Obama, Cameron i Erdogan – wszyscy oni się mylą. Libia jest ćwiczeniem z zakresu zmiany reżimu, ale nie będzie kolejnym Irakiem.
Widmo kolejnego bagna podobnego do Iraku wisi nad libijskim polem bitwy. Niedawny sondaż pokazuje, że 7 na 10 Brytyjczyków obawia się, że interwencja lotnicza koalicji stanowi wstęp do kolejnego irakopodobnego konfliktu, rozciągającego się na wiele lat. Premier Turcji Erdogan wyraża podobne obawy i ostrzega, że przedłużający się konflikt i zagraniczna interwencja lądowa nieuchronnie doprowadzą do kolejnego Afganistanu i drugiego Iraku, gdzie „zginął milion, a cywilizacja w zasadzie upadła”.
Prezydent Obama i premier Cameron próbowali ostatnio uśmierzyć te obawy. Cameron oświadczył, że nie będzie wymuszonej zmiany reżimu w Libii, bo rezolucja ONZ nie obejmuje obcej okupacji Libii. Prezydent Obama utrzymywał, że USA nie mogą pozwolić sobie na ponowne pójście drogą zmiany reżimu, tak jak w Iraku, gdzie osiągnięcie pewnego rezultatu „zabrało 8 lat, tysiące żyć amerykańskich i irackich i prawie bilion dolarów”. Obaj przywódcy twierdzą, że zachodnia interwencja i egzekwowanie strefy zakazu lotów zmierzają do ochrony cywilów, jak sformułowano to w rezolucji nr 1973 RB ONZ: „podjąć wszelkie niezbędne środki, niezależnie od paragrafu 9 rezolucji 1970 (2011), dla ochrony cywilów i obszarów zaludnionych przez cywilów zagrożonych atakiem Libijskiej Arabskiej Dżamahiriji, w tym Benghazi, zarazem wykluczając obce siły okupacyjne w jakiejkolwiek formie na jakiejkolwiek części terytorium libijskiego”.
Co interesujące, rezolucja nie określa kim mogą być atakujący. Skoro celem rezolucji jest reżim Kadafiego, można się spodziewać, że jego siły są uprawnionymi celami nalotów. Co jednak by się stało gdyby siły rebelianckie zaatakowały miasto, w którym ludność jest lojalna wobec Kadafiego i w konsekwencji potencjalnie spowodowały ofiary cywilne? Z pewnościa koalicja musiałaby zbombardować rebeliantów w celu ochrony żyć ludzkich.
Problem z rezolucją ONZ i działaniami podjętymi przez rządy zachodnie w celu ochrony żyć cywilów jest taki, że bynajmniej nie są one neutralne. Jak argumentuje Obama, USA będą wspierać aspiracje narodu libijskiego, dokonały interwencji w celu powstrzymania masakry i będą współdziałać ze swoimi sojusznikami i partnerami w celu utrzymania bezpieczeństwa cywilów. USA ponadto uniemożliwią napływ broni dla reżimu, odetną jego źródła gotówki, wesprą opozycję i będą współdziałać z innymi państwami aby przyspieszyć nadejście dnia, w którym Kadafi utraci władzę. Sekretarz stanu USA Hillary Clinton i brytyjski sekretarz ds. zagranicznych William Hague dodali 30 marca, że uzbrojenie libijskich rebeliantów może stanowić opcję jeśli bombardowania lotnicze nie będą mogły odsunąć Kadafiego od władzy. Jeśli to nie jest zmiana reżimu, to co to jest zmiana reżimu?
Zmiana reżimu nie wymaga obecności obcych sił lądowych do wcielenia jej w czyn. Prezydent Stanów Zjednoczonych powinien dobrze to wiedzieć, skoro zmiana reżimu od dekad jest praktykowana przez jego kraj poprzez pośredników. Jawnie czy potajemnie, Stany Zjednoczone robiły i wciąż robią zmianę reżimu kiedy jest to w ich interesie, a nie robią kiedy bezpośrednio koliduje to z interesem narodowym. Jak mocno podkreślił to Tariq Ali, Libia naprawdę jest „kolejnym przykładem samodzielnie wymierzanej przez Zachód sprawiedliwości”, podczas gdy rozprawy z demokratycznymi powstaniami w Bahrajnie, Jemenie i potencjalnie Arabii Saudyjskiej nie zasługują na zmarszczenie brwi czy też klepnięcie w plecy tych, którzy są ciemiężeni, nie wspominając o embargu zbrojeniowym czy strefie zakazu lotów.
