|
Pakistan-USA: w kryzysie po bin Ladenie
Radek Alf stosunkimiedzynarodowe.info 2011-05-09 23:36:10 |
Stosunków pakistańsko-amerykańskich w ostatnich miesiącach z pewnością nie można było nazwać kwitnącymi. Rosnąca aktywność Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA), zarówno w postaci personelu naziemnego jak i nalotów na kryjówki ekstremistów przeprowadzanych przez samoloty bezzałogowe, wywoływała coraz większą irytację władz pakistańskich. Sprawa Raymonda Davisa, kontraktora CIA aresztowanego 27 stycznia w Lahore po tym jak zastrzelił on 2 Pakistańczyków, którzy rzekomo próbowali go zabić, praktycznie zamroziła stosunki dwustronne na blisko 2 miesiące. W dzień po uwolnieniu Davisa przez pakistański sąd, 17 marca w regionie Północny Waziristan doszło do szczególnie krwawego ataku amerykańskiego bezzałogowca, w którym zginęło co najmniej 38 osób, co spotkało się nawet z potępieniem ze strony głównodowodzącego pakistańskiej armii, generała Ashfaqa Parveza Kayaniego. W połowie kwietnia, kiedy Waszyngton odwiedził generał Ahmed Shuja Pasha, szef potężnych sił wywiadowczych ISI (Inter-Services Intelligence) podejrzewanych przez USA o potajemne wspieranie różnych ugrupowań ekstremistycznych, Islamabad zażądał zdecydowanej redukcji personelu CIA i sił specjalnych, według "The New York Times" w sumie o 335 osób [1]. Niedługo potem, 20 kwietnia szef armii amerykańskiej, admirał Michael Mullen podczas wizyty w Pakistanie wprost oświadczył w kilku wywiadach dla lokalnych mediów, że ISI utrzymują "długotrwałe relacje" z tzw. siatką Haqqaniego, jedną z najaktywniejszych grup zbrojnych odpowiedzialnych za ataki w Afganistanie, bazującą w północno-zachodnim Pakistanie [2].
Jeśli w świetle powyższego można było oceniać, że w stosunkach na linii Waszyngton-Islamabad powiało ostatnio wyjątkowym chłodem, to po ataku amerykańskich sił specjalnych 2 maja, w którym zginął szef al-Qaidy Osama bin Laden należy mówić o pełnym kryzysie. Władze i poszczególne służby pakistańskie zostały postawione w wyjątkowo kłopotliwej i zawstydzającej sytuacji: z jednej strony musiały spodziewać się trudnych pytań o to, jak można było dopuścić, że najbardziej poszukiwany terrorysta międzynarodowy ukrywał się w nieodległym od Islamabadu garnizonowym mieście Abbottabad, gdzie mieści się prestiżowa akademia wojskowa Kakul; z drugiej strony armia i ISI musiały tłumaczyć się z tego, że amerykańskie śmigłowce, którymi dostarczono komandosów z Afganistanu do Abbottabadu przeleciały do samego centrum Pakistanu niezauważone przez obronę przeciwlotniczą.
Reakcja pakistańska była wieloraka. Zaraz po ujawnieniu przez prezydenta Baracka Obamę, że bin Laden został zabity, przedstawiciele władz sugerowali, że tego rodzaju operacja nie byłaby możliwa bez ich wiedzy, np. ambasador Pakistanu w Wielkiej Brytanii Wajid Shamsul Hasan powiedział agencji prasowej Reuters, że była to "wspólna operacja, potajemnie skolaborowana, profesjonalnie przeprowadzona i satysfakcjonująco zakończona" [3]; natychmiast zaprzeczyli temu oficjele amerykańscy, którzy oznajmili, że ze względów bezpieczeństwa o skomplikowanej i niebezpiecznej misji nie poinformowano żadnego obcego państwa, także Pakistanu. Prezydent Asif Ali Zardari wyłożył zatem oficjalną wersję pakistańską w artykule opublikowanym 3 maja w "Washington Post", w którym stwierdził, że chociaż szturm na rezydencję bin Ladena nie był wspólną operacją, to "dekada współpracy i partnerstwa między Stanami Zjednoczonymi a Pakistanem doprowadziła aż do eliminacji Osamy bin Ladena jako ciągłego zagrożenia dla świata cywilizowanego" oraz podkreślił, że Pakistan, "być może największa na świecie ofiara terroryzmu (...) zapłacił ogromną cenę za swoją postawę przeciwko terroryzmowi; zginęło więcej naszych żołnierzy niż wszystkie ofiary NATO łącznie wzięte" [4].
