Irak: największa pomyłka Busha
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
stosunkimiedzynarodowe.info - Raport Specjalny
Polityka zagraniczna administracji Busha
Irak: największa pomyłka Busha
stosunkimiedzynarodowe.info 2009-01-30 18:30:16

Po blisko 6 latach zaangażowania USA w Iraku sytuacja w tym kraju bezsprzecznie ulega poprawie – obniża się poziom przemocy, scena polityczna stabilizuje się, rozwija się gospodarka, irackie władze są już niemal zdolne do zapewnienia bezpieczeństwa w kraju, a podpisane 17 listopada 2008 roku i zatwierdzone przez iracki parlament 10 dni później porozumienie o dalszej współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa (tzw. SOFA) przewiduje opuszczenie całego terytorium irackiego przez wojska amerykańskie do 31 grudnia 2011 roku, przy czym istnieje możliwość przedłużenia misji amerykańskiej w razie nagłego pogorszenia się bezpieczeństwa.

Niewielu jednak, wyłączając amerykańskie kręgi neokonserwatywne, byłoby gotowych bronić słuszności wojny w Iraku. Przeważająca ilość obserwatorów wskazuje, że pociągnęła ona za sobą ogromne koszty, o różnym charakterze. Najbardziej oczywistym jest strata ponad 4 tysięcy żołnierzy amerykańskich i 7-krotnie większa ilość rannych na irackim polu bitwy. Ponadto wojna w Iraku okazała się niezwykle kosztowna: wydany 15 grudnia 2008 roku raport Center for Strategic and Budgetary Assessments podaje, że w latach 2001-09 bezpośrednie koszty budżetowe wojny w Iraku wyniosły 687 miliardów dolarów, a do 2018 roku wzrosną o kolejne 325-647 miliardów dolarów, zależnie od tego czy zrealizowane zostaną założenia porozumienia SOFA [1].

Inne, bardziej wszechstronne szacunki są jeszcze bardziej druzgocące: według autorów opublikowanej na początku 2008 roku głośnej książki „The Three Trillion Dollar War: The True Cost of the Iraq Conflict”, całkowity koszt irackiej wojny (wraz z kosztami społecznymi) według konserwatywnych wyliczeń wynosił aż 3 biliony dolarów [2], a ponadto należałoby jeszcze doliczyć gigantyczne koszty makroekonomiczne związane z kilkukrotnym wzrostem światowych cen ropy naftowej w wyniku wojny w Iraku oraz gwałtowny wzrost zadłużenia publicznego w sytuacji gdy gospodarce stojącej na krawędzi recesji potrzebny był kosztowny pakiet stymulacyjny.

Poważną negatywną konsekwencją wojny w Iraku jest nadszarpnięcie reputacji USA jako lidera kampanii społeczności międzynarodowej przeciw terroryzmowi i rozbicie koalicji antyterrorystycznej. Irak jest traktowany jako dewiacja tej kampanii i obrazowo bywa określany jako „zła wojna” w przeciwieństwie do „dobrej wojny” w Afganistanie, czyli właściwej arenie zmagań z terrorystami. W wojnie afgańskiej Bush miał poparcie większości świata; zwrócenie się przeciw Irakowi ogromnie podzieliło świat, popsuło stosunki z tak ważnymi sojusznikami europejskimi jak Francja i Niemcy, oraz bliskowschodnimi jak Turcja, a także dało argument tym, którzy uważali, że USA prowadzą imperialistyczną politykę.

