Obama i McCain wobec konfliktu bliskowschodniego
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
stosunkimiedzynarodowe.info - Raport Specjalny
Kandydaci McCain i Obama a polityka zagraniczna USA
Obama i McCain wobec konfliktu bliskowschodniego
stosunkimiedzynarodowe.info 2008-10-23 17:30:56
     Obama i McCain wobec konfliktu bliskowschodniego

     1. Przegląd problemu.

     Administracja George’a W. Busha i sam prezydent są często krytykowani za zbyt późne zaangażowanie się w bliskowschodni proces pokojowy. Negocjacje izraelsko-palestyńskie rozpoczęte po konferencji w Annapolis 27 listopada 2007 roku nie przyniosły żadnych widocznych rezultatów mimo wielokrotnych wizyt mediacyjnych sekretarz stanu USA Condoleezzy Rice. Perspektywy osiągnięcia wyznaczonego w Annapolis celu osiągnięcia układu pokojowego do końca 2008 roku są więc bliskie zera. Dokładając do tego niestabilność polityczną w Izraelu i utrzymujące się podziały wewnątrzpalestyńskie na linii Fatah-Hamas ryzyko ponownego wybuchu przemocy jest w najbliższym okresie dość realne. Tymczasem taka ewentualność nieuchronnie zaskutkowałaby dalszym pogorszeniem wizerunku Ameryki w świecie islamskim.

     1. Stanowisko Baracka Obamy.

     Barack Obama twierdzi, że doprowadzenie do pokoju między Izraelem a Palestyńczykami będzie priorytetem jego administracji, przy czym akcentuje niezmienne zobowiązanie do zapewnienia bezpieczeństwa Izraelowi, którego w maju 2007 określił dla „The Jerusalem Post” „naszym najpewniejszym sojusznikiem i jedyną ugruntowaną demokracją na Bliskim Wschodzie.” W wystąpieniu na forum American Israel Public Affairs Committee (AIPAC) w marcu 2007 roku Obama wyraźnie stwierdził, że “kiedy Izrael jest atakowany, musimy bronić uprawnionego prawa Izraela do samoobrony” i podkreślił, że „musimy zachować nasze totalne zobowiązanie do naszych unikalnych stosunków obronnych z Izraelem” celem „utrzymania militarnej przewagi [Izraela] i odstraszania i odpierania ataków z tak daleka jak Iran i tak bliska jak Gaza.” Obama zaznaczył też, że Izraelczycy „muszą ufać, że mają prawdziwego palestyńskiego partnera dla pokoju i dlatego musimy wzmacniać pozycję umiarkowanych frakcji palestyńskich, które dążą do pokoju, i dlatego musimy utrzymać izolację Hamasu i innych ekstremistów, którzy są zdecydowani na destrukcję Izraela.” 22 kwietnia 2008 roku Obama powiedział, że spotkania byłego prezydenta USA Jimmy’ego Cartera z przywódcami Hamasu były „złym pomysłem.”
     8 maja 2008 roku Obama w przemówieniu upamiętniającym 60-lecie powstania państwa Izrael powiedział, że jest „absolutnie przekonany, że nasza przyjaźń pomiędzy oboma narodami jest nie do złamania” i obiecał, że „zrobi co tylko będzie mógł (...) by nie tylko zapewnić bezpieczeństwo Izraela, ale też by zapewnić, że naród Izraela może rozkwitać i prosperować.”
     W kwestii negocjacji bliskowschodnich Obama wyraża zastrzeżenia co do izraelskiego osadnictwa, które uważa za niesprzyjające postępowi w negocjacjach. W maju 2008 roku doradca Obamy Daniel Kurtzer powiedział, że Jerozolima musi być tematem rozmów pokojowych Izraela z Palestyńczykami, gdyż bez tego „niemożliwe będzie osiągnięcie postępu.” Jednak w przemówieniu na forum AIPAC 6 czerwca 2008 roku Obama oświadczył, że „Jerozolima pozostanie stolicą Izraela i musi pozostać niepodzielna.”
     W debacie prezydenckiej 7 października Obama zademonstrował swoje proizraelskie stanowisko w kontekście zagrożenia irańskiego, mówiąc że broń atomowa w rękach Iranu byłaby „czynnikiem zmieniającym zasady gry (game-changer) w regionie”, gdyż m.in. „zagroziłaby Izraelowi – naszemu najsilniejszemu sojusznikowi w regionie i jednemu z naszych najsilniejszych sojuszników na świecie.”
     Obama wielokrotnie też wypowiadał się krytycznie o ugrupowaniu Hezbollah, m.in. w wystąpieniu przed AIPAC w marcu 2007 roku stwierdził, że latem 2006 roku „Hezbollah zaatakował Izrael (...) używając Libanu jako przyczółka dla terroryzmu, a niewinnych ludzi jako tarcz”, czym sprowadził konflikt do samego Libanu.

