USA a Bliski Wschód: dalej od pokoju, dalej od demokracji
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Praca w UE Książki
stosunkimiedzynarodowe.info - Raport Specjalny
Polityka zagraniczna administracji Busha
USA a Bliski Wschód: dalej od pokoju, dalej od demokracji
stosunkimiedzynarodowe.info 2009-01-30 18:38:25

Przez pierwsze 7 lat swojego urzędowania administracja Busha stroniła od aktywnego zaangażowania się w bliskowschodni proces pokojowy, w zamian koncentrując się na promocji demokracji w świecie arabskim oraz demokratyzacji i reformie struktur palestyńskich. Waszyngton uważał długoletniego lidera Palestyńczyków Jasera Arafata za niezdolnego do zawarcia układu pokojowego korzystnego dla wszystkich stron. Stąd „mapa drogowa” zaproponowana przez Busha w czerwcu 2002 roku wymagała oddania władzy przez Arafata; pod presją Waszyngtonu zgodził się on utworzyć stanowisko premiera, które w marcu 2003 roku objął Mahmud Abbas. Już po śmierci Arafata w 2004 roku Abbas pod naciskiem Waszyngtonu rozpisał demokratyczne wybory w Autonomii Palestyńskiej, w wyniku których w marcu 2006 roku powstał rząd utworzony przez radykalny Hamas. Dopiero gdy w czerwcu 2007 roku ugrupowanie to siłą zdobyło kontrolę nad Strefą Gazy, Waszyngton postanowił uruchomić bezpośredni proces pokojowy między Izraelem a Palestyńczykami, który mógłby wzmocnić umiarkowanego prezydenta Abbasa. Negocjacje zaczęły się zaraz po konferencji Annapolis z 27 listopada 2007 roku i miały w założeniu osiągnięcie układu pokojowego do końca kadencji Busha w styczniu 2009 roku. Mimo niezliczonych podróż na Bliski Wschód sekretarz stanu Condoleezzy Rice przełomu jednak nie zanotowano i amerykańskie wysiłki zakończyły się tylko przyjęciem 16 grudnia 2008 roku przez Radę Bezpieczeństwa ONZ rezolucji nr 1850 określającej zapoczątkowany w Annapolis proces „nieodwracalnym.”

W tym czasie jednak Izrael bardziej już pochłonięty był tym, co zrobić z zajmowaną przez Hamas Strefą Gazy po wygaśnięciu 6-miesięcznego rozejmu. Wielka operacja militarna przeciw Hamasowi, rozpoczęta 27 grudnia 2008 roku, według wielu obserwatorów była podyktowana chęcią wykorzystania przez Izrael bezwarunkowego poparcia administracji Busha, podczas gdy po jego następcy Baracku Obamie można było spodziewać się nieco innego, bardziej wyważonego podejścia do konfliktu izraelsko-palestyńskiego. W toku tej 22-dniowej wojny Biały Dom konsekwentnie akcentował, że jej zakończenie musi wiązać się ze zmianą zachowania Hamasu i przez wiele dni blokował przyjęcie rezolucji wzywającej do zawieszenia broni przez Radę Bezpieczeństwa ONZ. Gdy w końcu rezolucja nr 1860 została przyjęta 8 stycznia 2009 roku, sekretarz stanu Rice, która pomogła ją przygotować, ostatecznie wstrzymała się od głosowania – jak powiedział kilka dni później izraelski premier Ehud Olmert, w wyniku jego osobistej interwencji telefonicznej u Busha [1]. Rezultatem wojny, zakończonej na zaledwie 2 dni przed zaprzysiężeniem Obamy, jest pozostawienie stosunków izraelsko-palestyńskich w jednym z najgorszych i najbardziej skomplikowanych momentów w historii.

Biały Dom lubi podkreślać, że to Bush był pierwszym amerykańskim prezydentem, który formalnie poparł rozwiązanie problemu bliskowschodniego na zasadzie istnienia dwóch państw: Izraela i Palestyny. Faktycznie jednak przez cały okres swojego urzędowania Bush utrzymywał proizraelskie stanowisko, którego kwintesencją było przemówienie wygłoszone w Knessecie w maju 2008 roku, uważane za jedno z najbardziej proizraelskich jakie kiedykolwiek wygłosił zagraniczny przywódca. Bush powiedział m.in., że stworzenie Izraela "było odkupieniem starożytnej obietnicy danej Abrahamowi i Mojżeszowi i Dawidowi - ojczyzny dla wybranego narodu Erec Izrael”, przestrzegał przed negocjacjami z „terrorystami i radykałami” jako „fałszywym luksusem appeasementu” i dodał, że „populacja Izraela może wynosić tylko 7 milionów – lecz kiedy stawiacie czoła terrorowi i złu jest was 307 milionów, ponieważ Stany Zjednoczone Ameryki są z wami.” [2]