5 maja pakistańska armia po raz pierwszy publicznie odniosła się do zabicia bin Ladena, wydając oświadczenie ostrzegające, że "jakakolwiek podobna akcja naruszająca suwerenność Pakistanu będzie stanowić podstawę do rewizji poziomu współpracy wojskowej/wywiadowczej ze Stanami Zjednoczonymi", a liczebność amerykańskiego personelu wojskowego na terytorium Pakistanu musi zostać zredukowana do "niezbędnego minimum" [5] Dzień później pojawił się nowy element presji na USA, gdy w pakistańskich mediach podano nazwisko człowieka, który rzekomo miał pełnić funkcję szefa placówki CIA w Islamabadzie [6]; w ten sposób powtórzyła się sytuacja z grudnia 2010 roku, kiedy również na światło dzienne wyszła tożsamość ówczesnego szefa CIA w tym kraju, którego wówczas postanowiono ewakuować do USA z obawy przed zagrożeniem jego życia. Na marginesie, nie obyło się też bez pakistańskich ostrzeżeń pod adresem tradycyjnego rywala, tj. Indii - sekretarz ds. zagranicznych Salman Bashir stwierdził, że "będzie katastrofą jeśli jakikolwiek inny kraj nawet pomyśli, że może pójść za przykładem Stanów Zjednoczonych" [7].
Pakistańskie władze próbowały też zbagatelizować znaczenie zabicia bin Ladena - podczas gdy Amerykanie dowodzili, że jego rezydencja stanowiła "aktywne centrum kontroli i dowodzenia" nad al-Qaidą i jej operacjami w różnych częściach świata [8], Pakistańczycy argumentowali, że bin Laden był starzejącym się i niedołężniejącym eks-terrorystą, który w wyniku podziału w łonie al-Qaidy faktycznie utracił kierownictwo na rzecz pozornie numeru 2 Aymana al-Zawahiriego i w swoich ostatnich dniach nie miał ani realnych wpływów ani pieniędzy [9]. Premier Yousuf Raza Gilani bronił zaś władz przed zarzutami, że doszło do porażającego fiaska wywiadowczego stwierdzając 4 maja podczas spotkania w Paryżu z prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym, że skoro Pakistan ma porozumienia o wymianie informacji wywiadowczych "z resztą świata" to należy raczej mówić o "potknięciach całego świata" [10]
Mimo wszystkich tych manewrów pakistańskich amerykańska presja nie ustawała, jako że powszechne stało się przekonanie, że ktoś w Pakistanie musiał wiedzieć o miejscu pobytu bin Ladena i zapewniać mu protekcję. Obama powiedział 8 maja dla CBS, że "musiała być jakaś siatka wsparcia dla bin Ladena wewnątrz Pakistanu... nie wiemy czy mogli to być jacyś ludzie wewnątrz rządu, ludzie spoza rządu i to jest coś co musimy zbadać, a co ważniejsze, musi to zbadać rząd pakistański" [11]. 7 maja "The New York Times" doniósł, że Waszyngton zażądał od władz pakistańskich ujawnienia tożsamości czołowych funkcjonariuszy wywiadu aby móc sprawdzić, czy któryś z nich nie utrzymywał w poprzednich latach kontaktu z bin Ladenem bądź jego ludźmi [12]. 8 maja doradca Obamy ds. bezpieczeństwa narodowego Tom Donilon powiedział CNN, że USA chcą uzyskać dostęp do 3 byłych żon bin Ladena przetrzymywanych teraz w pakistańskim areszcie; dodał też, że w rezultacie akcji w Abbottabadzie uzyskano "największy skład informacji zdobyty od wysokiego rangą terrorysty, jakiegokolwiek terrorysty w jednej operacji..., o wielkości biblioteki małego college'u" [13], sugerując niejako, że po gruntownej analizie tego zbioru danych Amerykanie mogą znaleźć namacalne dowody wskazujące na współpracowników bin Ladena wśród pakistańskich służb. Co naturalne, pod pewnym znakiem zapytania stanęła kontynuacja pomocy amerykańskiej dla Pakistanu - kilku kongresmenów wypowiedziało się za jej wstrzymaniem do czasu wyjaśnienia wszystkich wątpliwości otaczających rolę Islamabadu w ukrywaniu się bin Ladena na terytorium pakistańskim [14].