Dalsze wydarzenia w Iraku utwierdzały świat w opinii o arogancji i niekompetencji administracji Busha: wojna iracka w marcu-kwietniu 2003 roku nie została poparta planem organizacji i odbudowy państwa irackiego po usunięciu Saddama Husajna, toteż bardzo szybko przerodziła się w krwawy konflikt, a tymczasem Bush w maju 2003 roku paradował przed szyldem głoszącym „Misja wykonana”, a w grudniu 2004 roku nagrodził Prezydenckim Medalem Wolności trzy osoby, które odegrały kluczową rolę w przygotowaniach do wojny w Iraku i okresie wczesnej okupacji: generała Tommy’ego Franksa, byłego dyrektora CIA George’a Teneta i szefa Tymczasowej Władzy Koalicyjnej Paula Bremera [3]. Efektem ubocznym rozwijającego się konfliktu był wybuchły w kwietniu 2004 roku wielki skandal Abu Ghraib związany z torturowaniem irackich jeńców przez żołnierzy amerykańskich – ujawnione zdjęcia wykonane w tym więzieniu, na których nadzy i zakapturzeni iraccy jeńcy byli sromotnie upokarzani przez Amerykanów rozjuszyły świat jeszcze bardziej i dalej pogrążyły wizerunek Ameryki.

W gruzach runęło całe rationale irackiej wojny, które od początku było na tyle wątpliwe, że planom kampanii irackiej zdecydowanie przeciwstawiali się bliscy sojusznicy USA. Koronny zarzut o ukrywanie przez Saddama Husajna broni masowej zagłady został całkowicie odrzucony już w październiku 2004 roku, gdy powołana przez zwycięską koalicję Iraq Survey Group wydała obszerny raport podsumowujący jej intensywne działania w Iraku (tzw. raport Duelfera). Stwierdzono w nim, że mimo pewnych intencji Saddama Husajna jego reżim nie znajdował się w posiadaniu ani broni atomowej, ani chemicznej, ani biologicznej.

Podobnie było z rzekomymi dowodami CIA na związki reżimu Husajna z al-Qaidą. W miesiącach poprzedzających inwazję na Irak sekretarz obrony USA Donald Rumsfeld mówił o posiadaniu przez CIA „pancernych” dowodów w tej sprawie [4], a prezydent Bush twierdził, że „nie można rozróżniać między al-Qaidą a Saddamem gdy mówi się o wojnie z terroryzmem” [5]. Jednak opublikowany w marcu 2008 roku raport Pentagonu oparty na analizie 600 tysięcy dokumentów reżimu Husajna stwierdzał, że mimo popierania przez irackiego dyktatora wielu ugrupowań terrorystycznych bezpośrednich związków z al-Qaidą nie było [6]. W rezultacie fałszywe uzasadnienie wojny w Iraku mocno podważyło wiarygodność administracji Busha nawet wśród tradycyjnie bliskich sojuszników i każe w przyszłości patrzeć ze zdwojonym sceptycyzmem na przedstawiane publicznie powody działań przeciw adwersarzom Ameryki. Ponadto to dopiero w wyniku wydanej przez Amerykę wojny i załamania się państwa irackiego z terytorium Iraku faktycznie zaczął wykluwać się terroryzm.

Potwierdzeniem fiaska Białego Domu na polu uzasadnienia wojny irackiej jest jeden z ostatnich wywiadów Busha, udzielony telewizji ABC News 1 grudnia 2008 roku. Bush za największą porażkę całej prezydentury uznał „wywiadowczą porażkę w Iraku”, a zapytany czy gdyby wiedział o nieposiadaniu przez Husajna broni masowej zagłady też podjąłby decyzję o rozpoczęciu wojny, stwierdził tylko, że jest to „interesujące pytanie”, nad którym ciężko spekulować [7]...

Wojna iracka przyniosła również niekorzystne dla USA konsekwencje geopolityczne. Usunięcie Saddama Husajna oznaczało nie tylko pozbycie się wielkiego wroga USA, lecz również zaprzysięgłego wroga Iranu. W rezultacie wojny do władzy w Iraku doszła koalicja, w której czołową rolę odgrywały bliskie Iranowi ugrupowania szyickie. Na początku marca 2008 roku prezydent Iranu Mahmud Ahmadinejad jako pierwszy przywódca bliskowschodni przyjechał do Bagdadu, demonstrując wolę rozwijania przyjaznych stosunków dwustronnych z państwem, z którym w latach 1980-88 toczono wyjątkowo krwawą wojnę.

