Obama i McCain wobec Iranu
1. Przegląd problemu.
Według wielu obserwatorów kwestia irańskiego programu nuklearnego może być definiującą politykę zagraniczną przyszłego prezydenta. Uważa się często, że w ostatnim czasie Iran dokonał znaczącego postępu w swoim programie nuklearnym i istnieje coraz bardziej paląca konieczność rozwiązania tego problemu. Wydany 3 grudnia 2007 roku National Intelligence Estimate, zbiorczy raport 16 amerykańskich agencji wywiadowczych, oceniający że Iran wstrzymał swój program budowy broni nuklearnej w 2003 roku, wprowadził duże zamieszanie do debaty na temat irańskiego zagrożenia, faktycznie odbierając administracji Busha opcję militarnego rozwiązania problemu. Jego efektem był jednak wzrost obaw Izraela i nasilające się spekulacje co do możliwego izraelskiego ataku na obiekty nuklearne Iranu.
2. Stanowisko Baracka Obamy.
Barack Obama proponuje zastosowanie wobec Iranu kombinacji różnych środków: jest zwolennikiem zaangażowania się Waszyngtonu w negocjacje z Iranem – i to na najwyższym szczeblu, ale równocześnie rzecznikiem dalszych sankcji dyplomatycznych i nie wyklucza użycia siły dla rozwiązania kwestii irańskiej. W przemówieniu 15 lipca 2008 roku Obama powiedział, że „użyje wszystkich elementów amerykańskiej potegi by wywrzeć presję na irański reżim, zaczynając od agresywnej, pryncypialnej i bezpośredniej dyplomacji – dyplomacji popartej silnymi sankcjami i bez warunków wstępnych.”
W debacie prezydenckiej 7 października Obama stwierdził, że „nie możemy pozwolić, by Iran uzyskał broń nuklearną, [bo] byłby to czynnik zmieniający zasady gry (game-changer) w regionie”, stwarzając zagrożenie dla sojuszników amerykańskich, tworząc możliwość wejścia przez terrorystów w posiadanie broni jądrowej i wywołując nuklearny wyścig zbrojeń w regionie, skutkujący zwiększeniem napięć. W pierwszej debacie prezydenckiej 26 września Obama powiedział, że wojna w Iraku przyczyniła się do wzrostu regionalnej pozycji Iranu, usuwając jego śmiertelnego wroga – reżim Saddama Husajna w Iraku.
Obama nie wyklucza opcji użycia siły przeciw Iranowi, ale traktuje ją jako absolutną ostateczność. W kwietniu 2007 roku w debacie kandydatów Partii Demokratycznej Obama powiedział, że zainicjowanie wojny z Iranem byłoby „głębokim błędem”, a w kolejnej debacie Demokratów w grudniu 2007 roku skrytykował administrację Busha za „pobrzękiwanie szabelką, [które] nigdy nie powinno się zacząć” i powiedział, że w zamian za zmianę zachowania można Iranowi zaoferować perspektywę członkostwa w Światowej Organizacji Handlu (WTO) i normalizację stosunków dwustronnych po pewnym okresie czasu.
3. Stanowisko Johna McCaina.
W artykule opublikowanym w „Foreign Affairs” w listopadzie 2007 roku McCain określił Iran „głównym państwowym sponsorem terroryzmu na świecie”, który w przypadku wejścia w posiadanie broni nuklearnej „byłby jeszcze bardziej skłonny i zdolny do sponsorowania ataków terrorystycznych przeciw jakiemukolwiek postrzeganemu wrogowi, w tym Stanom Zjednoczonym i Izraelowi.” McCain uważa, że przeciwstawianie się Iranowi musi obejmować dalej posunięte sankcje polityczne i ekonomiczne, jeśli trzeba to poza ramami ONZ, a opcja militarna, „chociaż nie jest preferowaną opcją, musi pozostać na stole, [bo] Teheran musi zrozumieć, że nie może wygrać ostatecznej rozgrywki ze światem.”
McCain znany jest ze stwierdzenia, że „jest tylko jedna rzecz gorsza niż akcja militarna i jest to Iran z bronią nuklearną”, a w kwietniu 2007 roku podczas jednego ze spotkań wyborczych sparodiował nawet stary klasyk grupy The Beach Boys pt. Barbara Ann, nucąc „bomb, bomb Iran.” Jednak w październiku 2006 roku w wywiadzie dla „The New Republic” powiedział, że atak militarny „jest absolutnie ostatnią opcją, [do wykorzystania] tylko jeśli nabierzemy przekonania, że zaraz pozyskają tę broń w celu użycia przeciw Izraelowi.”
McCain jest dużo ostrożniejszy niż Obama co do możliwych negocjacji z Iranem, na pewno odrzucając rozmowy na najwyższym szczeblu. Jednak w debacie prezydenckiej 26 września McCain złagodził swoje stanowisko, dopuszczając możliwość rozmów z Iranem na szczeblu sekretarzy stanu bądź niższym.
4. Percepcje kandydatów w Iranie.
W związku z nieco innym rozłożeniem akcentów w stanowiskach kandydatów nie może dziwić, że Teheran wydaje się preferować prezydenturę Baracka Obamy, mimo że najwyższe władze irańskie, w tym prezydent Mahmud Ahmadinejad, raczej unikają komentowania amerykańskiej kampanii prezydenckiej.
12 października 2008 roku Alaeddin Boroujerdi, przewodniczący komisji spraw zagranicznych parlamentu Iranu, powiedział japońskiej agencji prasowej Kyodo, że według niego strategia Białego Domu wobec Iranu prawdopodobnie nie zmieni się po listopadowych wyborach prezydenckich, ale „wydaje się, że Obama ma lepszą logikę w odniesieniu do regionu.” Boroujerdi dodał też, że kandydat Demokratów na wiceprezydenta USA Joe Biden z Partii Demokratycznej „jest wśród tych senatorów, którzy używają bardziej logicznego języka w odniesieniu do Iranu.” Podobnie wypowiedział się 22 października podczas wizyty w Bahrajnie przewodniczący irańskiego parlamentu Ali Larijani, który stwierdził, że „Obama jest bardziej elastyczny i racjonalny, chociaż wiemy, że amerykańska polityka nie zmieni się za bardzo.”
Kontrowersyjne stanowisko Obamy w kwestii Iranu ma poparcie wielu znanych dyplomatów amerykańskich. Przykładowo Nicholas Burns, wcześniej główny dyplomata ds. irańskiego programu nuklearnego w administracji George’a W. Busha, w wywiadzie zamieszczonym w „The Financial Times” 13 października, że stanowisko Obamy, zakładające rokowania z przeciwnikami takimi jak Iran, jest właściwe, gdyż „w przypadku Iranu byłoby nierozsądne iść w stronę konfliktu militarnego gdybyśmy uprzednio nie spróbowali powaznego wysiłku dyplomatycznego.”
Artykuł uaktualniono 23 października.
Materiał może zostać uaktualniony w dalszym toku kampanii prezydenckiej.
|