Iran i Korea Północna: marsz wrogów USA po broń atomową
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
stosunkimiedzynarodowe.info - Raport Specjalny
Polityka zagraniczna administracji Busha
Iran i Korea Północna: marsz wrogów USA po broń atomową
stosunkimiedzynarodowe.info 2009-01-30 18:28:25

Polityka wobec Korei Północnej i Iranu musi być uznana za jedną z większych porażek polityki zagranicznej administracji George’a W. Busha. Bush objął prezydenturę po Billu Clintonie, który doprowadził do zamrożenia programu nuklearnego KRL-D i w ostatnich miesiącach swojego urzędowania nawet poważnie rozważał możliwość złożenia wizyty w Phenianie. W tym okresie prezydentem Iranu był umiarkowany Mohammad Chatami, co do którego Zachód żywił pewnie nadzieje na poprawę stosunków. Bush wobec obu państw przyjął jednak wybitnie konfrontacyjną politykę, przylepiając im w pierwszym przemówieniu o stanie państwa wygłoszonym 29 stycznia 2002 roku etykietę „osi zła” wraz z Irakiem. Ponieważ szybko stało się jasne, że Waszyngton prze do konfrontacji militarnej z Irakiem, pozostali członkowie „osi zła” zyskali potężny bodziec do usztywnienia swojego stanowiska wobec USA i zintensyfikowania prac zmierzających do pozyskania najskuteczniejszego odstraszacza – broni atomowej.

Dyplomatyczne podejście administracji Clintona wobec Korei Północnej zostało całkowicie odrzucone przez ekipę Busha. Zawarte w 1994 roku porozumienie ramowe było przez wpływowe koła konserwatywne piętnowane jako forma appeasementu, tym bardziej odrażająca, że dotycząca jednej z najbardziej represyjnych dyktatur na świecie, notorycznie posługującej się szantażem w kontaktach z resztą świata. Administracja Busha diametralnie zmieniła więc politykę USA wobec KRL-D i w październiku 2002 roku tym twardym nastawieniem wymusiła od władz Korei Północnej przyznanie się do tajnego programu wzbogacania uranu w celu produkcji bomby. W reakcji Phenian w grudniu ponownie uruchomił reaktor w Yongbyon, a w styczniu 2003 roku wycofał się z układu o nieproliferacji broni jądrowej (NPT). Podjęte wkrótce negocjacje 6 mocarstw (USA, ChRL, Rosja, Japonia i obie Koree) w sprawie programu nuklearnego Korei Północnej nie przynosiły rezultatów, a tymczasem Waszyngton dodatkowo nałożył na KRL-D sankcje finansowe. Fiasko polityki wywierania presji na KRL-D stało się jasne 9 października 2006 roku, kiedy doszło do pierwszego północnokoreańskiego próbnego testu broni jądrowej.

Postawiony przed faktem dokonanym Białym Dom zrewidował swoją politykę wobec KRL-D, stawiając na dyplomację. Bardzo szybko przyniosło to efekty: 13 lutego 2007 roku w Pekinie zawarto przełomowe porozumienie o likwidacji programu nuklearnego KRL-D. Jego implementacja nie została jednak ukończona – 26 czerwca 2008 roku Korea Północna przedłożyła długo oczekiwaną deklarację swoich programów nuklearnych, ale Waszyngton bezskutecznie nalegał później na to, by Phenian pisemnie zgodził się na weryfikację deklaracji. Wobec tego ostatnia za prezydentury Busha runda rozmów 6-stronnych zakończyła się 11 grudnia 2008 roku niepowodzeniem, Biały Dom zarzucił KRL-D obstrukcjonizm rozmów i zapowiedział rewizję strategii wobec tego kraju. W ostatnich dniach administracji Busha wypowiedzi jej przedstawicieli wskazują na daleko posuniętą nieufność wobec reżimu Kim Dzong-ila: sekretarz stanu Condoleezza Rice powiedziała nawet 17 grudnia, że „trzeba być idiotą by ufać Północnym Koreańczykom.” Ponieważ odczucia drugiej strony są zapewne podobne, nowy prezydent Barack Obama będzie musiał zaangażować niemały wysiłek dyplomatyczny by uratować proces denuklearyzacji KRL-D.

Sprawa irańskiego programu nuklearnego znalazła się w centrum międzynarodowej uwagi nieco wcześniej - w sierpniu 2002 roku, po ujawnieniu przez irańską opozycję nieznanych wcześniej obiektów nuklearnych. Wówczas jednak Waszyngton był pochłonięty wojną w Iraku; zresztą międzynarodowe oburzenie co do sposobu przeprowadzenia tej wojny spowodowało, że amerykańskie postulaty osankcjonowania Iranu przez długi czas natrafiały na silny opór innych państw, w tym bliskich sojuszników w Europie. Tymczasem w 2005 roku prezydentem Iranu został budzący przerażenie swoją antyizraelską retoryką Mahmud Ahmadinejad.

