Obszary zagrożenia terroryzmem al-Qaidy po śmierci Osamy bin Ladena
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
Obszary zagrożenia terroryzmem al-Qaidy po śmierci Osamy bin Ladena
stosunkimiedzynarodowe.info 2011-05-03 23:28:01

Przegląd obszarów najbardziej narażonych na aktywność oddziałów al-Qaidy po śmierci Osamy bin Ladena w ataku amerykańskim w Pakistanie 2 maja.

 

Śmierć Osamy bin Ladena w ataku amerykańskich sił specjalnych w pakistańskim mieście Abbottabad rankiem 2 maja jest postrzegana jako przełomowy moment w walce z terroryzmem międzynarodowym, ale bynajmniej nie koniec tego fenomenu czasów współczesnych. Z pewnością należy spodziewać się kontynuacji terrorystycznej aktywności al-Qaidy i sprzymierzonych z nią grup zbrojnych w Pakistanie i Afganistanie, gdzie ekstremiści znaleźli najbardziej sprzyjające warunki i sprawili, że w ostatnich latach akty terroryzmu były w tych państwach niemalże na porządku dziennym. Ponadto w kilku innych obszarach globu działają regionalne oddziały organizacji założonej przez bin Ladena, które są od centrali w dużym stopniu niezależne, zarówno pod względem finansowym jak i operacyjnym, i w najbliższym czasie mogą stanowić zagrożenie zarówno dla miejscowych władz i ludności jak i dla interesów Zachodu.

 

Jemen

 

Działalność terrorystyczna al-Qaidy w Jemenie, gdzie urodził się ojciec Osamy bin Ladena, sięga genezą jeszcze okresu sprzed 11 września 2001 roku - niecały rok wcześniej w porcie Aden dokonano ataku na niszczyciel USS Cole, w którym zginęło 17 marynarzy amerykańskich. Po tym jak w listopadzie 2002 roku w ataku rakietowym CIA w Jemenie zginęło kilku liderów al-Qaidy, a władze jemeńskie wsadziły do więzień wielu jej członków, wydawało się, że aktywność organizacji bin Ladena w tym kraju może wygasnąć. Jednak ucieczka z więzienia w lutym 2006 roku 23 członków al-Qaidy i objęcie przywództwa przez młodego Nassera al-Wahayshiego, podobno jednego z bliskich asystentów bin Ladena w latach 1990-tych, pozwoliły na rewitalizację ugrupowania, które w styczniu 2009 roku połączyło się z saudyjskim skrzydłem, mocno osłabionym rządową ofensywą antyterrorystyczną, przekształcając się w nowy twór o nazwie Al-Qaida na Półwyspie Arabskim (AQAP).

Chociaż liczebność AQAP szacuje się na nie więcej jak kilkuset bojowników, ugrupowanie wykazuje się w ostatnich latach rosnącą aktywnością, często zadając straty jemeńskim siłom bezpieczeństwa, ale też atakując cele zachodnie poza granicami Jemenu. AQAP przyznała się do odpowiedzialności za głośną próbę wysadzenia w powietrze w dniu 25 grudnia 2009 roku samolotu pasażerskiego linii Northwest Airlines lecącego z Amsterdamu i zbliżającego się do lądowania w Detroit, której dokonał 23-letni Nigeryjczyk Umar Farouk Abdulmutallab. AQAP nadała też 2 przechwycone 29 października 2010 roku w Wielkiej Brytanii i w Dubaju paczki z materiałami wybuchowymi zaadresowane do synagog w Chicago. Miesiąc później ugrupowanie oświadczyło w kolejnej edycji swojego angielskojęzycznego magazynu "Inspire", że będzie realizować strategię "wykrwawiania" wroga za pomocą tego rodzaju operacji o małej skali i skromnych kosztach (wrześniowa próba wysyłki miała kosztować jedyne 4200 dolarów), ale które można przeprowadzać częściej niż zamachy na wielką skalę, natomiast zapobieganie im wymaga ponoszenia ogromnych kosztów przez zachodnie służby dbające o bezpieczeństwo narodowe.

Coraz bardziej znaną osobistością AQAP jest Anwar al-Awlaki, urodzony w USA radykalny kleryk i główny propagandzista ugrupowania, którego w listopadzie 2010 roku nowojorska policja kontrterrorystyczna nazwała "najbardziej niebezpiecznym człowiekiem na świecie". Al-Awlakiego wiąże się z wieloma antyamerykańskimi spiskami, w tym ze strzelaniną w bazie wojskowej Fort Hood w listopadzie 2009 roku, kiedy major Nidal Malik Hasan zabił 13 osób. W kwietniu 2010 roku administracja Baracka Obamy ujawniła, że upoważniła CIA do zabicia al-Awlakiego, który w ten sposób jako pierwszy Amerykanin znalazł się na liście celów CIA, a w lipcu al-Awlakiego wpisano na ONZ-owską czarną listę współpracowników al-Qaidy i Talibów. Nasilono też wysiłki kontrterrorystyczne w samym Jemenie, próbując stosować taktykę ataków lotniczych, ale bez spodziewanego efektu, a czasem z niepożądanymi skutkami ubocznymi, np. w maju 2010 roku w nalocie zginął wicegubernator prowincji Maarib.