Czy nam się to podoba czy nie, Zachód jest zaangażowany w proces zmiany reżimu w Libii, a jego rezultat jest niepewny. Jeśli Kadafi w końcu ustąpi, nie oznacza to, że skutkiem zmiany reżimu będzie sytuacja irakopodobna. W rzeczy samej, oba konteksty są raczej odmienne, a to co powinno stanowić sygnały ostrzegawcze przed przyszłymi wydarzeniami w Iraku jest potencjalnie łatwiejsze do ogarnięcia w Libii, jeśli właściwie się do tego podejdzie.
Po pierwsze, Libii nie nękają takie same podziały etniczne i religijne jakie charakteryzują Irak. Libia jest jednorodna religijnie i etnicznie. Libijska populacja to w 97% Arabowie i Berberowie, a 97% to sunnici. Obecny rozłam w libijskim społeczeństwie jest polityczny w swej naturze, pomiędzy tymi, którzy występują przeciwko reżimowi Kadafiego, a tymi, którzy go popierają. Gdyby Kadafi miał zostać usunięty, dla postwojennego bezpieczeństwa i stabilności kraju konieczne będzie zapewnienie ochrony jego zwolennikom, nadanie pewnego rodzaju amnestii i szybkie zintegrowanie w rodzącej się demokratycznej grze politycznej. Wiele ludzi ma dużo do stracenia na upadku Kadafiego. Najbliżsi mu na pewno stracą swoje przywileje, ale co bardziej krytyczne, urzędnicy rządowi niższego szczebla i pracownicy służby cywilnej walczą o swoje środki utrzymania. Irakopodobna czystka w aparacie rządowym Kadafiego byłaby poważnym błędem, gdyż pozbawiłaby kraj bardzo potrzebnych ekspertów, którzy wiedzą jak nim zarządzać i zraziłaby ich do nowego reżimu. Postawienie libijskich emigrantów na kierowniczych stanowiskach byłoby kolejnym błędem, który uraziłby część ludności, która najwięcej wycierpiała podczas 40 lat brutalnej dyktatury i która w największym stopniu wsparła rewoltę przeciwko reżimowi. Rozłam między pro- i anty-kadafistami nie zagrozi odbudowie Libii jeśli wszystkie strony będą zaangażowane w polityczną odnowę kraju i jeśli ONZ odegra aktywną rolę w utrzymaniu pokoju i nadzorowaniu politycznej transformacji.
Po drugie, podczas gdy Irak był otoczony przez Syrię i Iran, dwa państwa, które nie podzielały celów amerykańskich w Iraku i wobec tego próbowały zakłócać odbudowę tego kraju, sąsiedzi Libii, Tunezja i Egipt znajdują się na drodze do demokratyzacji i ich nowe rządy powinny być bardziej otwarte na libijską liberalizację niż Iran i Syria były w odniesieniu do Iraku.
Po trzecie, iracka awantura zawsze cierpiała na brak międzynarodowej legitymacji z powodu tego, że USA i ich partnerzy koalicyjni pominęli ONZ i postanowili pójść na całość samemu. W przypadku Libii koalicja może oprzeć się na rezolucji ONZ zezwalającej na interwencję i dlatego, jakikolwiek by nie był jej skutek, transformacja polityczna Libii będzie korzystać z tej legitymacji, oczywiście o ile w proces zostaną też włączeni lojaliści.
Jeśli teraz spojrzymy na filary odbudowy w okresie powojennym, mianowicie bezpieczeństwo, państwo, gospodarkę i społeczeństwo obywatelskie, podobnie optymistyczne sygnały wskazują na szybką regenerację i odbudowę w Libii, w przeciwieństwie do przypadku Iraku.
Pod warunkiem, że ONZ będzie odpowiadać za bezpieczeństwo w okresie powojennym, partyzantka podobna do tej, którą widzieliśmy w Iraku jest mało prawdopodobna. Nie ma wątpliwości, że niektórzy zatwardziali zwolennicy Kadafiego będą sprawiać kłopoty, ale zapewne nie dojdzie do eskalacji do takiego poziomu przemocy, który prześladował Irak przez tak wiele lat. Jeśli bezpieczeństwo i stabilność zostaną osiągnięte, postęp w trzech pozostałych obszarach odbudowy będzie miał większe szanse na sukces.
W sferze politycznej odbudowa państwa będzie wymagać organizacji okrągłego stołu między różnymi libijskimi stronami obecnie toczącymi wojnę. I znów, zachowanie prawa byłych zwoleników Kadafiego do uczestnictwa w nowej grze politycznej będzie konieczne aby odnieść sukces w osiąganiu jedności narodowej; będzie kluczem do stabilności politycznej kraju. Patrzenie do przodu, a nie do tyłu będzie decydujące dla Libii.
