Świat: Obama podnosi reputację międzynarodową USA
menu:  Główna Artykuły Baza Państw Dokumenty Kalendarz Słownik Chronologia Książki
stosunkimiedzynarodowe.info - Raport Specjalny
Polityka zagraniczna USA w pierwszym roku Obamy
Świat: Obama podnosi reputację międzynarodową USA
stosunkimiedzynarodowe.info 2010-02-12 13:01:58

Podniesienie zagranicznego wizerunku USA poprzez odejście od unilateralizmu administracji George'a W. Busha i skorygowanie niektórych aspektów globalnej wojny z terroryzmem było jednym z głównych zadań jakie postawił sobie Barack Obama w pierwszych miesiącach sprawowania funkcji prezydenta. Obama natychmiast przystąpił do dzieła, już w drugim dniu urzędowania nakazując zamknięcie w ciągu roku obozu przetrzymywania osób podejrzanych o terroryzm w Guantanamo, zamknięcie tajnych więzień zagranicą i kierowanie się przez personel przesłuchujący domniemanych terrorystów wytycznymi podręcznika polowego US Army, zakazującymi stosowania technik z pogranicza tortur, takimi jak niesławny waterboarding (symulowane topienie więźnia) [1]. W maju, decydując się na przywrócenie bushowskiego kontrowersyjnego system trybunałów wojskowych do osądzenia więźniów Guantanamo, Obama postanowił, że zostaną one zreformowane celem poprawienia położenia prawnego oskarżonych, m.in. zakazane zostaną dowody zdobyte poprzez okrutne, niehumanitarne lub poniżające traktowanie więźniów.

Administracja Obamy postanowiła o przystąpieniu do ważnych instytucji międzynarodowych, które poprzedni rząd uważał za wadliwe i godzące w amerykańskie interesy. W maju USA zostały po raz pierwszy wybrane do Rady Praw Człowieka ONZ, w listopadzie przedstawiciel USA po raz pierwszy wziął udział w posiedzeniu Międzynarodowego Trybunału Karnego (ICC). Obama mocno zaangażował się w międzynarodowe działania przeciw globalnemu ociepleniu klimatu, jeszcze w styczniu powołując specjalnego wysłannika do tych spraw, w kwietniu organizując w Waszyngtonie konferencję z udziałem przedstawicieli 17 dużych gospodarek produkujących ponad 75% światowej emisji gazów cieplarnianych, a w grudniu osobiście i w pierwszoplanowej roli uczestnicząc w kluczowej ONZ-owskiej konferencji klimatycznej w Kopenhadze.

Szczególną ambicją osobistą Obamy jest globalne rozbrojenie nuklearne. W tym celu Obama podjął negocjacje z Rosjanami w sprawie nowego porozumienia o kontroli zbrojeń strategicznych oraz zorganizował 24 września dopiero 5. w historii spotkanie Rady Bezpieczeństwa ONZ na szczeblu szefów państw i rządów, na którym przyjęto rezolucję nr 1887 podkreślającą determinację do "tworzenia warunków dla świata bez broni atomowej" i wzywającą wszystkie państwa do przystąpienia do traktatu o nieproliferacji broni jądrowej (NPT) oraz do podpisania i ratyfikowania traktatu o całkowitym zakazie prób jądrowych (CTBT) [2]. Tego samego dnia delegacja USA, na czele z sekretarz stanu Hillary Clinton, po raz pierwszy od 1999 roku wzięła udział w organizowanej raz na 2 lata konferencji ws. CTBT. Wysiłki Obamy na rzecz realizacji wizji świata bez broni jądrowej były na tyle przekonywujące, że stanowiły jedno z głównych uzasadnień przyznania mu Pokojowej Nagrody Nobla.

Jedną z cech wyróżniających politykę zagraniczną Obamy w pierwszych miesiącach było diametralnie inne podejście do wrogich reżimów - zamiast ich publicznego piętnowania i izolowania Biały Dom stosował pojednawczą retorykę, wzywał do dialogu i oferował pewne gesty mające ułatwić zbliżenie. Polityka ta została zastosowana w zasadzie wobec wszystkich państw od dawna mających złe stosunki z USA. W październiku Obama zaoferował Sudanowi pewne nieokreślone bodźce w przypadku gdyby rząd w Chartumie doprowadził do zakończenia przemocy w Darfurze oraz na południu Sudanu. W listopadzie po raz pierwszy od 1995 roku nawiązano bezpośrednie kontakty na wysokim szczeblu z juntą rządzącą Myanmarem. W Syrii kilkakrotnie przebywał bliskowschodni wysłannik Obamy, George Mitchell, a w lutym 2010 roku USA postanowiły nominować pierwszego od 2005 roku ambasadora w Damaszku [3]. Oczywiście najważniejszym adresatem polityki zaangażowania był Iran, do którego Obama bezpośrednio zwrócił się 20 marca z okazji perskiego nowego roku proponując zakopanie topora wojennego.