Konflikt iracki miał dla Iranu jeszcze jedną istotną zaletę – mimo że oznaczał stacjonowanie w niedużej odległości od granicy iracko-irańskiej ponad 100 tysięcy żołnierzy amerykańskich, to zarazem wiązał je całkowicie w stopniowo pogarszającym się do 2007 roku konflikcie, w zasadzie uniemożliwiając szerzej zakrojoną akcję militarną przeciw Iranowi. W istocie, Waszyngton przez wiele lat zarzucał Teheranowi materialne wsparcie grup zbrojnych działających w Iraku, sugerując że islamskiej republice zależy na uwikłaniu wojsk amerykańskich w ciężkie walki na długi okres czasu.

Niektórzy dowodzą nawet, że efekt ten miał znaczenie wykraczające daleko poza obszar Bliskiego Wschodu – Ameryka straciła możliwość wywierania rzeczywistej presji militarnej w formie gróźb popartych gotowością do działania i tym samym ośmieliła do większej asertywności państwa nie mające dobrych stosunków z USA, takie jak Wenezuela, Sudan czy Rosja [8]. Tym samym wojna iracka stanowi strategiczną porażkę USA i zwiększa ilość i intensywność problemów, z którymi radzić będzie sobie musiał kolejny gospodarz Białego Domu.

Jeśli jest pozytywny wymiar irackiego konfliktu to zawiera się on w niezachwianym przekonaniu Busha, że wojnę tę trzeba koniecznie kontynuować i ostatecznie wygrać. Bush nie ugiął się nawet w najtrudniejszych momentach w Iraku w latach 2006-07, gdy w USA nagminnie wzywano do pozostawienia Irakijczyków samym sobie, nawet gdyby groziło to wojną domową i ludobójstwem. Stabilizacja Iraku, możliwa w dużej części dzięki wysłaniu przez Busha większej ilości wojsk amerykańskich (tzw. the surge), okazała się wielkim sukcesem. Zamiast walki zbrojnej kraj zajęty jest teraz rywalizacją polityczną i nawet możliwe jest, że na stałe przyjmie ustrój demokratyczny, który mógłby stanowić przykład dla zdominowanego przez monarchie, autokracje i dyktatury regionu Bliskiego Wschodu. Zakorzenienie się demokracji, ustanowienie pierwszego wolnego społeczeństwa obywatelskiego w arabskim Bliskim Wschodzie i stabilizacyjny wpływ Iraku na inne państwa regionu mogłyby nawet zasadniczo zmienić obraz całej prezydentury George’a W. Busha. Większość obserwatorów uważa jednak, że szanse na realizację tego optymistycznego scenariusza nie są zbyt wielkie, a opuszczenie Iraku przez wciąż obecne tam ponad 140 tysięcy żołnierzy amerykańskich może oznaczać powrót do chaosu i wszechobecnej przemocy.

Symbolicznym podsumowaniem szkód wyrządzonych przez amerykańską inwazję był incydent podczas ostatniej wizyty Busha w Iraku w połowie grudnia 2008 roku, kiedy 29-letni dziennikarz Muntader al-Zaidi rzucił w amerykańskiego prezydenta butami, krzycząc „to jest pożegnalny pocałunek, psie” (co stanowi ciężką obelgę w kulturze islamu). Następnie pojawiły się uzasadnione podejrzenia, że Zaidiego torturowano w więzieniu. Jak widać rozgoryczenie i pragnienie zemsty wśród irackiej ludności jest wielkie, a iracka władza póki co nie przywykła do cywilizowanego traktowania nieposłusznych.



[2] The Iraq war will cost us $3 trillion, and much more, Linda J. Bilmes and Joseph E. Stiglitz, The Washington Post, 9 marca 2008,

http://www.washingtonpost.com/wp-dyn/content/article/2008/03/07/AR2008030702846_pf.html

[3] Bush gives medal of freedom to 'pivotal' Iraq figures, Ann Gerhart, Washington Post, 15 grudnia 2004, 

http://www.washingtonpost.com/wp-dyn/articles/A63623-2004Dec14.html

[8] The strategic costs of the war in Iraq, Stratfor, 15 grudnia 2008.



raport specjalny
Polityka zagraniczna administracji Busha