Jemen już wcześniej był uważany za potencjalnie tak samo duże zagrożenie dla stabilności międzynarodowej co Afganistan, ze względu na dość słabą władzę centralną, obecność licznych antyrządowych grup zbrojnych, bliskość niestabilnej i radykalizującej się Somalii oraz topniejące rezerwy ropy naftowej i wody. Wybuch w lutym 2011 roku masowych protestów, przybierających coraz krwawsze formy i zagrażających prezydenturze Aliego Abdullaha Saleha nasiliło tylko te obawy, tym bardziej, że w przeciwieństwie do innych rewolucji arabskich w rozruchach w Jemenie zauważalny był dość silny komponent ekstremistyczny.

 

Afryka Wschodnia

 

Afryka Wschodnia, w której bezpośredniej bliskości w latach 1991-96 rezydował sam Osama bin Laden, prowadząc w Sudanie przedsięwzięcia biznesowe za przyzwoleniem rządu, stała się pierwszym regionem, który doświadczył terroryzmu al-Qaidy na masową skalę gdy 7 sierpnia 1998 roku w równoczesnych zamachach bombowych na ambasady USA w Nairobi (Kenia) i Dar es Salaam (Tanzania) zginęły 224 osoby. Dziś wzrok tych, którzy obawiają się terroryzmu w tym regionie kieruje się ku graniczącej z Kenią Somalii, od 1991 roku pozostającej w stanie permanentnej wojny sprzyjającej aktywności terrorystycznej. "Śmierć Osamy może tylko być pozytywem dla Kenii, ale musimy mieć stabilny rząd w Somalii. Utrata lidera może najpierw rozstroić ruch [ekstremistów islamskich], ale potem przegrupuje się on i będzie kontynuował [działalność]", powiedział agencji prasowej Reuters 2 maja premier Kenii Raila Odinga.

Podstawowym powodem do niepokoju jest umacniająca się pozycja somalijskich bojowników z ugrupowania al-Shabaab, które USA w lutym 2008 roku uznały za organizację terrorystyczną, powiązaną z al-Qaidą. Wiadomo, że w al-Shabaab znaczną rolę odgrywają napływowi, zagraniczni dżihadyści, nadający ugrupowaniu coraz bardziej radykalny charakter, najlepiej widoczny w przeprowadzeniu 11 lipca 2010 roku w stolicy Ugandy, Kampali podwójnego zamachu bombowego, w którym śmierć poniosły co najmniej 74 osoby oglądające finał piłkarskich mistrzostw świata. Al-Shabaab niejednokrotnie przeprowadzało zamachy samobójcze wymierzone we władze somalijskie, np. w sierpniu zeszłego roku atakując hotel w Mogadiszu i zabijając 32 osoby, w tym 6 parlamentarzystów. Groziło również rozpoczęciem kampanii przemocy przeciwko Kenii.

Kenia ma swoje własne krwawe doświadczenia z terroryzmem: 28 listopada 2002 roku w Mombasie doszło do samobójczego zamachu przed izraelskim hotelem Paradise, w którym zginęło 15 osób, a równocześnie w kierunku izraelskiego samolotu z 261 pasażerami na pokładzie odpalono 2 pociski rakietowe, na szczęście nie trafiając celu. Podejrzanym o zorganizowanie tych aktów terroru jest Komorczyk Fazul Abdullah Mohammed, poszukiwany też przez FBI w związku z zamachami na ambasady w 1998 roku, domniemany lider al-Qaidy w Afryce Wschodniej, której członkowie jak powszechnie się uważa rutynowo wykorzystują Somalię jako miejsce planowania zamachów i bezpieczne miejsce schronienia.

Skuteczność działań kontrterrorystycznych USA w Somalii stoi pod znakiem zapytania, podobnie jak w Jemenie. USA kilkakrotnie przeprowadzały ataki lotnicze w Somalii i 1 maja 2008 roku w jednym z nich zginął lider al-Shabaab Aden Hashi Ayro, a w październiku 2009 roku komandosi amerykańscy zabili Saleha Aliego Saleha Nabhana, zamieszanego w akty terroryzmu w Kenii. Jednak akcje te nie osłabiły zasadniczo ugrupowania al-Shabaab, które wręcz starało się wykorzystywać je propagandowo, argumentując np., że w ataku na Ayro zginęło też do 30 cywilów. Podobnie trwająca od grudnia 2006 roku do stycznia 2009 roku, mająca poparcie Waszyngtonu interwencja militarna Etiopii w Somalii stanowiła znakomite narzędzie rekrutacyjne dla ekstremistów, argumentujących, że istnieje konieczność odparcia chrześcijańskiej kolonizacji Somalii.