     2. Stanowisko Johna McCaina.

     John McCain w wielu przemówieniach określał samego siebie jako osobę „dumnie proizraelską” i uważa Izrael za jednego z najbliższych i najcenniejszych sojuszników USA. W artykule zamieszczonym w magazynie „Foreign Affairs” w listopadzie 2007 roku McCain stwierdził, że w obliczu „rosnących zagrożeń dla Izraela – ze strony Iranu, Hezbollahu, Hamasu i innych” koniecznością jest kontynuacja wieloletniego wsparcia USA dla państwa żydowskiego, obejmująca dostawy wyposażenia i technologii militarnej i zapewnienie, że Izrael „utrzyma jakościową przewagę militarną.”
     Proces pokojowy między Izraelem a Palestyńczykami McCain uważa za „priorytet”, ale podkreśla, że rzeczywisty pokój wymaga izolowania radykalnego ugrupowania Hamas. W maju 2006 roku w wywiadzie dla „The Jewish Press” McCain powiedział, że „nie może być całościowego porozumienia pokojowego między Izraelem a Palestyńczykami dopóki Palestyńczycy nie uznają Izraela, nie wyrzekną się na zawsze użycia przemocy, nie uznają swoich poprzednich porozumień i nie zreformują swoich instytucji wewnętrznych”, a zwycięstwo wyborcze Hamasu w styczniu 2006 roku określił „ogromnym krokiem wstecz” w procesie pokojowym.
     Możliwość rozmów z organizacjami uważanymi przez USA za terrorystyczne, takimi jak Hamas i Hezbollah, jest całkowicie odrzucana przez McCaina. W kwietniu 2008 roku McCain ostro skrytykował byłego prezydenta USA Jimmy’ego Cartera za podjęcie dialogu z liderami Hamasu, nazywając to „poważnym i niebezpiecznym błędem.” McCain był, podobnie jak Obama, jednym z wielu współsponsorów Palestinian Anti-Terrorism Act z 2006 roku. W wywiadzie opublikowanm przez „The Jerusalem Post” w maju 2007 roku McCain powiedział, że będzie pracował nad „dalszą izolacją wrogów Izaela, takich jak Syria, Hamas i Hezbollah” i „nigdy nie będzie wywierał presji na Izrael by czynił koncesje na korzyść państw lub ruchów zdecydowanych na jego destrukcję.” Zaproponował też Izraelowi odgrywanie wiodącej roli w „Lidze Demokracji” – organizacji skupiającej państwa o ustroju demokratycznym, działające na rzecz pokoju.

     3. Percepcje kandydatów w Izraelu i Palestynie.

     Największe kontrowersje wywołuje zapowiedź dyplomatycznych inicjatyw Baracka Obamy pod adresem państw wrogich Izraelowi i USA, takich jak Iran i Syria. Jak doniósł 19 października dziennik „Haaretz”, rząd izraelski spodziewa się, że Obama zainicjuje bezpośrednie rozmowy z Teheranem, przy czym wielkim powodem do obaw jest to, że nic nie wiadomo o ewentualnych warunkach wstępnych podjęcia takiego dialogu. Według „Haaretz” w łonie rządu i agencji wywiadowczych od dłuższego czasu trwają intensywne dyskusje na temat możliwych scenariuszy rozwoju sytuacji wokół Iranu, które koordynuje desygnowana na szefa rządu Tzipi Livni.
     W przemówieniu w Knessecie 15 maja 2008 roku prezydent USA George W. Bush przy aplauzie deputowanych izraelskich porównał do appeasementu to, że „niektórzy wydają się wierzyć, że powinniśmy negocjować z terrorystami i radykałami”, co zostało odebrane jako atak na stanowisko Obamy. W kwietniu 2008 roku jeden z przedstawicieli Hamasu Ahmed Yousef powiedział, że palestyńskiemu ugrupowaniu „Obama się podoba”, ale w czerwcu poparcie Hamasu dla Obamy zostało wycofane po jego przemówieniu na forum AIPAC i stwierdzeniu, że „Jerozolima pozostanie stolicą Izraela i musi pozostać niepodzielna.”
     Mimo wszystkich proizraelskich przemówień Obamy pojawiają się przypuszczenia, że wpływ Izraela i kół żydowskich na Biały Dom może ulec zmniejszeniu. Na przykład 14 października felietonista „New York Post” Amir Taheri doniósł, że znany czarnoskóry działacz Jesse Jackson oświadczył, iż za prezydenta Obamy „syjonisci, którzy kontrolowali amerykańską politykę od dekad” zostaną odsunięci od wpływów i zakończy się okres „stawiania na pierwszym miejscu interesów Izraela” w polityce bliskowschodniej USA. Wynika z tego kolejna obawa, że Obama może w celu zwiększenia szans na sukces bliskowschodniego procesu pokojowego odejść od proizraelskiego stanowiska Waszyngtonu, dobrze widocznego podczas kadencji George’a W. Busha. Obama mógłby być bardziej podatny na postulaty palestyńskie aby uwiarygodnić swoją rolę bezstronnego mediatora.
     W reakcji na tego rodzaju podejrzenia promująca Obamę Jewish Council for Education and Research wypuściła w październiku kontrowersyjne wideo, na którym prominentni Izraelczycy występując w prywatnym charakterze pochlebnie wyrażają się o kandydaturze Obamy. Shlomo Brom, emerytowany generał, mówi że Obama „będzie lepszym prezydentem dla Izraela” ze względu na zbyt duże podobieństwo polityki Johna McCaina do polityki George’a W. Busha; były szef izraelskiej służby wywiadowczej Mossad Ephraim Halevy określa Obamę „powiewem świeżego powietrza”, a inny emerytowany generał Amram Mitzna widzi w tym szansę na zintensyfikowanie dyplomacji bliskowschodniej.
     Kampania ta wydawała się przynosić rezultaty: według sondaży Gallupa poparcie dla Obamy wśród amerykańskich Żydów od lipca 2008 roku stopniowo wzrastało – z 61% osiągając w połowie października aż 74%.
Materiał uaktualniono 27 października.
Materiał może zostać uaktualniony w dalszym toku kampanii prezydenckiej.



raport specjalny
Kandydaci McCain i Obama a polityka zagraniczna USA