Nakreślona sytuacja nosi wszelkie znamiona poważnego, długotrwałego kryzysu w stosunkach pakistańsko-amerykańskich, tym bardziej, że z sukcesu samodzielnie przeprowadzonej przez Amerykanów akcji zabicia bin Ladena możnaby wysnuć wniosek, że współpraca pakistańska nie jest tak naprawdę absolutnie niezbędna. Mimo to, rozpad pełnego napięć sojuszu obu państw wciąż wydaje się mało prawdopodobny. Nikt z amerykańskich przywódców nie odważył się bezpośrednio zarzucić czołowym władzom pakistańskim zmowy z bin Ladenem bądź innymi grupami ekstremistycznymi, a wszyscy podkreślają, tak jak w Obama w wywiadzie dla CBS, że mimo wszystkich nieporozumień Pakistan od czasu zamachów z 11 września 2001 roku jest "silnym partnerem w kontrterroryzmie" i to na ziemi pakistańskiej doszło do zabicia lub schwytania praktycznie wszystkich znaczących terrorystów, których jak dotąd dopadnięto. Chociaż wzajemne zaufanie jest teraz być może na najniższym poziomie w historii, oba państwa niezmiennie łączą żywotne interesy - Stany Zjednoczone potrzebują pakistańskiego wsparcia w zwalczaniu terroryzmu w regionie o jego największym natężeniu na świecie, a także w próbach opanowania kosztownego konfliktu w Afganistanie; Pakistan pragnie amerykańskiej pomocy wojskowej i rozwojowej, a Waszyngton chętnie się do takich próśb przychyla, dążąc do zmniejszenia prawdopodobieństwa, że w słabo rozwiniętym, skorumpowanym i nasyconym ekstremizmem, ale posiadającym broń jądrową Pakistanie dojdzie do kryzysu zagrażającemu stabilności władzy centralnej i bezpieczeństwu arsenału nuklearnego.
Główną przyczyną napięć między Islamabadem a Waszyngtonem jest uprawiana przez elementy pakistańskiego wojska i wywiadu polityka tolerowania, a nawet wspierania określonych ekstremistycznych grup zbrojnych pod kątem ich ewentualnego wykorzystania w razie potrzeby przeciwko Indiom czy w Afganistanie. Dopóki stosunki z gigantycznym sąsiadem ze wschodu pozostają dalekie od normalizacji (a po zabiciu bin Ladena mogą być od tego jeszcze bardziej odległe), zaś konflikt w Afganistanie wciąż się toczy i nie wiadomo czy i w jaki sposób się zakończy, wycofanie się przez Islamabad z tej wieloletniej strategii jest bardzo mało prawdopodobne, tak jak i trudno wyobrazić sobie by pakistańskie władze jednoznacznie i satysfakcjonująco wyjaśniły kto pomagał bin Ladenowi przez ostatnie kilka lat. Napięcia na tym tle będą się więc najprawdopodobniej utrzymywać, a zaostrzyć może je rozpoczynający się wkrótce w Chicago proces w sprawie zamachów terrorystycznych w indyjskim Mumbai w listopadzie 2008 roku (zginęło tam 6 Amerykanów), w którym jednym z oskarżonych jest oficer pakistańskich służb ISI [15]. Nie można też wykluczyć afrontów dyplomatycznych - pod znakiem zapytania stoi wizyta Obamy w Pakistanie, której spodziewano się w tym roku po tym jak w zeszłym roku odwiedził on sąsiednie Indie [16]. Znajdując się na tak wyraźnej równi pochyłej, stosunki między Pakistanem a USA stają się wzorcowym przykładem "frenemies" - przyjaciół i wrogów zarazem [17].
Opis stosunków Pakistan-USA na naszej stronie: http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/kraj,Pakistan,stosunki_dwustronne,USA
[2] U.S. military chief, in Pakistan, eyes militant ties, Reuters, 20 kwietnia 2011.
[3] Bin Laden killing was "joint U.S.-Pakistani operation", Reuters, 2 maja 2011.
[6] Pakistan-U.S. Rift widens, Siobhan Gorman i Matthew Rosenberg, The Wall Street Journal, 9 maja 2011.
[8] Bin Laden directed Qaeda from Pakistan compound, Reuters, 7 maja 2011.
[9] Pakistan paints dismal image of bin Laden's end, Associated Press, 6 maja 2011.
[10] Pakistan PM defends failure to spot bin Laden, Reuters, 4 maja 2011.
[16] Obama's pledged trip to Pakistan less certain, Associated Press, 7 maja 2011.
| |
| |