Obecnie nadzieje międzynarodowe na spacyfikowanie ekstremistów islamskich w Somalii polegają na obecności afrykańskich sił pokojowych AMISOM (w grudniu zeszłego roku rozbudowanych decyzją Rady Bezpieczeństwa ONZ z 8 do 12 tysięcy personelu), które w lutym wraz z siłami rządu somalijskiego przystąpiły do zdecydowanej ofensywy, odbijając część terenów w Mogadiszu i na południu kraju, ale ponosząc też znaczne straty.

 

Maghreb

 

Obecność al-Qaidy w Afryce Północnej jest pochodną wyjątkowo brutalnej wojny domowej w Algierii, trwającej od 1992 roku, po tym jak wojsko uniemożliwiło odniesienie zwycięstwa wyborczego islamistom, do początku następnej dekady. Podczas gdy ruch islamistyczny ulegał podziałom i coraz większa ilość bojowników rezygnowała z walki, dalej działała Salafistyczna Grupa Nauczania i Walki (GSPC), która przyznawała się do związków z al-Qaidą, a w styczniu 2007 roku formalnie przekształciła się w Al-Qaidę w Islamskim Maghrebie (AQIM). W pierwszym roku istnienia AQIM zanotowała szereg skutecznych, spektakularnych ataków terrorystycznych, z których największym echem odbił się wybuch 2 samochodów-pułapek przed biurami ONZ w Algierze 11 grudnia 2007 roku, kiedy zginęło co najmniej 67 osób. W kolejnych latach zdolność AQIM do przeprowadzania tego rodzaju ataków zmniejszyła się za sprawą skutecznej kampanii kontrterrorystycznej służb algierskich, aczkolwiek czasami bojownicy ugrupowania udowadniają, że wciąż są w stanie zadawać bolesne ciosy siłom bezpieczeństwa - 16 kwietnia tego roku w najkrwawszym od wielu miesięcy ich ataku na posterunku wojskowym w mieście Azazga zginęło 14 żołnierzy.

Uważa się, że AQIM obecnie liczy kilkuset bojowników, a jej liderem jest Algierczyk Abdelmalek Droukdel. Algierczycy stanowią zdecydowaną większość członków ugrupowania, które mimo zawartej w nazwie aspiracji do reprezentowania całej Afryki Północnej nie zdołało włączyć w swoje szeregi islamistów z państw takich jak Libia, Tunezja i Maroko, podobnie zresztą jak nie zdołało wykorzystać niezadowolenia społecznego w Algierii, które objawiło się protestami równolegle z wydarzeniami w Tunezji, gdzie w styczniu upadła wieloletnia prezydentura Zine El Abidine Ben Aliego. Wobec tego główny ciężar działalności AQIM znajduje się w południowo-zachodniej części Sahary, tj. w pobliżu granic Algierii, Mauretanii, Mali i Nigru, gdzie obecność rządowa jest nikła, za to grasują przemytnicy. Często dochodzi tu do lukratywnych porwań turystów zagranicznych, stanowiących ważne źródło dochodów AQIM. 8 stycznia tego roku wskutek nieudanej operacji wojsk nigerskich i francuskich przy granicy Nigru z Mali porywacze z AQIM zabili 2 Francuzów uprowadzonych dzień wcześniej w Niamey, stolicy Nigru. Pod koniec kwietnia w internecie zamieszczono wideo pokazujące 4 innych francuskich zakładników, porwanych jeszcze we wrześniu 2010 roku wraz z 3 innymi osobami, uwolnionymi w lutym.

Na zagrożenie terroryzmem w Afryce Północnej wskazuje zamach bombowy, do którego doszło 28 kwietnia w Marrakeszu - zginęło w nim 16 osób, w tym 13 obcokrajowców i był to najkrwawszy akt terroryzmu w Maroku od 2003 roku. Władze marokańskie oświadczyły, że sposób zaplanowania zamachu i budowa bomby wskazują na AQIM, ale jak na razie żadne ugrupowanie nie przyznało się do odpowiedzialności. Do wzrostu siły AQIM może przyczynić się chaotyczny konflikt w Libii, gdzie duże ilości broni dostały się w ręce rebeliantów i mogą z łatwością zostać wyprowadzone za granicę. Już pod koniec marca ze źródeł w Mali i Nigrze napłynęły doniesienia, że wykorzystując libijską wojnę domową AQIM weszła w posiadanie broni ciężkiej, takiej jak rakiety ziemia-powietrze. Ponadto istnieją przypuszczenia, że po stronie libijskich rebeliantów walczą rozmaici ekstremiści, także ludzie al-Qaidy. Wszystko to skłoniło władze 4 najbardziej zainteresowanych państw, czyli Algierii, Mali, Mauretanii i Nigru, do zacieśnienia współpracy regionalnej w dziedzinie bezpieczeństwa.



Słowa kluczowe

 

lista
tematów
lista
autorów