Starania Waszyngtonu o nałożenie sankcji na Iran zaowocowały w końcu przyjęciem przez Radę Bezpieczeństwa ONZ trzech rezolucji: w grudniu 2006 roku, w marcu 2007 roku i w marcu 2008 roku. W swych dążeniach Waszyngton z czasem zyskiwał poparcie kluczowych państw europejskich – Niemiec pod rządami Angeli Merkel i Francji za prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego. Problemem jest jednak to, że Rosja i Chiny, 2 z 5 mocarstw dysponujących prawem weta w RB ONZ nie chcą dać się przekonać o konieczności nałożenia takich sankcji, które dotkliwie uderzałyby w interesy Iranu, np. embargo na import niektórych surowców. W związku z brakiem realnej kary i przy przykładzie KRL-D pokazującym, że zdolność do wyciągania od Zachodu koncesji wyraźnie rośnie gdy już zdobędzie się broń jądrową, ambicje nuklearne Iranu nie słabną: 19 listopada 2008 roku Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) podała, że Teheran zgromadził już 630 kilogramów nisko wzbogaconego uranu [1], w związku z czym wielu obserwatorów spodziewa się osiagnięcia przez Iran zdolności do budowy broni atomowej nawet w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Gdyby Iran rzeczywiście przeprowadził próbny test broni jądrowej, konsekwencje byłyby ogromne i w znakomitej większości niekorzystne dla USA: regionalny wyścig zbrojeń, duże zmniejszenie szans na pokój Izraela z Palestyńczykami i Syrią, groźba regionalnej konfrontacji militarnej, niestabilność rynków energetycznych itd.

W słynnym pierwszym przemówieniu o stanie państwa 29 stycznia 2002 roku Bush nakreślił dwa priorytetowe cele Ameryki: unieszkodliwienie terrorystów oraz „zapobieżenie grożeniu Ameryce lub naszym przyjaciołom i sojusznikom bronią masowej zagłady przez reżimy, które sponsorują terror” [2], wymieniając jako pierwsze właśnie Koreę Północną i Iran. Z perspektywy czasu brzmi to dość zabawnie: 7 lat później Bush zostawia bowiem swojemu następcy sytuację, w której programy nuklearne Iranu i Korei Północnej są daleko bardziej posunięte i grożą destabilizacją regionalną, co podkreślają prominentni Demokraci i Republikanie, a nawet członkowie ustępującej ekipy. Na przykład były sekretarz obrony USA za administracji Clintona William Perry 8 grudnia na konferencji w Waszyngtonie ostrzegł, że z powodu sytuacji w Korei Północnej i Iranie świat stanął w obliczu „realnego niebezpieczeństwa kaskady proliferacji broni nuklearnej.” [3] Według Perry’ego wobec Korei Północnej skuteczne mogą się okazać działania na polu dyplomatycznym, natomiast Iran gwarantuje Obamie, że w jego pierwszym roku urzędowania osiągnięty zostanie „punkt kryzysowy.” 15 grudnia 2008 roku kierowana przez Perry’ego bipartyjna Kongresowa Komisja ds. Strategicznej Postury Stanów Zjednoczonych wydała raport ostrzegający, że obecnie ma miejsce przełomowy moment jeśli chodzi o proliferację broni masowej zagłady i że dalsze postępy programów nuklearnych Iranu i Korei Północnej grożą „kaskadą proliferacji”, zwiększającą z kolei możliwość wejścia w posiadanie bomby atomowej przez grupy terrorystyczne [4].

Dodać trzeba, że niezdolność do osiągnięcia jakiegokolwiek postępu w kwestii hamowania programu nuklearnego Iranu i wynikające z tego złe stosunki między Iranem a USA mają o wiele szersze konsekwencje dla kolejnego prezydenta USA. Współpraca z Iranem, lub przynajmniej przyzwolenie republiki islamskiej, są potrzebne nie tylko do zapobiegania proliferacji broni nuklearnej, lecz również do zapewnienia pomyślnego obrotu spraw w Iraku i Afganistanie, co wciąż jest priorytetem polityki zagranicznej USA. Podsumowując, błędna i nieskuteczna polityka Busha wobec Iranu i Korei Północnej zwiększa ryzyko wystąpienia w nadchodzących miesiącach kryzysów zagrażających bezpieczeństwu regionalnemu i międzynarodowemu, a co gorsza przybliża perspektywę apokaliptycznego użycia broni masowej zagłady przez wrogie Zachodowi ugrupowania terrorystyczne.



raport specjalny
Polityka zagraniczna administracji Busha