Innym przykładem jest list, jaki Bush wysłał 14 kwietnia 2004 roku do ówczesnego premiera Izraela Ariela Szarona [3], w którym przyjął stanowisko Izraela w najbardziej drażliwych kwestiach: poparł krytykowany w świecie arabskim plan jednostronnego wycofania się ze Strefy Gazy przy zachowaniu osad na Zachodnim Brzegu; powiedział, że rozwiązanie problemu uchodźców palestyńskich powinno nastąpić „przez ustanowienie państwa palestyńskiego i osiedlenie palestyńskich uchodźców tamże, raczej niż w Izraelu”; stwierdził, że „w świetle nowych realiów na miejscu, w tym istniejących już dużych centrów populacji izraelskiej” nie można oczekiwać zawarcia układu pokojowego na zasadzie powrotu do granic z 1949 roku, lecz „na podstawie wzajemnie uzgodnionych zmian odzwierciedlających te realia.” Ta ostatnia deklaracja została uznana przez „Jerusalem Post” za „potencjalnie najważniejszy wkład w bezpieczeństwo Izraela” ze strony Busha [4]. W świecie arabskim natomiast list do Szarona określano „nową deklaracją Balfoura” [5], porównując obietnice Busha do obietnicy rządu brytyjskiego z 1917 roku o ustanowieniu narodowej siedziby ludności żydowskiej w Palestynie.

Izrael mógł liczyć na Amerykę rządzoną przez Busha w czasie ciężkiej próby jak widać po wspomnianej powyżej operacji przeciw Hamasowi w Strefie Gazy, a także wojnie z libańskim Hezbollahem latem 2006 roku. Dyplomacja amerykańska przez długi czas blokowała przyjęcie rezolucji wzywającej do zawieszenia broni między Izraelem a Hezbollahem, co nastąpiło dopiero 11 sierpnia 2006 roku, w 30 dni po rozpoczęciu konfliktu [6]. Oprócz tego Waszyngton niezliczoną ilość razy chronił Izrael przed uchwaleniem przez RB ONZ rezolucji krytycznych wobec państwa żydowskiego. Były też mniejsze gesty poparcia dla Izraela: w jednej ze swoich ostatnich decyzji Bush 23 grudnia 2008 roku ułaskawił Charlie Wintersa, który w 1948 roku dostarczył dopiero co powstałemu państwu żydowskiemu, znajdującemu się w stanie wojny z państwami arabskimi, trzy wycofane z użycia bombowce B-17 z pogwałceniem Ustawy o Neutralności [7]. W styczniu 2009 roku w „The Washington Times” pojawiły się nawet spekulacje jakoby pod przykrywką budowanego od dłuższego czasu rozległego „aneksu konsularnego” w Jerozolimie faktycznie przygotowywany był grunt pod przeniesienie ambasady amerykańskiej z Tel Awiwu do Jerozolimy [8].

Krytycy polityki bliskowschodniej Busha dowodzą, że proizraelskie stanowisko Waszyngtonu spowodowało w istocie, że w najbardziej spornych kwestiach, tj. statusu Jerozolimy, prawa uchodźców do powrotu i osadnictwa izraelskiego, nie doszło do zbliżenia stanowisk – przeciwnie, stały się one jeszcze bardziej skomplikowane. Podczas rządów Busha Izrael kontynuował bez większych przeszkód budowę nowych i rozbudowę starych osad, a także budował tzw. mur bezpieczeństwa, w kilku miejscach przecinający ziemie palestyńskie na Zachodnim Brzegu. Z Jerozolimy celem zmiany struktury demograficznej miasta wyrzucano arabskich mieszkańców i anektowano do niej dzielnice żydowskie. Wątpliwe jest by w dłuższej perspektywie przybliżało to Izrael do pokoju, co odwierciedlają różnice w ocenie prezydentury Busha w samym Izraelu. W opinii Dova Weissglassa, byłego szefa sztabu premiera Szarona Izrael „nigdy nie doświadczył takiego zrozumienia” jakie miał u Busha [9], ale inni kwitują to mówiąc: „fakt, że we wszystkim zgadzał się z Izraelem tylko dowodzi, że ogon merdał psem.”