Ta stabilność polityczna mogłaby zostać wzmocniona dzięki surowcom energetycznym jakimi dysponuje ten kraj. Ropa naftowa stanowi 95% dochodów eksportowych Libii, 25% jej PKB i 80% wpływów rządu. Zależność od jednego źródła dochodów to słabość pod względem rozwoju i perspektywy dywersyfikacji libijskiej gospodarki w krótkim okresie czasu są ograniczone. Jednakże sprzedaż ropy będzie przynosić szybkie zyski i przyciągać bardzo potrzebne bezpośrednie inwestycje zagraniczne. Pomimo tego, w średnim i długim okresie czasu z otwieraniem gospodarki libijskiej na kapitalizm międzynarodowy powinno się postępować ostrożnie. Przy 30-procentowym wskaźniku bezrobocia i około 1/3 ludności poniżej narodowej linii biedy sprawiedliwość społeczna i gospodarcza oraz lepsza redystrybucja bogactw muszą bardzo wcześnie znaleźć się na agendzie nowego reżimu libijskiego. Typ demokracji, który wyłoni się w Libii będzie musiał wyjść poza lekką, klasyczną, liberalno-demokratyczną wersję koncentrującą się na wolnych i sprawiedliwych wyborach między rywalizującymi partiami politycznymi, ze zwyczajowo towarzyszącym jej pakietem praw i wolności jednostki. W przeciwieństwie do Iraku dobrobytem ekonomicznym i rażącymi nierównościami społecznymi i gospodarczymi trzeba będzie zająć się od pierwszego dnia w erze po Kadafim.
Na szczęście libijska infrastruktura ekonomiczna i usług podstawowych wydaje się być w dobrym stanie, w przeciwieństwie do Iraku, gdzie niedobory energii, paliwa i wody były normą przez lata po rozpoczęciu okupacji. Libia produkuje więcej elektryczności, gazu ziemnego i ropy naftowej niż potrzebuje. Wody jest mniej, ale projekt Wielkiej Sztucznej Rzeki i projekty badawcze dotyczące odsalania wody wydają się pokrywać obecne zapotrzebowanie. W rezultacie, w kontraście do Iraku, można oczekiwać, że ludność wciąż będzie miała dostęp do towarów i usług podstawowych, co złagodzi niezadowolenie społeczne i przyczyni się do bezpieczeństwa i stabilności kraju oraz umocni legitymację władzy przejściowej odpowiedzialnej za przebudowę polityczną Libii.
I wreszcie, podobnie jak w Iraku, można powiedzieć, że libijskie społeczeństwo obywatelskie nie istnieje. Tak jak u Saddama Husajna, pięść Kadafiego rozbijała wszelkie próby opierania się jego reżimowi, nie pozostawiając żadnego miejsca na rozkwit organizacji społeczeństwa obywatelskiego. Jednak po upadku reżimu partii Baas Irak doświadczył narodzin i rozwoju mnóstwa organizacji społeczeństwa obywatelskiego, które zaczęły równoważyć władzę państwa irackiego i odgrywać wobec niego rolę nadzorczą. Ostatnie wydarzenia w Iraku pokazują, że sekciarstwo dało się we znaki społeczeństwu obywatelskiemu, ale nie zdołało stłumić jego głosu. Mając młodą, zasadniczo miejską i w wysokim stopniu piśmienną populację, Libia posiada potencjał pójścia podobną drogą i dość szybkiego skorzystania z obecności bardzo aktywnego i prężnego społeczeństwa obywatelskiego, bez wątpienia z pełnym poparciem zachodnich agencji promocji demokracji.
Biorąc to wszystko razem, jeśli ONZ i przyszła libijska klasa polityczna, z pełnym poparciem Zachodu, zdołają współpracować i uzyskać spójność działań w polityce w tych 4 obszarach odbudowy powojennej, to Libii nie spotka ten sam los co Irak. Moralnie, bezsprzecznie do tego właśnie powinny dążyć USA, Wielka Brytania, Francja i ich partnerzy koalicyjni. A robiąc to mogą również podnieść brew w kierunku Rijadu, Sany, Damaszku i Manamy, albo można dalej śnić i mieć nadzieję, że pójdą tam za ciosem.
Jeff Bridoux jest autorem American Foreign Policy and Postwar Reconstruction, wydanym przez Routledge w 2011 roku oraz doktorem i wykładowcą „polityko-ekonomii demokratyzacji” na Wydziale Polityki Międzynarodowej, Uniwersytet Aberystwyth.
Artykuł pochodzi ze strony openDemocracy i został opublikowany na licencji Creative Commons.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.opendemocracy.net/opensecurity/jeff-bridoux/why-libya-will-not-be-second-iraq
FOTO: Flickr user Crethi Plethi