolności religijnej, czego nie można powiedzieć o jego sąsiadach. Ponadto poziom instytucji demokratycznych i swobód podstawowych w Kirgistanie od dawna przewyższa "sąsiadów". Tak naprawdę wśród niebałtyckich republik poradzieckich Kirgistan gra w jednej lidze z Gruzją, Ukrainą i Mołdawią.
Chociaż wciąż nie jest Szwajcarią z marzeń Akajewa, Kirgistan przedsięwziął w minionym roku zmiany, które są wielkim skokiem naprzód dla tego kraju wciśniętego między Chiny a Uzbekistan, kraje z niedostatkami wolności i demokracji.
Pete Baumgartner jest redaktorem RFE/RL. Poglądy wyrażone w tym komentarzu są poglądami autora i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy RFE/RL.
Copyright (c) 2011. RFE/RL, Inc. Reprinted with the permission of Radio Free Europe/Radio Liberty, 1201 Connecticut Ave., N.W. Washington DC 20036.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.rferl.org/content/commentary_year_after_revolution_kyrgyzstan_has_much_to_celebrate/3549880.html