Oprócz braku postępów w relacjach między Izraelem a Palestyńczykami, na Bliskim Wschodzie fiasko poniosła bushowska „agenda wolności”, która miała być centralnym motywem polityki zagranicznej podczas drugiej kadencji prezydenta. W przemówieniu o stanie państwa wygłoszonym 2 lutego 2005 roku Bush mówił o „generacyjnym zobowiązaniu do popierania postępów wolności, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie” i bezpośrednio zwrócił się do dwóch państw: „Rząd Arabii Saudyjskiej może zademonstrować swoje przywództwo w regionie poszerzając rolę ludności w określaniu swojej przyszłości. A wielkie i dumne państwo Egipt, które pokazało drogę ku pokojowi na Bliskim Wschodzie, teraz może pokazać drogę ku demokracji na Bliskim Wschodzie” [10].

O nadziejach względem Arabii Saudyjskiej można było z góry zapomnieć biorąc pod uwagę ścisłą kontrolę monarchicznej władzy i brak sił reformatorskich w tym państwie. Egipt natomiast miał się stać prawdziwym testem „agendy wolności”, tym bardziej że Biały Dom wcześniej już skutecznie interweniował w sprawie prodemokratycznego działacza Saada Eddina Ibrahima, zwolnionego w grudniu 2002 roku i uniewinnionego w marcu 2003 roku po tym jak Bush w liście do prezydenta Hosniego Mubaraka wysłanym w sierpniu 2002 roku zagroził zamrożeniem dodatkowej pomocy dla Egiptu [11]. Po powyższym orędziu Busha USA ponownie zastosowały wobec Egiptu skuteczną presję – w lutym 2005 roku sekretarz stanu USA Condoleezza Rice nagle odłożyła wizytę w Egipcie w związku z więzieniem i brutalnym traktowaniem czołowego opozycjonisty Aymana Noura [12]. Mubarak natychmiast zaproponował zmiany konstytucyjne zezwalające na wielopartyjne wybory prezydenckie, które odbyły się we wrześniu 2005 roku. Nour przegrał w nich wyraźnie z Mubarakiem, a niedługo później znalazł się ponownie w więzieniu i tam już pozostał, gdyż Waszyngton już nie zamierzał wywierać żadnej presji, jeszcze raz preferując stabilność nad demokrację, przekonany o zagrożeniu wzrostem znaczenia radykałów po sukcesach wyborczych Hamasu w Autonomii Palestyńskiej i pokrewnego mu Bractwa Muzułmańskiego w samym Egipcie w wyborach parlamentarnych w listopadzie-grudniu 2005 roku.

Ewidentnie proizraelskie stanowisko, małe zaangażowanie w izraelsko-palestyński proces pokojowy, fiasko „agendy wolności”, ekscesy związane z wojną w Iraku i „wojną z terrorem” – to wszystko sprawia, że Bush opuszcza polityczną scenę pozostawiając po sobie mocno nadwątlony wizerunek Ameryki w świecie arabskim. Skorygowanie tego stanu rzeczy będzie jednym z priorytetów polityki zagranicznej Baracka Obamy – w swoim pierwszym wywiadzie dla prasy po zwycięstwie wyborczym, dla „Los Angeles Times” i „Chicago Tribune” 9 grudnia, Obama podkreślił, że zaraz po inauguracji podejmie kroki służące odbudowie relacji USA ze światem muzułmańskim, m.in. przez wygłoszenie przemówienia w jednym z państw islamskich.



[1] Olmert says he made Rice change vote, The New York Times, 13 stycznia 2009,

http://www.nytimes.com/2009/01/13/washington/13olmert.html 13 stycznia Departament Stanu USA zaprzeczył relacji Olmerta.

[5] Balfour to Bush, Amira Howeidy, Al-Ahram, 16 kwietnia 2004,

http://weekly.ahram.org.eg/2004/686/fr3.htm

[6] The United States, the UN, and the Lebanon ceasefire, Stephen Zunes, CommonDreams, 23 sierpnia 2006,

http://www.commondreams.org/views06/0823-31.htm

[7] Jailed for aiding Israel, but pardoned by Bush, Eric Lichtblau, The New York Times, 24 grudnia 2008,

http://www.nytimes.com/2008/12/24/washington/24pardons.html

[8] Construction sparks talk of US embassy, Jay Bushinsky, The Washington Times, 20 stycznia 2009,

http://www.washingtontimes.com/news/2009/jan/20/construction-sparks-talk-of-us-embassy/

[11] U.S., protesting rights leader's sentence, halts new aid to Egypt, Christopher Marquis, The New York Times, 16 sierpnia 2002,

http://query.nytimes.com/gst/fullpage.html?res=9B07E0DF143DF935A2575BC0A9649C8B63

[12] Rice drops plans for visit to Egypt, Glenn Kessler, Washington Post, 26 lutego 2005,

http://www.washingtonpost.com/wp-dyn/articles/A54613-2005Feb25.html



raport specjalny
Polityka zagraniczna administracji Busha