Wspomnieć tez trzeba o niezwykle doniosłych gestach pod adresem muzułmanów. W swoim pierwszym wywiadzie dla mediów zagranicznych 26 stycznia Obama zapowiedział, że jego administracja będzie wyciągać "rękę przyjaźni" do świata muzułmańskiego i aktywnie działać na rzecz pokoju na Bliskim Wschodzie, przyznając zarazem, że "zbyt często Stany Zjednoczone zaczynają od dyktowania" i tym razem będą uważnie słuchać wszystkich zainteresowanych stron [4]. Następnie 6 kwietnia w tureckim parlamencie w Ankarze i 4 czerwca na uniwersytecie w Kairze Obama wygłaszał przemówienia, w których argumentował, że świat islamu i Zachód nie powinny postrzegać się za wrogów i apelował o wzajemne partnerstwo.

Rezultaty wszystkich tych działań i zamierzeń były w sumie dość skromne. Zamknięcie obozu Guantanamo w ciągu roku okazało się niewykonalne, głównie z powodu trudności w znalezieniu miejsca pobytu dla więźniów; ponadto w styczniu, gdy jasne stało się, że w Jemenie powstała lokalna komórka al-Qaidy zdolna do przeprowadzania zamachów terrorystycznych przeciw USA, administracja Obamy była zmuszona do zawieszenia repatriacji Jemeńczyków z Guantanamo, stanowiących tam największą grupę narodowościową (około 90 spośród niespełna 200 więźniów).

Wrogie reżimy nie wykazywały chęci nagłej zmiany swojego nastawienia tylko pod wrażeniem gestów nowego prezydenta, który tymczasem narażał się na krytykę ze strony obrońców praw człowieka. Administracja Obamy faktycznie niejednokrotnie sygnalizowała, że nie będzie pryncypialnie bronić praw człowieka, lecz poruszać te kwestie w sposób elastyczny, najbardziej odpowiadający okolicznościom i pasujący do partnera w debacie. "Musimy być pragmatyczni i obrotni w dążeniu do realizacji naszej agendy praw człowieka - nie iść na kompromisy co do naszych zasad, ale robić to, co w najbardziej prawdopodobny sposób je urzeczywistni", powiedziała 14 grudnia w przemówieniu w Georgetown University sekretarz stanu Hillary Clinton, przedstawiając doktrynę "pryncypialnego pragmatyzmu" [5]. Oznaczało to m.in., że prawa człowieka nie były poruszane publicznie w kontaktach z takimi strategicznie ważnymi państwami jak Rosja, Chiny czy Egipt, co w połączeniu z takimi krokami, jak np. rezygnacją przez Obamę ze spotkania z duchowym przywódcą Tybetańczyków Dalaj Lamą czy też obcięciem wsparcia finansowego dla grup niezależnych ugrupowań promujących demokrację, budziło poważne obawy, że kwestie te w ogóle zostały zdjęte z agendy polityki zagranicznej.

Obama odpierał te zarzuty, mówiąc w przemówieniu w Oslo 10 grudnia przy odbiorze Pokojowej Nagrody Nobla: "Promocja praw człowieka nie może być tylko upominaniem. Czasami musi iść w parze z pieczołowitą dyplomacją. Wiem, że zaangażowaniu represyjnych reżimów brakuje satysfakcjonującej czystości oburzenia. Ale wiem też, że sankcje bez wyciągnięcia ręki - i potępienie bez dyskusji - mogą ciągnąć naprzód wyniszczające status quo. Żaden represyjny reżim nie pójdzie nową ścieżką dopóki nie będzie miał wyboru otwartych drzwi." [6] Faktem pozostaje jednak, że do obrania tejże nowej ścieżki nie udało się jak dotąd przekonać żadnego adwersarza...

Mimo tych zastrzeżeń co do polityki zagranicznej Obamy można stwierdzić, że cel odbudowy wizerunku Ameryki na świecie został osiągnięty. Według lipcowego sondażu Pew Global Attitudes Project [7] przeprowadzonego w 25 ważnych państwach z różnych regionów świata, pozytywna opinia o USA wzrosła w 2009 roku w porównaniu z poprzednimi latami we wszystkich państwach oprócz Izraela, a wiara, że Obama będzie właściwie postępował w sprawach międzynarodowych była w niektórych przypadkach (Francja, Niemcy) aż o ponad 70% wyższa niż w odniesieniu do Busha. Bezsprzecznie w dużym stopniu wynika to z globalnej fascynacji osobą Obamy jako pierwszego czarnoskórego prezydenta USA, ale też odzwierciedla mocno kontrastujący z Bushem, koncyliacyjny styl uprawiania polityki oraz dobrze odebrane na świecie zmiany w polityce zagranicznej USA. Te pozytywne trendy w postrzeganiu Ameryki powinny z kolei ułatwić osiąganie celów jej polityki zagranicznej w kolejnych latach.



raport specjalny
Polityka zagraniczna USA w pierwszym roku Obamy